35. Kaliska Setka: kameralna i ze stratami, ale "tradycja najstarszego biegu ultra zachowana. I będzie trwała!"


Opublikowane w śr., 27/11/2019 - 17:57

Artur Andrzejewski wygrał 35. Kaliską Setkę, najstarszy polski płaski bieg ultra organizowany od 1982 roku. Zawodnik z Koła reprezentujący KB Supermaratończyk Kalisz pokonał dystans w czasie 8 godzin 21 minut i 47 sekund, wyprzedził o niespełna 10 minut Przemysława Kucharskiego z podpoznańskiej Rokietnicy (Wielkopolska Policja), a o ponad 20 Przemysława Rutę (MTR Szczecin Team).

Na pierwszej połowie 5-kilometrowej pętli wiał dość silny przeciwny wiatr. Andrzejewski prowadził od początku, miał nawet całą pętlę przewagi nad wiceliderem, w końcówce jednak osłabł, odnowiła mu się kontuzja, musiał przejść do marszu i Kucharski zaczął odrabiać straty. Na mecie przewaga Artura nad Przemkiem wynosiła już niecałą połowę kółka, czyli około 2 kilometrów.

Do rekordu imprezy znów zabrakło sporo. W 1995 roku Jarosław Janicki przebiegł 100 km w Kaliszu w czasie 6:22:33. Od tamtej pory nikt się do tego wyniku nawet nie zbliżył, a rezultat biegacza Hermesa Gryfino jest do dziś rekordem Polski!

W 35 Kaliskiej Setce uczestniczyło niespełna 30 osób. Pełny dystans 100 km ukończyło 15 biegaczy (sami mężczyźni), natomiast 13 zeszło po pokonaniu przynajmniej połowy trasy (pozwalał na to regulamin). Tak uczyniły m. in. obie startujące panie Martyna Grzelak i Alina Bubel, którym zaliczono 50 km.

Bieg miał się odbyć miesiąc temu, ale... do startu 26 października w ostatniej chwili nie dopuściła policja, domagając się całkowitego wyłączenia na trasie ruchu samochodowego. Dla organizatora ten warunek był niemożliwy do spełnienia i bieg w ostatniej chwili odwołano. Pisaliśmy o tym wtedy obszernie na portalu.

Godziny do startu, a Kaliska Setka odwołana! Uczestnicy zawracają z drogi...

Mariusz Kurzajczyk od kilkunastu lat organizuje Kaliską Setkę w gminie Blizanów, po tym jak na początku XXI wieku zrezygnowało z niej miasto Kalisz (były 4 lata przerwy). Od razu zapowiedział, że biegu nie odwołuje, a tylko go przekłada. Stanął na głowie i... imprezę nr 35 z przyjaciółmi zorganizował!

Na szybko wymyślił nową trasę nad Prosną w Rajskowie, dzielnicy Kalisza. Żeby spełnić policyjne wymogi bezpieczeństwa, wytyczył ją na ciągu pieszo-rowerowym wykorzystywanym na co dzień przez biegaczy. 2 i pół kilometra w jedną stronę, agrafka i powrót do punktu wyjścia (pętla na niedoszłym biegu w październiku też miała liczyć 5 km). I tak 20 razy.

– Bieg, ze względu na okoliczności, był bardzo kameralny, uczestniczyło w nim 28 osób (a zdarzało się, że w Kaliskiej Setce startowało nawet 160). – Bardziej niż o wielką rywalizację chodziło nam tym razem o podtrzymanie ciągłości Kaliskiej Setki. Mieliśmy niewiele czasu, termin 23 listopada był z wielu względów jedynym możliwym, ale potraktowaliśmy uczestników bardzo poważnie: trasa miała atest, były medale, koszulki, puchary dla najlepszych i szklane statuetki w kategoriach wiekowych, w których - pomimo znacznie niższej frekwencji - zachowaliśmy podział co 10 lat – powiedział nam Mariusz Kurzajczyk.

Ludzie przyjechali do nas nie tylko po to, żeby przebiec 100 kilometrów, ale także (a niektórzy przede wszystkim), by dać wyraz swemu poparciu dla imprezy – twierdzi organizator Kaliskiej Setki. – Tak mówili na miejscu, tak potem pisali w mejlach do mnie i na profilu biegu w internecie. Bieg był trochę symboliczny. Jestem szczęśliwy, że mimo przeciwności udało się utrzymać imprezę przy życiu, podtrzymać tradycję najstarszego ultra w Polsce i dać ludziom trochę radości – podkreśla organizator.

Poczytaliśmy i... rzeczywiście. Uczestnicy bardzo ciepło wypowiadają się o 35 Kaliskiej Setce (pisownia oryginalna): „Zacne towarzystwo i rewelacyjna organizacja (mimo przeciwności losu) dopełniły całości i z Kalisza wyjeżdżam w pełni zadowolony – dziękuję” – napisał trzeci na mecie Przemysław Ruta.

„Bardzo dziękuję @Kaliska Setka oraz @Mariusz Kurzajczyk za perfekcyjną organizację biegu i rodzinną atmosferę” (Przemysław Kucharski, wicemistrz 35. Kaliskiej Setki).

„Wielkie gratulacje dla organizatorów, że udało się tak sprawnie, w trybie alarmowym, podtrzymać tradycję tej imprezy. Obawiałem się dwudziestu "piątek", a jak się okazało to sympatyczniej zapisały się w pamięci niż te "piętnastki" w Blizanowie” (Mirosław Wira, który w Kaliskiej Setce startuje co roku).

„Po 60 km wypadła mi plomba, obtarłem krocze, przede wszystkim skurcz za skurczem, ale uśmiech z buzi nie znikał. Rewelacyjna organizacja i fantastyczni ludzie. Do zobaczenia za rok” (Grzegorz Buluk).

Nic dziwnego, że szczęśliwi są też organizatorzy, chociaż na odwołaniu biegu w ostatniej chwili i przeniesieniu go na nowy termin stracili wymierne pieniądze. – Musiałem zrobić atest nowej trasy, co kosztowało 800 złotych. Ludziom, którzy opłacili start w październiku, a nie mogli wystartować teraz, obiecałem zwrot wpisowego i tak, oczywiście, zrobimy, choć niektórzy piszą, żeby nie oddawać pieniędzy albo przenieść ich wpisowe na rok przyszły. Kilku osobom musimy zwrócić koszty związane z odwołaniem imprezy, bo sobie tego zażyczyli (dojazd, nawet koszt dnia wolnego w pracy).

– Zmarnuje się sporo koszulek (choć na część mam już zamówienia, bo biegacze traktują ją jako cenną pamiątkę), a także wszystkie niewykorzystane medale, przygotowane w październiku na znacznie większą liczbę uczestników – wylicza Mariusz Kurzajczyk, który po wstępnym podliczeniu kosztów imprezy ocenia straty na 2-3 tysiące złotych. – To, dzięki biegaczom i ich życzliwej postawie, trochę mniej niż się spodziewałem. Był taki tydzień, że w ogóle nie spałem ze zmartwienia, teraz już jestem znacznie spokojniejszy – oddycha z ulgą ultramaratończyk z Kalisza.

Atest trasy jest ważny 5 lat, ale... W przyszłym roku organizatorzy znowu będą musieli ponieść koszty pomiaru, ponieważ "awaryjna" trasa była jednorazowa. – Chciałbym, żeby Kaliska Setka wróciła do Blizanowa, bo wójt i mieszkańcy, strażacy, wolontariusze, nauczyciele i pracownicy ośrodka kultury są zawsze ogromnie zaangażowani w imprezę i pragniemy z nimi nadal współpracować.

– Gdy w 2005 roku reaktywowałem po 3 latach Kaliską Setkę, miasto Kalisz (poprzedni organizator) nie było tym zainteresowane. Wtedy rękę wyciągnął do nas ówczesny wójt Blizanowa, a jego następca kontynuował współpracę. Nie chcemy więc opuszczać Blizanowa, zwłaszcza że władze gminy deklarują znalezienie miejsca na nową trasę zgodną z wymogami policji, a więc zamkniętą (przynajmniej na czas biegu) dla ruchu samochodowego.

– Zgłosili się także wójtowie dwóch innych podkaliskich gmin, chcący gościć nasz bieg, jeden nawet z gotową propozycją trasy. Mamy więc rezerwę, ale Blizanów ma zdecydowanie pierwszeństwo! –podkreśla Mariusz Kurzajczyk, organizator Kaliskiej Setki.

Piotr Falkowski

zdj. Mariusz Kurzajczyk/kalisz.naszemiasto.pl


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce