Przez Krynicę do historii. Maratończyk z mukowiscydozą pobiegnie ultra B7D-64 km


Opublikowane w czw., 30/05/2019 - 19:45

Jerzy Wasilkowski to fenomen w biegowym świecie. Nie robi spektakularnych wyników, przebiegnięcie maratonu zabiera mu około 5 i pół godziny, a mimo to każdy, kto choć trochę zna realia życia 54-letniego kaliszanina, szczerze go podziwia. Bo Jerzy Wasilkowski jest poważnie chory: cierpi na mukowiscydozę!

Mimo to, od 2010 roku Jurek regularnie biega maratony uliczne, a we wrześniu podejmie się wyzwania, któremu nie sprostał jeszcze chyba żaden chory na muko na świecie: chce przebiec górski dystans ultra. Postanowił to uczynić w Biegu 7 Dolin-64 km podczas 10 TAURON Festiwalu Biegowego w Krynicy!

– Lekarze, którzy się mną opiekują, mówią tak jak przed moim pierwszym maratonem: to jest nierealne, to jest niemożliwe! A ja im wtedy przypominam, że prawie 10 lat temu mówili to samo, gdy postanowiłem przebiec pierwszy maraton. Przebiegłem w Poznaniu i - co więcej - do tej pory ukończyłem już 13 maratonów ulicznych! A jak niedawno zrobiłem podsumowanie, to z podliczenia wyszło, że od początku 2010 roku przebiegłem już 18 tysięcy kilometrów! – chwali się biegacz urodzony w 1965 r.

– Chcę pokazać, że warto mieć pasję i marzenia, że można nie dać się chorobie, że ona nie jest barierą, jeżeli naprawdę chcesz czegoś dokonać. Że możesz stawiać sobie cele, które nawet wielu młodych i zdrowych uważa dla siebie za nierealne. Chcę udowodnić, że można pokonywać kolejne bariery. Tak jak kiedyś z maratonem, nikt na razie poza mną nie wierzy, że można przebiec ultra chorując na muko i mając aktywne 39 procent powierzchni płuc. A jednocześnie, że te marzenia i pasja mogą poprawić ci zdrowie. Bo ja - dzięki bieganiu - nie oddycham krótko i bardzo płytko jako każdy chory na mukowiscydozę, tylko jak zdrowy człowiek. A niektóre parametry mam nawet lepsze od zdrowych – chwali się Jurek.

Mnie bieganie uratowało życie, kiedyś już o tym ci opowiadałem. Uruchamia takie procesy oczyszczania płuc, że nie dorównają mu żadne inhalacja i fizjoterapia, żadne oklepywanie czy leki. Bieganie powoduje też przerwanie spirali stanów zapalnych, takich, że z jednej infekcji wchodzisz w drugą. U mnie się to skończyło. Teraz mam spirometria na poziomie zdrowego człowieka 94,2 procent, saturację jak wyczynowy sportowiec 99, a tętno spoczynkowe 39 uderzeń na minutę! Moim lekarzom nie chciało się w to wierzyć!

"Bieganie uratowało mi życie!" Jerzy Wasilkowski, maratończyk chory na mukowiscydozę

Jeśli 7 września Jerzy Wasilkowski ukończy Bieg 7 Dolin 64 km (w co głęboko wierzymy!), przejdzie do historii. Jak bowiem twierdzi, a wertuje internet na ten temat regularnie i bardzo wnikliwie, nie ma na świecie osoby chorej na mukowiscydozę, która przebiegłaby dystans ultra! – Nawet maratończyków można policzyć na palcach – twierdzi kaliszanin. – W Polsce, oprócz mnie, maraton z muko przebiegł tylko Marcin Małek, zrobiliśmy to razem w ubiegłym roku we Wrocławiu. Tyle że Marcin jest ode mnie o 30 lat młodszy – podkreśla Jurek ze śmiechem.

– Na świecie jest takich ludzi maksimum kilku, ja natknąłem się tylko na jednego, też znacznie ode mnie młodszego, Amerykanina. Podobno też kiedyś przebiegł maraton jakiś chory Brytyjczyk. Jest także facet cierpiący na mukowiscydozę w moim wieku, który ma podobną wydolność płuc do mojej, a robi dziennie 70-80 km na rowerze. Natomiast w biegach ultra - absolutne zero! Nikt nawet nie próbował! Będę więc pierwszym muko-ultrasem na świecie – mówi z dumą nasz bohater.

 – „Będę!” Jerzy Wasilkowski mówi o tym z pełnym przekonaniem. On nie ma nadziei, on wie, że przebiegnie w Krynicy 64 kilometry. Jest niesamowicie zdeterminowany.

– Przygotowuję się do mojego wyzwania już od początku roku. Dużo jeżdżę na rowerze, ćwiczę w siłowni, a w przyszłym tygodniu dostanę konkretny plan treningowy na ostatnie 3 miesiące od Krzysztofa Kisiela. Z niegdysiejszym szkoleniowcem naszego mistrza chodu Roberta Korzeniowskiego znamy się, bo robię ilustracje do jego encyklopedii chodu sportowego, jestem grafikiem komputerowym. Gdy mieszkający też w Kaliszu trener dowiedział się o moim pomyśle, powiedział krótko: „Wariat!”, a następnie zaoferował się, że przygotuje mnie do ultramaratonu w Krynicy – śmieje się Jerzy Wasilkowski.

– Kisiel zna jednak moje możliwości i determinację, wie, że stać mnie na to i ma ustawić mi szczegółowy trening. Już zapowiedział, że znajdzie się w nim na przykład taka jednostka, jak 20-kilometrowy marsz, żeby wzmocnić psychikę, przyzwyczaić ją do długotrwałego wysiłku i przebywania samemu. Tak przecież może być na długim górskim biegu. „Te 64 kilometry w Krynicy dadzą ci porządnie w tyłek!” - zapowiedział mi Kisiel, ale od razu też zadeklarował, że jak przebiegnę to ultra, będzie mnie nosił na barana – opowiada rozbawiony nasz bohater. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce