Marzena Spychała, zwyciężczyni z Krynicy: „Nordic Walking zmienił moje życie”


Opublikowane w wt., 31/03/2020 - 18:31

Zawsze uśmiechnięta, skromna i serdeczna. Chętnie dzieli się swoim doświadczeniem i radami, nigdy nie odmawia pomocy. Serce oddaje swojej pracy nauczyciela. Po godzinach… jest mistrzynią. Odkąd wystartowała w zawodach, ani razu nie znalazła się poza podium. Wygrywała mistrzostwa Polski, triumfowała w zawodach Pucharu Europy, nie miała sobie równych w klasyfikacji Pucharu Polski.

Chociaż od dziecka była związana ze sportem, nordic walking zaczęła uprawiać kilka lat temu. I to dlatego, że… była bezrobotna. Dzisiaj mówi wprost: ta aktywność zmieniła jej życie. Oto Marzena Spychała z Białej koło Prudnika, ubiegłoroczna zwyciężczyni Górskich Mistrzostw Polski w Nordic Walking i Mistrzostw Polski w Hill Nordic Walking w Krynicy.

Dlaczego akurat Nordic Walking?

Marzena Spychała: - Kiedyś straciłam pracę, nie radziłam sobie z tym, wpadałam w depresję… Zaczęłam wychodzić w pola, żeby odreagować i się wypłakać. Zawsze byłam osobą aktywną, brałam więc kije. Pomogły mi wyjść z depresji. Dla mnie przerażające było to, kiedy dzieci wychodziły do szkoły, mąż do pracy a ja zostawałam sama w pustym domu. Ile można sprzątać? Stąd pomysł, żeby zmienić otoczenie, wyjść z domu. Nordic Walking zobaczyłam w Internecie i postanowiłam spróbować.

W jaki sposób od tego spacerowania dla siebie doszłaś do mistrzowskich tytułów?

Przez przypadek zobaczyłam plakat zawodów o puchar starosty Prudnika. Postanowiłam sprawdzić jak to wygląda. Zawody były na trudnej trasie, bardzo mnie to zaskoczyło. Całą drogę szłam za jedną zawodniczką i zdumiewało mnie, że idzie tak lekko pod górę. Starałam się ją dogonić, ale to była ambicja a nie przygotowanie. Skończyłam druga a zwyciężczyni, którą okazała się mistrzyni Irena Pakosz, pochwaliła mnie za czas. Powiedziała też, że powinnam pojechać na mistrzostwa Polski do Złotoryi. Uśmiałam się… Ale w domu sprawdziłam. Okazało się, że naprawdę są takie zawody. Zawzięłam się i zaczęłam do nich trenować. Połknęłam bakcyla. Moja głowa zaczęła inaczej pracować, pojawił się cel.

Od tej pory nordic przestał być ucieczką a stał się celem sam w sobie?

Zaczęłam trenować, planować te treningi. W międzyczasie zrobiłam pierwszy kurs instruktorski, w Czechach i poznałam tę formę aktywności jako swoisty fenomen. Zawsze, kiedy za coś się biorę, chcę to robić jak najlepiej. Zaczęłam więc układać w głowie swoje treningi, planować, szukać, sprawdzać… W Złotoryi znowu byłam druga za Ireną, zdobyłam wicemistrzostwo Polski i byłam niewyobrażalnie szczęśliwa. Podobnie moja rodzina, bo widzieli, że się zmieniłam, mam jakiś cel. Zaczęłam szukać kolejnych zawodów i wyzwań.

Czyli nordic walking zmienił Twoje życie?

Tak, dosłownie. Spotkałam na swojej drodze wiele osób, które mi pomogły. Między innymi dziennikarkę regionalnej telewizji, która zrobiła o mnie program. Dzięki temu odezwali się do mnie moi obecni pracodawcy, dostałam pracę w szkole.

No właśnie. Jesteś nauczycielką, prawda?

Tak, jestem nauczycielem wychowania fizycznego od 26 lat, od sześciu lat pracuję w Nysie w Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. Wcześniej pracowałam w liceum, ale szkołę zamknięto.

Zawsze miałaś coś wspólnego ze sportem?

Od dziecka byłam „od wszystkiego”. Biegałam przełaje, sprinty, przez płotki, skakałam wzwyż , pchałam kulą, rzucałam oszczepem, dyskiem, byłam nawet mistrzynią województwa…

Czekam aż powiesz, że skakałaś o tyczce…

To dopiero na studiach (śmiech). Grałam też w piłkę ręczną, nożną i kosza. Chciałam studiować we Wrocławiu, ale ściągnęli mnie na AWF do Katowic, bo wypatrzył mnie jakiś trener. Grałam w drugiej lidze w piłkę ręczną. Sport zawsze był częścią mojego życia.

I po tylu doświadczeniach, w tym lekkoatletycznych, zaczęłaś trenować nordic walking? Nie wydawało Ci się to mało poważne? Znajomi nie patrzyli na Ciebie z pobłażaniem?

Znajomi wiedzą, że lubię odkrywać coś nowego. Poza kijami jeżdżę na rowerze i pływam, to mój drugi żywioł. Jeżdżę też na łyżwach i rolkach. Kiedy zabrałam się na nordic walking, było dla mnie istotne, że to nowy rodzaj ruchu. Ja lubię poznawać, sprawdzać. Tutaj odkryłam, że Nordic Walking to prawdziwy fenomen, gdzie jestem odpowiedzialna tylko za siebie, sukces zależy tylko od mojej pracy, podobnie porażkę mogę zwalić tylko na siebie.

Ale tych porażek chyba nie było zbyt wiele? Jeśli w ogóle jakieś były…

Jakoś tak się stało, że od pierwszego startu zawsze stawałam na podium. To bardzo wzmocniło moją psychikę w trudnym czasie. Tym bardziej, że nie należałam już do najmłodszych kategorii wiekowych a okazało się, że nawet w 45+ można zrobić jeszcze coś konkretnego, osiągnąć sukces.

A skoro o sukcesach mowa… co uważasz za swój największy?

Było ich sporo, ale chyba najbardziej cenię sobie swój debiut w maratonie podczas Mistrzostw Polski w Maratonie w Osielsku, cztery lata temu. Poszłam wtedy bardzo asekuracyjnie, nie oczekiwałam od siebie wiele. Poszłam bez planu w głowie, wsłuchując się w swój organizm, chciałam po prostu sprawdzić jak to jest i nauczyć się chodzić takie dystanse. Wygrałam! Zdobyłam tytuł mistrzyni kraju a na podium stałam ze sporo młodszymi koleżankami, w tym jedną z drużyny, która jest rówieśniczką mojej córki! I ja, dojrzała kobieta, dałam radę. To dla mnie, jako zawodniczki i kobiety, był prawdziwy przełom. Bardzo się dowartościowałam.

Drugi mój największy sukces to ubiegłoroczny Festiwal Biegowy w Krynicy. Ja uwielbiam góry i zawsze marzyłam o tym starcie, ale termin nakładał się z finałem Pucharu Polski. Tym razem było inaczej. Nie mogłam się dobrze przygotować do startu na Jaworzynę, bo nie mam u siebie nigdzie tak długiego odcinka o tak sporym nachyleniu. To była dla mnie wielka niewiadoma. Nie wiedziałam czy dam radę wydolnościowo na takiej trasie i to dzień po mocnym starcie na Górze Parkowej.

Czyli nie jechałaś do Krynicy po zwycięstwo a właściwie dwa?

Nie, chciałam się sprawdzić. Bardzo czekałam na tę Krynicę, kilka lat. Bałam się czy dam radę, ale Leszek, mój mąż, uspokajał, że sobie poradzę. Postanowiłam dać z siebie wszystko. Górskie Mistrzostwa Polski to trasa stworzona dla mnie, uwielbiam takie profile! Na początku rozkręcenie, później przyciśnięcie pod górę, zejście, znowu podejście… Jaworzyna znowu to coś zupełnie innego. Tam nie ma żadnego wypłaszczenia, żadnej szansy na odpoczynek dla nóg. Tam od startu do mety jest walka, pieczenie w mięśniach… Tym bardziej cenię to zwycięstwo. Nie spodziewałam się, że uda się wygrać dzień po dniu. To było jak sen!

Jakie masz jeszcze marzenia i plany startowe? Co jeszcze chciałabyś osiągnąć?

Cały czas jestem ciekawa jak długi dystans mogę pokonać. Obserwowałam poczynania Pawła Żuka i dalej nie mogę zrozumieć, że tak się da. Chcę sprawdzić swoją granicę. Startowałam dwa razy w Leśnej Dobie i co roku przechodziłam trochę więcej. Jeśli te zawody w tym roku się odbędą, spróbuję pobić swój rekord i pójść jeszcze więcej. Druga sprawa to krótkie dystanse. Chcę się sprawdzić na 5 km. To nigdy nie był mój dystans, zaczynałam od 10 km, rozkręcam się po 5 kilometrach… W Pucharze Polski wybierałam półmaraton. Lubię delektować się dystansem. Dlatego teraz chciałabym się sprawdzić na krótkich trasach.

W takim razie trzymam kciuki za te marzenia. I dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce