Marcin Lewandowski zdecydował: "Mój dystans to 1500 m, a cel - medal w Tokio". W piątek w Monako pierwszy start w sezonie [WYWIAD]


Opublikowane w śr., 10/07/2019 - 20:35

Marcin Lewandowski to jeden z najbardziej utytułowanych polskich lekkoatletów, wielokrotny medalista mistrzostw świata i Europy (w hali i na stadionie) w biegach na 800 i 1500 m.

Tegoroczny sezon halowy zwieńczył złotym medalem Halowych ME w Glasgow na 1500 m, nie gorzej rozpoczął też zmagania na stadionie. 6 czerwca podczas mityngu Diamentowej Ligi w Rzymie wypełnił minimum na jesienne MŚ w Dosze w biegu na 800 m (1:45.32), a tydzień później, w dniu swoich 32 urodzin, ustanowił rewelacyjny rekord Polski na dystansie jednej mili.

[WIDEO] Dobre biegi Kszczota i Lewandowskiego w Rzymie

Na Bislett Games w Oslo wykręcił czas 3:52,34 min. wygrywając z całą plejadą znakomitych średniodystansowców i o ponad 3 sekundy poprawiając 43-letnie osiągnięcie Bronisława Malinowskiego!

Ależ urodziny! Marcin Lewandowski wygrywa w Oslo i bije rekord Polski w biegu na milę!

Teraz Marcin Lewandowski przebywa na zgrupowaniu w Sankt Moritz w szwajcarskich Alpach. Tam udało nam się porozmawiać z mistrzem.

Marcinie, czy wyjazd w wysokie góry oznacza zakończenie pierwszej części sezonu startowego na stadionie?

Jeszcze nie, bo do mistrzostw świata w Katarze jest jeszcze sporo czasu. Do tej pory były to jednak starty czysto treningowe. Najlepiej świadczy o tym fakt, że jeszcze nie biegałem ani jednego „półtoraka”, czyli - mogę już śmiało powiedzieć – mojego głównego dystansu. Były wprawdzie dwa starty na milę (3 dni po rekordzie w Oslo, Lewandowski wygrał w Bostonie – red.), ale poza tym biegałem tylko 800 m.

Marcin Lewandowski znów wygrywa na milę!

Taki był plan na początek sezonu, żeby obiegać się na większych prędkościach, a dopiero potem włączyć się na 1500. Robię mocny, „koński” trening wytrzymałościowy typowy pod „półtoraka”. Wiadomo, że wytrzymałość zabija szybkość, więc tej prędkości szukałem w startach na krótszym dystansie.

Mimo to startowałeś na milę, a to dystans minimalnie tylko różniący się od 1500 m?

Wbrew pozorom, milę i 1500 m biega się całkiem inaczej. Niby mila ma tylko 110 metrów więcej, ale to są zupełnie inne prędkości. Ale z drugiej strony muszę przecież powolutku oswajać się z dystansem dwukrotnie dłuższym. Celowo jednak wybierałem milę, a nie 1500, żeby nie sugerować się czasami, wynikami, nie myśleć, czy jest dobrze, czy jeszcze nie.

Mogę się tylko cieszyć, że wyszło tak fajnie i uzyskałem światowy wynik mimo jeszcze braku formy. Byłem przecież praktycznie na początku sezonu, bo tegoroczny – z powodu późnego terminu MŚ – jest całkiem inny od dotychczasowych. Dało mi to pewność siebie i utwierdziło w przekonaniu, że droga w kierunku zmiany dystansu idzie we właściwą stronę.

Wrócę do bardzo ważnego zdania, które powiedziałeś na początku trochę mimochodem: „Mój główny dystans to 1500 metrów”. To nowość, bo do tej pory nie chciałeś złożyć takiej deklaracji! Ciągle zostawiałeś sobie furtkę: może 1500, a może jeszcze ciągle 800...

Tak, to prawda. Rok temu miałem super sezon halowy na 1500 m, zdobyłem nawet wicemistrzostwo świata, a jednak potem na stadionie „półtoraczka” pobiegłem tylko na ME w Berlinie (srebrny medal – red.). Pozostałe starty w mityngach były na 800 m i bardzo dobrze mi wychodziły, bo co zawody osiągałem 1:44 min., a w finale Diamentowej Ligi w Brukseli zająłem drugie miejsce. Byłem ciągle jeszcze rozdarty.

Ale teraz mogę już definitywnie powiedzieć, że moim dystansem jest 1500 metrów. Na nim się skupiam i pod niego podporządkowuję trening. Celem jest jak najlepszy występ olimpijski w Tokio 2020 właśnie na 1500 metrów!

A na czym polegają główne zmiany w Twoim treningu spowodowane wydłużeniem sezonu o ponad półtora miesiąca (MŚ w Katarze odbędą się w dniach 28 września – 6 października)?

Dla kibica najłatwiej będzie jak powiem, że w porównaniu do normalnego sezonu z mistrzostwami w sierpniu, w tej chwili wykonuję trening „majowy”. Pracuję tak, jak na przełomie maja i czerwca.

Zwykle po sezonie halowym miałem tylko chwilę odpoczynku i kontynuowałem trening pod stadion. Tym razem, po hali odpuściłem trening, zrobiłem miesiąc całkowitej przerwy i dopiero w maju zacząłem spokojnie wdrażać się do pracy, gdzie w latach poprzednich zdarzało mi się wtedy osiągać już całkiem niezłe wyniki. Krótko mówiąc: jestem z treningiem około półtora miesiąca do tyłu w porównaniu do lat ubiegłych. Ale jest to, oczywiście, przemyślane i zaplanowane. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce