[WYWIAD] "Pokażemy w Tokio, że jesteśmy Diablicami" - Justyna Święty-Ersetic, halowa rekordzistka Polski w biegu na 400 m


Opublikowane w śr., 12/02/2020 - 18:21

Tak czy tak, mamy nadzieję, że to nie będzie Twój ostatni rekord Polski. Kibice nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie zejdziesz poniżej 50 sekund! (rekord życiowy Święty-Ersetic na stadionie to 50,41 sek., drugi wynik w historii polskiej lekkiej atletyki – red.)

Też bym bardzo chciała tak pobiec i usilnie do tego dążę. W biegu poniżej 50 sekund to już wszystko musi się zgrać idealnie, ale mam nadzieję, że uda mi się tej sztuki dokonać. Podstawa to, oczywiście, ciężki trening, ale ogromną rolę odgrywa także głowa i psychika zawodnika, wytrwałość i upór w dążeniu do celu.

Jesienią ubiegłego roku w Dosze osiągnęłaś finał mistrzostw świata, czy podczas igrzysk olimpijskich w Tokio przyjdzie pora na medal?

W sztafecie – jak najbardziej! (śmiech) Jeśli chodzi o bieg indywidualny to będzie bardzo, bardzo trudno. Ja jednak zdecydowanie większe oczekiwania wiążę ze sztafetą, to właśnie w tej konkurencji będziemy walczyły o olimpijski medal i na pewno nie jesteśmy bez szans.

Wobec niektórych waszych mocnych konkurentek są wysuwane podejrzenia o praktyki dopingowe. Jeśli się potwierdzą, może to wam ułatwić zadanie w Tokio, poprawić i tak mocną pozycję w światowej elicie.

Nie da się ukryć. Kontroli jest coraz więcej, od jakiegoś czasu nie biegają z nami Rosjanki, co też jest dla nas znaczącą sprawą. Nasze szanse rosną i zrobimy wszystko, żeby je wykorzystać.

Małgorzata Hołub-Kowalik startowała z Tobą w rekordowym biegu i uzyskała czas 52,85 sek. A potem siedząc tuż przy bieżni oglądałaś drugą serię 400 metrów, w której rywalizowały Twoje koleżanki ze sztafety: Iga Baumgart-Witan 52,39), Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka (52,66) i Anna Kiełbasińska (53,20). Jak oceniasz ich formę i uzyskane wyniki?

Oglądałam ten bieg, ale... miałam jeszcze lekkie zaćmienie w euforii spowodowanej rekordem. Dziewczyny uzyskały wyniki trochę lepsze niż 4 dni temu, na pewno potrzebują jeszcze odrobiny czasu i na Halowych Mistrzostwach Polski na pewno będzie dużo lepiej.

Czas w granicach 52,30 jest bardzo, bardzo przyzwoity, więc wszystko jest na dobrej drodze. Mam nadzieję, że i mnie, i dziewczynom uda się jeszcze „urwać” coś z naszych wyników. Obyśmy wytrwały w zdrowiu przez najbliższe pół roku, a w Tokio będziemy tworzyły piękne wspomnienia.

Sugerujesz, że na igrzyskach Aniołki Matusińskiego mogą przeobrazić się w Diablice?

(śmiech) My już chyba nie raz pokazałyśmy, że nie do końca jesteśmy „aniołkami”. Potrafimy też pokazać przysłowiowe pazurki!

No to na koniec - historia nieco humorystyczna. Gdy jechaliśmy na mityng Copernicus Cup, tuż przed Toruniem minęła nas i wiele innych aut jadąca ze sporą prędkością piękna toyota, za której kierownicą siedział... wiesz kto? Twój mąż, Dawid Ersetic!

Myślę, że przyczyną tak szybkiej jazdy była tęsknota za żoną! I tego się trzymajmy (śmiech). Przyjechałam do Torunia w przeddzień mityngu, a mój mąż dotarł dopiero na zawody. Zaraz do niego pędzę i mam nadzieję, że będziemy mogli choć trochę czasu spędzić ze sobą i cieszyć się z tego, co udało mi się dokonać w Toruniu. A potem znowu - starty i ciężka praca!

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. autor, Paweł Skraba (Copernicus Cup), Marek Biczyk (PZLA)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce