[WYWIAD] "Pokażemy w Tokio, że jesteśmy Diablicami" - Justyna Święty-Ersetic, halowa rekordzistka Polski w biegu na 400 m


Opublikowane w śr., 12/02/2020 - 18:21

U progu sezonu halowego Justyna Święty-Ersetic pokazuje doskonałą formę. W sobotę 8 lutego, podczas mityngu Copernicus Cup w Toruniu, należącego do cyklu World Athletics Indoor Tour, wygrała bieg na 400 metrów, poprawiając czasem 51,37 sek. własny rekord Polski o 41 setnych sekundy. Zaraz po rekordowym biegu mieliśmy przyjemność długo porozmawiać z naszą szybkobiegaczką, finalistką ubiegłorocznych MŚ w Dosze w biegu indywidualnym (7 miejsce) i srebrną medalistką w sztafecie 4x400 metrów.

[WYWIADY, ZDJĘCIA, WYNIKI] Rekord świata w tyczce, rekord Polski Justyny Święty-Ersetic, emocje na 800 metrów. Kapitalne wyniki w toruńskim Copernicusie!

Spodziewałaś się takiej eksplozji formy i szybkości już na początku lutego? 

Jestem bardzo zaskoczona! Dopiero drugi raz w tym roku miałam styczność z halą, a w hali jednak trzeba się obiegać. Trener Aleksander Matusiński mówił, że jestem przygotowana na rekord Polski, ale czuję troszkę zmęczenie po zgrupowaniu. Kolejny raz okazało się jednak, że trener zna się na rzeczy i jak zwykle miał rację (śmiech).

W uzyskaniu rekordowego wyniku w dużej mierze pomogła mi Léa Sprunger, za którą mogłam się „przewieźć” przez znaczną część dystansu i zaatakować dopiero na końcówce.

...wykorzystując swój główny atut, czyli piorunujący finisz?

Taaak, chociaż... wiele osób, które oglądały mój pierwszy start w sezonie mówiło, że nie znały zawodniczki z czwartego toru (śmiech). Na mityngu w Düsseldorfie pobiegłam całkiem inaczej: 200-300 metrów „w trupa” i na końcówce, niestety, zabrakło mi sił. Ale ze startu na start próbuję otwierać coraz żwawiej i w dobrych biegach udaje mi się to coraz lepiej. Celem jest znaczne poprawienie pierwszej części dystansu.

Poprawiłaś własny rekord Polski (51,78 sek.) ustanowiony równo 2 lata temu na tym samym mityngu i w tej samej hali. Aż tak dobrze biega Ci się w Arenie Toruń?

Uwielbiam biegać w Toruniu i bardzo się cieszę, że właśnie tutaj udało mi się poprawić rekord Polski! Po biegu podziękowałam Léi Sprunger za wspaniałe poprowadzenie biegu, bo mój wynik to także jej zasługa i powiedziałam, że to najlepsza bieżnia na świecie. Szwajcarka i Holenderka Lisanne De Witte przyznały mi rację w stu procentach. Obie mówiły, że nie mogły doczekać się startu na niebieskiej bieżni w Toruniu!

Ten rekord Polski to Twoje tegoroczne apogeum w hali czy spróbujesz coś jeszcze „urwać” na mistrzostwach Polski, także zresztą w Arenie Toruń (29 lutego – 1 marca)?

HMP to troszkę inne bieganie. Tam będą dwa biegi i rywalizuje się głównie o medale i miejsca, mniej o wyniki. Zdaję też sobie sprawę, że na pewno odczuję ten bardzo szybki bieg i przez kilka dni mogę mieć lekki „zjazd do bazy”, ale myślę, że jeszcze coś się uda w tym sezonie pobiec (uśmiech). Zresztą, planuję jeszcze także starty w kolejnych mityngach World Athletics Indoor Tour i będę chciała pokazać się z jak najlepszej strony.

Odwołanie i przełożenie na przyszły rok Halowych Mistrzostw Świata w Chinach mocno pokrzyżowało Twoje plany?

Nie, przyznam szczerze, że nie brałam bardzo poważnie pod uwagę startu w Nankinie. Późno, dopiero w grudniu, weszłam w okres przygotowawczy, bo poprzedni sezon letni był bardzo długi (po MŚ w Dosze Święty-Ersetic startowała jeszcze w Światowych Igrzyskach Wojskowych w Wuhanie – red.). Wyjazd na HMŚ do Chin wiązałby się z kolejna zmianą strefy czasowej i koniecznością aklimatyzacji, więc zbytnio nie ubolewam nad odwołaniem mistrzostw. Docelową imprezą w tym roku są igrzyska olimpijskie i tylko one się dla mnie liczą.

A jeśli z powodu koronawirusa zostaną odwołane także igrzyska w Tokio?

No to byłby już ogromny żal, ale myślę, że do takiej sytuacji nie dojdzie. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce