"Bieganie uratowało mi życie!" Jerzy Wasilkowski, maratończyk chory na mukowiscydozę


Opublikowane w śr., 09/01/2019 - 16:09

– Bieganie uratowało mi życie – mówi Jerzy Wasilkowski z Kalisza. W tym roku skończy 54 lata i cierpi na mukowiscydozę, wrodzoną chorobę genetyczną powodującą m. in. uszkodzenie płuc i niewydolność oddechową.

Mimo to, Jerzy od lat regularnie biega, startuje nawet w maratonach i półmaratonach! – Mam już na koncie 10 maratonów, ostatni to bieg we Wrocławiu we wrześniu ubiegłego roku – chwali się i nie przejmuje tym, że pokonanie dystansu 42,195 km zajmuje mu około 6 godzin, a półmaraton biegnie w 2,5 godziny. Ważne, że biega! A maraton we Wrocławiu pobiegł z innym "mukoludkiem", młodszym o 30 lat Marcinem Małkiem.

– Bieganie mnie uratowało! –  powtarza i opowiada swoją historię: – Zacząłem biegać w 2010 roku, od dosłownie kilkudziesięciu metrów. Powolutku, stopniowo zwiększałem dystans, aż doszedłem do maratonu. Kiedy zaczynałem biegać, jeden z istotnych parametrów pojemności moich płuc wynosił 39. A ostatnie badania przeglądowe, które robiłem, pokazały już wynik 89, czyli zaledwie o jeden procent mniej, niż ma zdrowy człowiek w moim wieku! – dumnie zauważa. – Jeden z lekarzy powiedział, że gdyby nie widywał mnie w klinice regularnie od 2002 roku, to nigdy by nie uwierzył, że tak poważnie choruję! Mam saturację (nasycenie krwi tlenem) na poziomie 99, prawie jak zawodowy sportowiec! – mówi Jerzy Wasilkowski.

Kaliszanin biega tygodniowo raz około 20 km, a innym razem - nawet i 70. –  Na początku września ubiegłego roku wybrałem się w Tatry. Pobiegałem, następnego dnia byłem na Rysach, a na koniec weekendu wystartowałem w Zakopanem w naszym biegu mukoludków na 5 km (Bieg po Oddech organizowany przez Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą, należący do Ligi Festiwalu Biegów).

A dlaczego tak górnolotnie uważa, że bieganie uratowało mu życie? – Bo bardzo poprawia mój stan zdrowia! – mówi i tłumaczy: – Podczas biegania procesy oczyszczania płuc z flegmy i stanów zapalnych są wielokrotnie silniejsze, wydajniejsze niż wskutek jakichkolwiek inhalacji, nie ma nawet porównania. Po kilku kilometrach biegu zaczyna się takie oddychanie, że wreszcie czuć te płuca. Jak robię sobie 10-kilometrowy trening to mogę pominąć niektóre przewidziane na ten dzień inhalacje!

Jerzy podaje jeszcze inne ciekawe dane. – Badania, które zrobili mi lekarze w Poznaniu, pokazały, że w czasie 10-kilometrowego biegu przyswajam 200-250 litrów tlenu, a to się przekłada na pracę wszystkich innych narządów, funkcjonują dużo lepiej! Jak się całe lata życia z mukowiscydozą oddychało płytko i brakowało tlenu, to większość narządów mocno podupadała, więc tu nie chodzi tylko o płuca. Dodatkowo bieganie wzmacnia odporność, teraz nie biorę żadnych antybiotyków, a jeszcze niedawno byłem na nich bardzo często.

Jerzy nie wyobraża więc sobie rezygnacji z biegania. – Dopóki tylko będę mógł, to będę biegał! – zapewnia. I opowiada historię z ubiegłorocznego Cracovia Maratonu. – Choć to kwiecień, był duży upał. Na 38 kilometrze brakowało wody. Mnie brakowało sodu w organizmie, bo osoby chore na muko szybko się pozbywają sodu. Zrobiło się kiepsko, podbiegło do mnie dwóch maratończyków, polali mnie wodą, dali się napić i przez ponad kilometr mnie ciągnęli. Bardzo mi pomogli! Na mecie im podziękowałem, a jeden z nich zapytał: „Wiesz, ile ja mam lat?”. Wyglądali na około 60, a tamten mówi: „Ja mam 80 lat, a kolega rok mniej. I wciąż biegamy maratony!” Więc i ja – dopóki będę mógł, to będę biegał!

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: