Artur Pelo, pogromca Setki Komandosa: „Nie trening, ale systematyczny trening czyni mistrza”


Opublikowane w wt., 19/03/2019 - 08:36

Artur Pelo, człowiek z żelaza. W miniony piątek pokonał 20 km w czasie 1:33:51. Nocą, w ulewnym deszczu, w mundurze i z ważącym 10 kg plecakiem. Swoim rywalom uciekł na 20 minut a podczas całej Setki Komandosa zwiększył tę przewagę do ponad 1h i 20 min. Na metę wpadł z czasem 8:34:16, wygrywając trzecią edycję imprezy (trzecią z trzech!) i po raz trzeci ustanawiając rekord trasy.

Poprzedni poprawił o ponad 21 minut, ale… nie był to szczyt jego marzeń. Planował zbliżyć się do 8:00, plany pokrzyżowała pogoda. W tym tempie bez problemu pokonałby trasę Setki dwukrotnie, mieszcząc się w limicie czasu z zapasem. Od lat nikt nie potrafi nawet się zbliżyć do jego osiągnięć. Jak to możliwe? Po biegu zdradził nam, gdzie tkwi tajemnica jego sukcesów i jak wyglądają treningi.

Jak to było z tą Setką? Czas świetny, jednak jest jakieś ale…

Artur Pelo: Zamierzony plan był taki, żeby pobiec koło ośmiu godzin, bliżej 8:00, ale niestety warunki atmosferyczne na to nie pozwoliły. Za to udało się poprawić rekord trasy o 21 minut i 8 sekund, więc z trzeba się cieszyć z tego, co się udało osiągnąć w takich trudnych warunkach, jakie panowały: deszcz, deszcz ze śniegiem, wiatr, błoto, sporo kałuż. Po 50. kilometrze miałem problem ze stopami, bo zaczęły mi pękać pęcherze. Krok się skrócił i niestety czułem każdy kamyk, na który nadepnąłem. Wtedy krok już całkiem się skracał a człowiek był zdenerwowany, bo przecież chciało się pobiec jak najlepiej i walczyć o jak najlepszy czas.

Walczyć o jak najlepszy czas, bo jako faworyt „wygraną miałeś już w kieszeni”?

Prowadziłem od początku, ale to jest przecież sport. No i to 100 km. Nie było do końca pewne, że wygram. Dublowani zawodnicy mi kibicowali i mówili: „O, gratulacje! Na pewno to wygrasz” a ja im odpowiadałem, że nie wiadomo, bo może za dwa kilometry sieknie mnie tak, że nie będę mógł nawet iść. Ale się udało.

Jest niedosyt?

No właściwie nie… nie dało rady lepiej. Warunki atmosferyczne zrobiły swoje.

Większość zawodników korzysta z szansy na przebranie się po drugim okrążeniu w wygodniejsze od munduru ubrania do biegania…

Ja nie przebierałem się w cywilne rzeczy. Jestem żołnierzem 7. Brygady Obrony Wybrzeża Słupsk, dawnej Desantowej, Niebieskie Berety. Trzeci raz tutaj biegam i trzeci raz od początku do końca w mundurze. Jestem żołnierzem i tak sobie postanowiłem. Żołnierz ma być twardy, społeczeństwo widząc człowieka w mundurze, ma się czuć bezpiecznie.

Jak zaczęła się przygoda z bieganiem?

Mam skończone 41 lat a biegam od 1990 roku. Pierwsze moje zawody to Biegi Zwycięstwa. Tak się zaczęło. Jeździłem, startowałem, wygrywałem… Potem trafiłem do wojska, gdzie oddelegowano mnie do Kompanii Sportowej Zawisza Bydgoszcz. Zacząłem trenować i wyniki ruszyły. Byłem trzy razy czwarty w Polsce, najlepszy wynik w maratonie mam 2:15:44. W 2002 roku siódmy żołnierz świata, w tamtym roku drużynowy wicemistrz świata w maratonie. I to mimo wieku! To piękne zakończenie kariery sportowej.

Trzeci start i trzecia wygrana, czasy coraz lepsze, ponad godzina przewagi nad rywalami. Jaki jest sekret tych sukcesów?

Samodyscyplina. Uważam, że nie trening czyni mistrza, ale systematyczny trening czyni mistrza. Mimo obowiązków służbowych, które nie pozwalają na treningi w godzinach pracy, staram się biegać regularnie. Chociaż kiedy byłem młody, byłem bardziej ambitny. Teraz już nie biegam jak robi się ciemno. To już nie ten czas, trzeba powoli wygaszać takie intensywne treningi. Teraz bawię się sportem, zwłaszcza tym „wojskowym” i startuję w biegach w mundurze, przeszkodowych. Czasami uda mi się gdzieś wystąpić w cywilu w przeszkodach i zwykle też jestem na podium. Nie wiem, może to wrodzony talent? Ale na pewno systematyczna, ciężka praca. I w młodości ciężka praca na wsi, która dała podstawy.

Można powiedzieć, że jesteś niekwestionowanym królem „biegów wojskowych”…

Nie… królem Maratonu Komandosa jest Piotr Szpigiel. Ja to może jedynie Setki i Półmaratonu Komandosa. Jakoś tak wyszło… Ja też częściej startuję, Piotrek jeszcze do reszty nie zgłupiał i nie biega Setki (śmiech).

Jaka jest tajemnica dobrego przygotowania do takich biegów? Czy do biegania w mundurze trzeba w nim trenować?

Raz na jakiś czas, przed zawodami, testuję mundur i buty. Tak, żeby je sprawdzić, przepocić. Mam buty i mundur przeznaczone tylko do startów w biegach, więc zawsze lepiej je przetestować przed startem niż ubrać w ciemno po kilku miesiącach przerwy. Ale na co dzień nie trenuję w mundurze. Podobnie z plecakiem. Mam odważony taki, który ma dokładnie 10 kg i tylko przepinam na nim numery. Tak jak teraz miałem numer 11 na Setce Komandosa, tak plecak będzie z nim leżał do listopada i pewnie wróci do Kokotka. Dopiero tam zmienię go na nowy, do Maratonu Komandosa. Oczywiście, jeśli ktoś ma nowy plecak, to trzeba z nim pobiegać, żeby go dopasować i ułożyć ciężar pod siebie. Ja raz to zrobiłem i od tamtej pory ani razu.

Czyli nie trzeba biegać z obciążeniem?

Nie. Mnie trening biegowy wystarcza.

Miało być osiem godzin, pogoda pokrzyżowała szyki, więc co, za rok kolejna próba?

Kurczę, postaram się. Ale jestem coraz starszy…

Za to czasy coraz lepsze!

No tak, czasy coraz lepsze (śmiech). W Półmaratonie Komandosa w Warszawie właściwie też. Zrobiłem rekord trasy, w tym roku znowu. Nie spodziewałem się, bo nie byłem na tyle wytrenowany.

No właśnie: te coraz lepsze czasy to zasługa lepszego wytrenowania czy jednak większego doświadczenia i wiedzy z każdym kolejnym startem?

Doświadczenie na pewno, odpowiednia taktyka biegowa też, ale jednak trening. Składa się na to także praca, której czasami jest odrobinę mniej i wtedy można więcej potrenować. Najpierw obowiązki służbowe, później bieganie.

W tym roku obowiązki pozwolą na wymarzone starty? Jakie plany?

Maraton Komandosa, Bieg o Nóż Komandosa, Bieg Katorżnika. Prawdopodobnie w tym roku wreszcie uda mi się wystartować w Master’s Killer w jednostce wojskowej AGAT w Gliwicach. Teraz w środę i czwartek mam Mistrzostwa Dywizji Zmechanizowanej w Biegach Przełajowych. Jeszcze nie wiem jak to będzie szło po Setce, ale jakiś medal powinienem zdobyć… (śmiech).

W takim razie życzymy szybkiej regeneracji i trzymamy kciuki!

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się: