Zimowy Runmageddon Classic w Wierchomli Małej. „Jest płasko!”


Opublikowane w wt., 27/03/2018 - 09:25

Z tym zimowym Runmageddonem trochę jest tak, że zimowy był chyba tylko z nazwy. Fakt śniegu w Wierchomli trochę jeszcze jest ale… po pierwsze była już kalendarzowa wiosna, a po drugie było mniej zimowo niż na finale w Pabianicach, gdzie busy zwoziły z trasy zawodników z hipotermią. Chyba Jaro doszedł do wniosku, że nie ma co przeginać i woda była dopiero pod koniec biegu.

I znowu czy to był bieg? Dla części tak, jednak podbiegi, czy raczej podejścia uniemożliwiały bieg, a na zbiegach też bywało niebezpiecznie i trzeba było szukać przyczepności. Bo jak nie ślisko, tam gdzie świeciło słońce robiło się błoto, to znowu ślisko bo był lód w cieniu. Jednak kto startował wcześniej miał o tyle lepiej, że w nocy trasa była trochę zmrożona i nie było tyle błota.

Tak przy okazji, za start płaciłem prawie pół roku wcześniej, a 3 dni przed dowiedziałem się, że zmieniono mi falę i miałem startować 15 minut później. Trochę to mało profesjonalne. Nie chodzi o te 15 minut, tylko bardziej o zasadę, po co mam możliwość wyboru skoro… nie do końca tak jest. Jednak na plus działa to, że po interwencji przywrócono mnie to fali w której miałem pierwotnie startować.

Ruszyłem punktualnie o 9.00. Przede mną tylko fale Elite. To był mój pierwszy weekend OCR w tym roku, więc nie chciałem szaleć, a dodatkowo w sobotę byłem w Bytomiu na Spartan Race Super.

Wracając do biegu początek spokojny: opony, rów, zasieki, krótki podbieg, ścianka i zaczęło się. Górskie ściganie na całego, pod górę, a później dalej pod górę. Nagle jakaś dziewczyna krzyczy ostatkiem sił „jest płasko!”. Fakt było ale… 20 metrów, żeby zobaczyć worki. I dalej worek na plecy i do góry. Chwila na dół, worek wyrzucony i dalej do porodówki i… do góry.

Miejscami trasa oblodzona, więc trzeba było uważać. Byle do schroniska, a po drodze jeszcze zasieki, spacer farmera i jest schronisko i punkt odżywczy. Łyk ciepłej herbaty, pół banana i dalej do mety. Chociaż trochę było szkoda dalej lecieć, bo widok na Tatry był niesamowity, ale cóż to Runmageddon, a nie wycieczka.

Szczytem trasa fajna: równoważnia, ścianki, multi, liny, ukośna, strażak, poziome drabinki, wiszące opony itd. Fajnie, że przeszkody były rozmieszczone równomiernie, a nie jak czasami większość na końcu. I powoli na dół przez las, przez zaśnieżoną łąkę no i przecież to bieg ekstremalny przez stok narciarski z narciarzami. Dobrze, że nikt nie jechał na krechę i udało się przebiec.

Dalej w stronę mety, ciągle na dół, nie, znowu podbieg i na dół i… znowu do góry. A później… nareszcie koniec podbiegów i zasieki. Dobrze, że na dół i krótkie, a dalej znowu zasieki i dalej na dół a tam… zasieki. Jak się okazało na mecie, to chyba tam zrobił mi się „wywietrznik” na spodenkach. Trzeba było tyłek trzymać bliżej gleby. Ale kilometry uciekały i meta była coraz bliżej. Jeszcze tylko zbiegi na których był lód gładki jak tyłek noworodka (podobno ktoś nawet nogę złamał). Lepiej po śniegu, bo w razie czego miękkie lądowanie.

I potok, czyli już prawie, przejście pod mostek i już słychać głosy z mety, ale to nie jogging, więc ostatni podbieg. Nogi palą, ale cóż dałem radę i teraz już tylko na dół, potok, głosy Koniuchów Robert dawaj i patrzę… a chłopaki piwo piją! Brunon daj łyka? Dał! Ścianka z opon, komandos, helikopter, siatka, killer plank, ostatnia ścianka i meta. Medal, bandana i herbata. Z prądem, czy bez? Głupie pytanie ;) Foto na ściance i można się przebrać. A tu prysznice z ciepłą wodą i nie ma kolejki. Widocznie dla niektórych było to coś dziwnego, zamiast lodowej ciepła woda na mecie. No cóż poświęciłem się i skorzystałem.

O zwycięzcach nie piszę, bo wygrał każdy kto ukończył.

Robert Łopuch, Ambasador Festiwalu Biegów


WYNIKI

W sobotnim biegu Rekrut wzięło udział 485 osób. Wszyscy bohatersko przebiegli 6 kilometrów i pokonali ponad 30 przeszkód. W klasyfikacji Elite Mężczyzn, do której zaliczane są osoby pokonujące przeszkody samodzielnie, trzy pierwsze miejsca kolejno zajęli reprezentanci małopolski z drużyny: Gorący Potok Team, 1. Piotr Prusak 2. Robert Krzystyniak 3. Bartosz Świętek. Wśród kobiet najlepszy wynik osiągnęła Simona Hajosteková.

W niedzielę, trasę Classic - dystans 12 kilometrów najeżony co najmniej 50 przeszkodami pokonało 735 uczestników. W serii Elite Mężczyzn najlepszy był Tomasz Oślizło z xRunners. Drugie miejsce zajął kolega z tej samej drużyny: Sebastian Kasprzyk. Trzecie - Dawid Hajnos z drużyny Gorący Potok Team. W klasyfikacji kobiet, pierwsze i trzecie miejsce „wybiegły” kolejno Aleksandra Kluczka, Justyna Kępa z Husaria Race Team, drugie wywalczyła Małgorzata Szaruga, reprezentantka SOCIOS SILESIA.

Bieg w Wierchomli Małej był ostatnią okazją na zdobycie tytułu Zimowego Weterana. Osoby, które w dwóch poprzednich, zimowych biegach w Warszawie i Ełku pokonały trasę Hardcore i Rekrut, tym razem musiały przebiec dystans Classic, by na końcu otrzymać upragnione wyróżnienie. 250 uczestników zakończyło zimowy sezon, otrzymując statuetkę Zimowego Weterana.

Pełne wyniki:  TUTAJ 

- Wierchomla okazała się miejscem idealnym dla naszego ekstremalnego biegu. Z jednej strony, była niecodziennym egzaminem siłowym, z drugiej, zmęczenie koiła dodającym energii widokiem. Cieszę się, że mogłem wziąć udział w tym wydarzeniu i dziękuję naszemu partnerowi Stacji Narciarskiej Dwie Doliny Muszyna – Wierchomla i Hotelowi Wierchomla Ski & Spa Resort za gościnne przyjęcie. Ten bieg zakończył sezon zimowy, a teraz wszyscy razem czekamy już na kolejny górski Runmageddon, tym razem w maju, w Myślenicach - mówi prezes Runmageddonu, Jaro Bieniecki.

źródło: Runmageddon


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce