Wrocław: 42 kilo asfaltu w pełnym słońcu. Daliśmy radę! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 15/09/2014 - 08:39

Wrocławscy organizatorzy szczycą się najpiękniejszą trasą maratonu w Polsce. I jest w tym sporo prawdy, bo na trasie biegacz ma szansę zwiedzić sporą część miasta w tym historyczny Stadion Olimpijski i najnowszy Stadion Miejski, Ostrów Tumski czy Rynek Starego Miasta.

Relacja Adama Pawlińskiego z 32. Maratonu Wrocław.

Za te dwa ostatnie akurat nie wszyscy byli im wdzięczni, ponieważ bieganie po kostce ok. 35 kilometra maratonu do przyjemnych nie należy. Jednak tą niedogodność rekompensowały mi licznie zgromadzeni w tym miejscu kibice. Na trasie pojawiły się zorganizowane strefy kibica uczestniczące w konkursie na najlepszy doping. Mijaliśmy więc żołnierzy w pełnym umundurowaniu wspierających nas krótkimi rozkazami, uczniów gimnazjum głośno wspierających maratończyków, ekipy bębniarzy i strefę w której można było się przebić przez papierową maratońską ścianę.

Warunki niestety nas nie rozpieszczały. Niespodziewanie na starcie przywitało nas prażące słońce, które dla wielu okazało się zabójcze. Na szczęście organizatorzy zlokalizowali punkty odświeżania i odżywiania mniej więcej co 2,5 kilometra, więc liczba osób, które nie ukończyły zawodów nie była duża. O tym, jak trudnym dystansem jest maraton opowiedziała jedna z uczestniczek, na co dzień startująca... w rajdach MTB. Ania w swoim debiucie musiała się zmierzyć z kontuzją już na 10. kilometrze, ale dzielnie walczyła do końca i dotarła na metę mieszcząc się w limicie.

Co mnie pozytywnie zaskoczyło, uczestnicy na trasie mogli uzyskać wsparcie również w formie masaży. Widać, że wrocławskie centrum sportu dokłada wszelkich starań aby zatrzeć złe wrażenie jakie pozostawił ubiegłoroczny półmaraton, który oficjalnie się nie odbył z przyczyn organizacyjnych.

Tym razem impreza zorganizowana była na wysokim poziomie a jedyne czego wrocławski maraton może pozazdrościćinnym biegom, w których brałem udział, to więcej spontanicznego kibicowania. Poza zorganizowanymi punktami kibiców nie było zbyt wielu, może z wyjątkiem Rynku. Natomiast na biegaczy o oryginalnych pomysłach nie można było narzekać.

Wśród nich był zawodnik w więziennym pasiaku (w maratonie była osobna klasyfikacja dla Funkcjonariuszy i Pracowników Służby Więziennej), w garniturze czy inny uczestnik, który będąc na 41. kilometrze głośno zamawiał przez telefon pizzę czym zyskał duży aplauz kibiców.

Bieg był dla mnie wyjątkowy bo po raz pierwszy ukończyłem maraton w rodzinnym mieście. Oglądanie miasta z tej perspektywy to unikalna okazja, tym bardziej, że jak wspomniałem, zwiedzić można najciekawsze jego zakątki. Polecam więc biegaczom z innych regionów Polski poznawanie Wrocławia w ten sposób.

Oczywiście na trasie musiałem przeżyć kryzysowe chwile spowodowane przez ból stóp już od 20. kilometra, kolkę oraz skurcze pod koniec dystansu. Jednak patrząc na innych biegaczy nie były to dramatyczne problemy i dzięki wielkiemu wsparciu znajomych i rodziny skończyłem bieg niecałą minutę gorzej od życiówki.

W moim przypadku potwierdziło się, że w bieganiu długodystansowym liczy się to co w głowie, zwłaszcza wtedy gdy widziałem znajomą twarz w tłumie i to dodawało mi siłę do dalszej walki. Dobiegając do mety nie byłem już w stanie mocniej podkręcić tempa, ale mam satysfakcję z uczciwie zapracowanego medalu. Będąc już w szatni usłyszałem od jednego z zawodników, że zdejmowanie butów po maratonie to jak zaglądanie do puszki Pandory i w moim przypadku to się sprawdziło, bo odciski nie dadzą mi jakiś czas normalnie chodzić.

Mam wielką nadzieję, że dzięki dobremu poziomowi organizacyjnemu Maraton Wrocław stanie się jeszcze bardziej popularny, poziom sportowy jeszcze wzrośnie i rekord trasy z 2002 roku zostanie wreszcie pobity. Maraton w moim rodzinnym mieście powinien w obu tych aspektach dołączyć do największych i najlepszych w kraju a konkurencja jest obecnie naprawdę silna.

Adam Pawliński

Fot. Anna Pawlińska, Krzysztof Pawliński, Grzegorz Pawliński, Adam Pawliński 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce