Australia i Krynica vs. UTMB. Marcin Świerc po sezonie. "Głowa, trening i większy team" - celem na 2020


Opublikowane w pt., 18/10/2019 - 19:08

Ten sezon całkowicie podporządkował UTMB. Po drugim miejscu w CCC-102 km (2017) i spektakularnym triumfie w TDS-124 km (2018), Marcin Świerc postanowił zmierzyć się z czołowymi ultrasami świata na flagowym dystansie kultowej imprezy w Chamonix – pełnej pętli wokół Mont-Blanc, czyli UTMB-170 km.

Nie wyszło, problemy żołądkowe spowodowały, że nasz czołowy biegacz musiał zejść z trasy. Tydzień później Marcin Świerc zakończył sezon drugim miejscem w Biegu 7 Dolin 100 km na 10 TAURON Festiwalu Biegowym w Krynicy, ale widać było, że porażka w starcie sezonu mocno go przygnębiła. Unikał rozmów, trochę się chował. Jak mówił, „szukał spokoju po zbyt dużym szumie wokół niego w trakcie sezonu”.

Po miesiącu spotkaliśmy się na VII Hyundai ultraMaratonie Bieszczadzkim. Od razu widać było, że temat UTMB już przepracował w głowie, wróciły humor i dobre samopoczucie. Świerc nie startował, ale przez cały dzień był z biegaczami. Najpierw z dorosłymi, którym rozdawał na mecie napoje, robił setki zdjęć i odpowiadał na niezliczone pytania, a potem z dziećmi, którym prowadził rozgrzewkę, dyktował tempo w poszczególnych biegach i zagrzewał do rywalizacji. Widać było, że świetnie się bawi.

– Praca z dziećmi daje dużą frajdę. Młodzież to przyszłość i zawsze chętnie włączam się w takie inicjatywy. Szkoda tylko, że im starszy rocznik tym biegi są mniej liczne, ale mam nadzieję, że chociaż część młodych ludzi uda się w ten sposób wyrwać sprzed komputerów. 

Przy okazji zdradzę, że już wkrótce rozstrzygniemy nabór młodych zawodników do Buff Teamu, ogloszony zaraz po Festiwalu Biegowym w Krynicy. W długi weekend listopadowy zaprosimy na spotkanie i wspólne treningi kilka osób spośród zgłoszonych i wybierzemy tych, których będziemy wspierali. Odzew był bardzo duży, co mnie ogromnie cieszy. Chciałbym pomagać im wszystkim, bo to dla nich szansa. Ja pamiętam, że takiego wsparcia kiedyś nie miałem, a to bardzo ważne, zwłaszcza na początkowym etapie.

– Z dorosłymi biegaczami też miałeś w Bieszczadach co robić. Sesja zdjęciowa na mecie była imponująca!

– Ludzie kończący biegi byli zaskoczeni widząc mnie po drugiej stronie, w roli wolontariusza na mecie. Czasami trzeba coś zrobić też dla nich. Tyle osób mi kibicuje, wspiera, super, że mogłem tym razem popracować właśnie dla nich. Ogromnie było miło oglądać ich radość na mecie.

– Jak się czuje wyczynowy sportowiec będąc po tej „drugiej stronie”?

– Z jednej strony korci, żeby założyć strój biegowy i wystartować, z drugiej... taka pomoc biegaczom naprawdę sprawia wiele przyjemności. Nieważne, czy przybiegli pierwsi czy ostatni, super jest widzieć radość na twarzach zwłaszcza tych, którzy przybiegali w końcówce, bardzo zmęczeni, a jednak z wielką satysfakcją. Miło było przybić im „piątkę”!

– A Ty biegowo już definitywnie zakończyłeś sezon, teraz odpoczywasz?

– Tak, po Krynicy postanowiłem, że już więcej nie startuję. Sezon był długi, pełen zawodów i przeróżnych zawirowań. Trochę korciło, żeby pobiegać po Bieszczadach, ale uznałem, że pora na odpoczynek, czas dla Basi (żona Marcina – red.) i na życie rodzinne. Cieszę się jednak, że mogłem być z biegaczami jako wolontariusz.

– Skoro sezon 2019 uważasz za zamknięty, powiedz jak go oceniasz, jaki był dla Ciebie.

– Trudny. Ciekawy, ale intensywny i wymagający. Przyniósł dużo doświadczeń, dobrych i także złych. Po każdym sezonie należy wyciągnąć wnioski. Myślę, że to zaprocentuje w kolejnych latach. Trzeba się cieszyć z tego, co się ma i... lecieć dalej.

– Najprzyjemniejszy moment sezonu i taki, o którym chciałbyś jak najszybciej zapomnieć – to..?

– Hmmm... trudne pytanie... Najprzyjemniejsza była chyba meta w Australii, ale także samotny bieg w ciszy i spokoju nocy w Krynicy. Najtrudniejsze – zapewne zejście z trasy UTMB. Długo kotłowało mi się to w głowie.

– Przepracowałeś już sobie w głowie to nieudane UTMB? Temat jest już zamknięty?

– Tak. Już zaraz po biegu wiedziałem, że trzeba będzie tam wrócić i lepiej się przygotować. UTMB będzie także za rok, za dwa, za 10 lat... Teraz się nie udało, ale i tak statystykę z Chamonix mam pozytywną, trzy starty i bilans 2 do 1: dwa „pudła”, jeden DNF. Niejeden ma gorzej, na przykład Hayden Hawks - jedno podium, a dwa zejścia. Nie jest więc tak źle. To było ogromne doświadczenie, pokazało mi, że trzeba poświęcić jeszcze więcej, lepiej się przygotować i... idealnie trafić w "ten" dzień. Tak więc spokój, spokój i jeszcze raz spokój. Do Chamonix na pewno jeszcze wrócę, a czy w przyszłym roku to zobaczę.

– A jesteś w stanie poświęcić jeszcze więcej? Już ten sezon w całości podporządkowałeś startowi w UTMB.

– Tak, można jeszcze wiele rzeczy dopracować. Już zrobiłem pierwsze kroki, żeby lepiej się przygotować w przyszłości.

– Gdzie jeszcze widzisz rezerwy, co możesz poprawić?

– Na pewno głowa. Więcej spokoju, bo działo się wokół mnie trochę za dużo. Chciałbym też zbudować wokół siebie mocny team. Jak mówi Eliud Kipchoge: „team-spirit daje moc, która napędza”.

– Nie sądzisz, że zbyt dużą presję sobie narzuciłeś przed startem w Chamonix?

– Myślę, że nie, to raczej inni, wszyscy wokoło wywierali na mnie presję, po wygranej w TDS widzieli mnie już na podium UTMB. Chyba było tego wszystkiego za dużo, zdecydowanie przydałoby się więcej spokoju. W tym roku wydałem książkę, to też pochłonęło sporo energii: wyjazdy, spotkania autorskie.

– A jak podsumujesz rok od strony logistycznej i budżetowej? Wszystko udało się tak jak chciałeś?

– Jestem bardzo wdzięczny sponsorom: głównemu Enerdze SA, Buffowi i Columbii oraz firmie Kler, którzy mi w tym roku pomagają. Dzięki nim prawie wszystko poszło zgodnie z planem. Parę rzeczy nie wyszło. Myślałem, że po ubiegłorocznym sukcesie w TDS sponsorów przybędzie, tymczasem... było ich mniej. Teraz jestem w trakcie planowania przyszłego roku i pracy nad nowym budżetem.

– Są jakieś widoczne perspektywy poszerzenia grona sponsorów?

– No, niestety nie, przynajmniej na razie... Tym bardziej więc doceniam i dbam o tych, którzy są ze mną.

– Jak chciałbyś rozbudować pracujący z Tobą zespół ludzi?

– Hmmm... wszystko zależy od tego, jak uda się ułożyć budżet. Jeśli będzie możliwość, chciałbym być pod stałą kontrolą medyczną. Żeby fizjoterapeuta jeździł ze mną na obozy i zawody, a nie tylko na parę dni przed najważniejszym startem. Potrzebuję też kogoś od logistyki, kto na stałe zajmie się sprawami organizacyjnymi i będzie moim supportem na zawodach. Basia pracuje zawodowo i ma tylko 26 dni urlopu, nie może ze mną być wszędzie. Chciałbym również, żeby ktoś rozmawiał ze sponsorami, negocjował umowy i zajmował się marketingiem, bo to jest ciągle dla mnie nowość, nie jestem w tych dziedzinach specjalistą.

– Pierwsza impreza, w której w roku 2020 wystartuje Marcin Świerc to..?

– Sylwester i przywitanie Nowego Roku (śmiech). Do tego jakiś bieg wokół domu (śmiech). A poważnie... mam już jakieś wstępne plany, ale czekam na potwierdzenia i zaproszenia od organizatorów. Na razie mogę powiedzieć, że wystartuję w przyszłym roku w Biegu Rzeźnika, w duecie z zawodnikiem zagranicznym oraz w 3 x Śnieżka, tu organizatorzy mnie już zaprosili.

Zimę raczej startowo odpuszczę, skupię się tylko na treningach. Myślę w tym okresie o obozie zagranicznym, ale to też zależy od tego, jak ułożę sobie przyszły rok. Dziękuję za trzymanie kciuków wszystkim wspierającym kibicom!

Rozmawiał Piotr Falkowski

fot. autor, Buff Team Poland, Fotografia Bez Miary Magdalena Sedlak


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce