
Kiedy tak naprawdę Polacy ruszyli w trasę i kiedy ten sport przestał być u nas uznawany za hobby dla dziwaków? Oto krótka i zaskakująca historia pod tytułem: kiedy Polak zaczął biegać!
Ośmiu twardzieli w mgle
Oficjalnie wszystko zaczęło się w Zaduszki, 2 listopada 1924 roku. Wtedy zorganizowano pierwsze w Polsce Mistrzostwa Maratońskie. Na start zgłosiło się… zaledwie ośmiu śmiałków. Pogoda była tragiczna – zimno, mgła i deszcz. Bieg ukończyło tylko trzech z nich, a zwycięzcy zajęło to ponad 3 godziny i 13 minut. W tamtych czasach społeczeństwo patrzyło na nich jak na kosmitów, a lekarze ostrzegali, że od takiego wysiłku może pęknąć serce.
Biegamy w tym co mamy
Przez kolejne dekady bieganie było zarezerwowane wyłącznie dla zawodowych lekkoatletów. Prawdziwa rewolucja i pierwsza fala biegowej mody nadeszła dopiero pod koniec lat 70.
Efekt? W 1979 roku zorganizowano I Maraton Pokoju w Warszawie (będący początkiem dzisiejszego Maratonu Warszawskiego). Komunistyczne władze podobno były przerażone, że tysiące ludzi w krótkich gaciach na ulicach wywołają… zamieszki. Nie było wtedy dobrych sklepów sportowych, zaopatrzenie było coraz gorsze. Polacy masowo ruszyli do lasów i parków w tym, co udało się zdobyć – w zwykłych dresach, rozciągniętych podkoszulkach i prostych trampkach.
„Uciekaj, bo cię pies dogoni!”
Po upadku PRL-u, w latach 90., moda na bieganie na chwilę przygasła. To właśnie wtedy biegacz stał się w Polsce synonimem „dziwaka”. Każdy, kto biegał po osiedlu, musiał liczyć się z ironicznymi uśmiechami sąsiadów i zaczepkami typu: „Kto cię goni?”, „Przed żoną ucieka!” albo ucieczką przed puszczonym luzem psem. Bieganie bez wyraźnego powodu (np. spóźnienia na autobus) wydawało się Polakom podejrzane.
I nagle… wielki boom!
Przełom nastąpił na początku XXI wieku. To wtedy bieganie oficjalnie przestało być obciachem, a stało się symbolem sukcesu, nowoczesnego stylu życia i dbania o siebie.
Do głosu doszła technologia – smartfony, aplikacje, GPS-y i kolorowe ciuchy termoaktywne, które sprawiły, że bieganie stało się po prostu modne. Co ciekawe, to właśnie wtedy na trasach masowo pojawiły się kobiety (wcześniej bieganie w Polsce było sportem zdominowanym przez mężczyzn). Zaczęliśmy biegać nie z przymusu, ale dla czystej frajdy i zdrowia. I super!
A więc… skoro możemy, skoro nikogo to już nie dziwi, że Polak biega, zamiast siedzieć na kanapie, przed telewizorem, z browarem, wołając do żony: a kiedy obiad - to korzystajmy! A dla nas tu, z regionu szykuje się pierwsza edycja Biegu Niepodległości w Laskowej! Ten bieg ma swój niesamowity plus – odbędzie się niesamowitym miejscu. Przeczytaj też: Nadchodzi I Bieg Niepodległości w Laskowej! Beskid, „morze mgieł” i adrenalina, zapisy wciąż trwają!
I Bieg Niepodległości w Laskowej
Organizatorzy przygotowali trzy zróżnicowane konkurencje, dzięki czemu w wydarzeniu może wziąć udział każdy – od profesjonalnych biegaczy górskich po całe rodziny z dziećmi.

Półmaraton Cross (21 km) – Górska Przeprawa: To propozycja dla prawdziwych twardzieli. Trasa o wybitnie górskim charakterze zaserwuje biegaczom około 1000–1100 metrów przewyższenia. Flagowym punktem trasy będzie zdobycie szczytu Korab (727 m n.p.m.). Nawierzchnia to dynamiczny miks leśnych duktów, szutrów i stromych, asfaltowych dróg dojazdowych. Na tej trasie, jak mówią pierwsi zapisani zawodnicy, „na zmianę płoną płuca i bolą uda”. Opłata startowa wynosi 70 złotych.
Bieg na 4 km – Szybka Dyszka w wersji mini: Idealny dystans dla tych, którzy wolą szybsze tempo lub dopiero zaczynają swoją przygodę z bieganiem. Trasa omija największe szczyty, prowadząc przez urokliwe zakątki Laskowej. Koszt startu to jedyne 30 złotych.
Nordic Walking (4 km) – Patriotyczny Marsz: Opcja dedykowana seniorom, rodzinom z dziećmi i wszystkim, którzy wolą chłonąć beskidzkie krajobrazy z kijami w dłoniach, bez pośpiechu i w radosnej, integracyjnej atmosferze. Opłata startowa wynosi 30 złotych.
Jeśli planujesz start, nie odkładaj decyzji na później — dołącz do uczestników I Biegu Niepodległości w Laskowej! Chcesz się zapisać? KLIKNIJ TUTAJ.(