Mijam kolejne strategiczne punkty (Rytro, Schronisko Przehyba, spowita mgłą Radziejowa) by po 66 kilometrach zawitać na moment w Piwnicznej. To drugi dłuższy "nie górski" odcinek na trasie po Rytrze i trzeciego takiego bym chyba nie zdzierżył. Dla mnie najgorszy moment w całym Biegu 7 Dolin. Duch do walki powraca jednak po wizycie u sióstr (wszak przepak w Piwnicznej jest właśnie u nich) i nawet samotne kilkukilometrowe podejście po betonowych płytach przy przypiekającym wrześniowym słońcu nie jest w stanie mnie złamać. Mimo zmęczenia kolejne etapy do Wierchomli i schroniska pod Wierchomlą mijają mi szybko. No, może przesadziłem, ale staram się chłonąć wszystko dookoła i jak najrzadziej myśleć o trasie. Do dziś mam przed oczami ogromne stado owiec wypasane nieopodal Piwnicznej, czy barwny konny zaprzęg wiozący nowożeńców w Łomnicy. Także i te elementy składają się na niepowtarzalny całokształt tych zawodów.
Ostatni odcinek - mimo pierwszych oznak hipotermii - biegnę wyobrażając sobie mój finisz na deptaku w Krynicy. Tylko tyle wystarcza mi do pełni szczęścia. Potem szaleńczy finisz, ogromna radość i wzruszenie. Pokonałem pierwszy raz dystans 100 kilometrów, żyję i jestem szczęśliwy:-)
Gdybym miał opisać Bieg 7 Dolin jednym słowem - napisałbym ATMOSFERA, choć wiem, że żeby to zrozumieć trzeba po prostu samemu się odważyć poznać Beskid Sądecki w jeden dzień w ten niekonwencjonalny sposób.
Zbyszek Mamla
------------------------------
Na nasze zaproszenie do publikacji o „Biegu 7 dolin” z każdym dniem odpowiada coraz więcej biegaczy Zapraszamy do przesyłania swoich spostrzeżeń i zdjęć z Biegu 7 dolin na adres