Dzień dobry, Łódź! Halo, halo, czy mnie słyszycie?!
Tu Wasz ulubiony reporter z najzimniejszego ogrodu botanicznego w Polsce! ❄️⚡
Szanowni Państwo, Botaniczna Piątka Łódź wchodzi w ten rok z drzwiami i futryną!
To, co ci ludzie zrobili z łódzkim ogrodem botanicznym w środku stycznia, nadaje się na scenariusz filmu akcji! Przygotujcie się na opowieść o jednej wielkiej zimowej bitwie – debiut Botanicznej Piątki Łódź – Zima 2026, 17 stycznia!
AKT 1: Debiut zimowy – 420 dorosłych + dzieciaki i masakra szronem
Termometry pokazują bezlitosne -3 do -1°C. Szron na ścieżkach jak deklaracja majątkowa polityka – ślisko, ale pięknie.
W takich warunkach się nie biega! Ale jest jeden człowiek, który o tym nie wie – najszybszy mężczyzna tego dnia.
Czas? 19 minut płasko. 19 minut!
W mrozie, na szronie, w ogrodzie, który wygląda jak lodowa wersja Narnii. Rywale mogli co najwyżej podziwiać jego technikę z bezpiecznej odległości. Nokaut w pierwszej rundzie!
A za jego plecami?
Kobiety!
Pierwsza dama tego dnia melduje się na mecie z czasem 22:49.
To nie jest zwykła życiówka, to jest życiówka w warunkach, w których większość ludzi woli oglądać Netflixa pod kocem. Brawo za charakter!

AKT 2: Dzieciaki i nordic walking – małe królowie ogrodu
Przenosimy się na krótsze dystanse.
150 m, 300 m, 500 m – medale większe niż dzieci.
Finiszują z okrzykami „Jestem zimowym elfem!” i od razu biegną po herbatę.
Nordic walking? Tam też się działo. Najszybsi w okolicach 35–40 minut – spokojnie, ale z klasą.
To się nazywa team spirit!
AKT 3: Co naprawdę działo się na trasie? (relacja z pierwszej ręki)
Start podzielony na trzy grupy: zielona (wolniejsza, limit 75 min), żółta i czerwona (szybsza, limit 45 min).
Pierwsza fala rusza o 10:00 – i od razu słychać pierwsze okrzyki:
„Dajesz, zimowy wojowniku!”, „Jeszcze jeden pagórek i jesteś w domu!”, „Szron mnie przytula – to znak na podium!”.
Na trasie?
Ludzie poślizgiwali się jak na lodowisku, ale wstają z uśmiechem.
Jedna z biegaczek opowiada później:
„Na trzecim kilometrze myślałam, że ogród mnie pożre – ale nagle słońce wyszło zza chmury i zrobiło się jak w bajce. Pomyślałam: ‘No to lecimy po medal!’”
Inny biegacz, w wieku około 50 lat:
„W takich warunkach człowiek czuje się jak młody wilk. Albo jak stary wilk, który jeszcze gryzie. Nieważne. Ważne, że dobiegłem.”
A dzieciaki?
One nie kalkulują.
Biegną, krzyczą, machają rękami, dostają medal większy niż głowa i od razu pytają: „A będzie jeszcze raz?”.
To się nazywa przyszłość polskiego biegania!

AKT 4: Organizacja, pakiety i co jeszcze warto wiedzieć
Debiut, a poziom jak po 10 latach doświadczenia.
Pakiet? Numer z chipem, medal z motywem śnieżynki i roślin, ciepła herbata i baton na mecie – proste, ale trafia w punkt.
Organizatorzy zadbali o ciepłe napoje, wolontariuszy w czapkach i nawet o to, żeby nikt nie zamarzł przy czekaniu na wyniki.
Plus: świetna komunikacja na trasie – głośniki, muzyka, okrzyki – czułeś się jak na festiwalu, tylko zamiast piwa miałeś izotonik.
Podsumowanie z zimnym uśmiechem
420 dorosłych. 5 kilometrów. Szron. Mróz. I zero wymówek.
Jeśli tak zaczynają rok w ogrodzie botanicznym, to strach pomyśleć, co będzie na wiosnę, gdy stopnieje szron!
Do usłyszenia na trasie – może już w kolejnej zimowej edycji?
Viktor Volkov, Ambasador Festiwalu Biegowego
Foto: Lodz.pl, Jakub Mlonka.