Ilona Gradus zdominowała Marriott Everest Run i… pożegnała się z imprezą. "To silne emocje i nie chcę ich powtarzać” [ZDJĘCIA, WYNIKI]


Opublikowane w ndz., 10/02/2019 - 12:56

Ilona Gradus została zwyciężczynią 5. Marriott Everest Run i nie ograniczyła się do obrony tytułu sprzed roku wśród kobiet. Wygrała także rywalizację open!

Przez 24 godziny Ilona weszła na szczyt budynku hotelu Marriott w Warszawie 105 razy. Ustanowiła tym wynikiem nowy kobiecy rekord imprezy, a przy tym wyrównała rekord mężczyzn Jakuba Niedźwiadka z 2017 r. Co ciekawe, ta trenująca na co dzień biegi po schodach zawodniczka miała jeszcze dość czasu i siły, by ten męski rekord poprawić. Podjęła jednak inną decyzję.

– To się jeszcze dało zrobić, ale byłam już zadowolona z tego, co wykonałam. Nie czułam potrzeby walki z męskim rekordem. Na początku biegu wydawało mi się, że nie mam szans na zwycięstwo i w związku z tym nie czułam presji, nawet wtedy gdy byłam porównywana z Patrycją Bereznowską. Jestem zaskoczona, że tyle udało mi się tutaj zrobić – mówiła nam Ilona Gradus, dla której drugi start w hotelu Marriott ma być zarazem ostatnim.

– Wiem, że przed rokiem mówiłam, że raczej tu nie wrócę, ale teraz mówię to oficjalnie. Nigdy więcej nie wystartuję w Marriott Everest Run. Taką decyzję nieodwołalnie podjęłam. Kocham bieganie po schodach i sprawia mi to niesamowicie dużo radości. Jednak nie w takim wymiarze, jak tutaj, gdzie bieganie po schodach to doba walki z wieloma własnymi słabościami. Miałam wiele momentów, w których przestawałam wierzyć, że to się uda i chciałam rezygnować. To silne emocje i nie chcę ich powtarzać – zadeklarowała Ilona Gradus.

Zwyciężczyni ze schodów nie rezygnuje i podkreśla, że takie bieganie jest jej pasją.

Patrycja Bereznowska, która na schodach debiutowała i z dorobkiem 100 wejść zajęła 2. miejsce wśród pań oraz czwarte open, ma inne odczucia. – Schody pozwoliły mi się przekonać, że kocham swoje asfaltowe, płaskie biegi. Wynik jak na brak treningu i pierwszy raz w takich warunkach, jest zadowalający – mówiła nam mistrzyni świata w biegu dobowym, zwyciężczyni krynickiego Iron Run z 2017 r., która ma teraz w planach Półmaraton Komandosa i Ultra Śledź.

Największym wyzwaniem dla Patrycji Bereznowskiej okazał się brak świeżego powietrza. – Trudno mi się oddychało, ale jest też pozytywna strona. Z upływem czasu wcale nie biegło mi się coraz gorzej – zauważyła nasza mistrzyni.

Podium kobiet dopełniła Aleksadra Grabias.

Z odczuciami Patrycji Bereznowskiej zgadza się zdobywca 16. miejsca Paweł Wosiek, który porównał schody do Biegu 7 Dolin. W Krynicy startował dwukrotnie, w 2017 i 2018 r.

– Tak naprawdę nie ma porównania. Bieganie po schodach jest cięższe. Kryzys przyszedł jeszcze przed Everestem, gdzieś po 52 wejściu. Nastawiałem się tylko na Everest. Potem jednak zacząłem dodawać kolejne wejścia. W sumie zrobiłem 73 wejścia, ale nie startowałem o 9:00 a dopiero o 13:00 - powiedział nam Paweł, który jeszcze nie wie, czy wystartuje w hotelu Marriott za rok, ale na Festiwal Biegowy w Krynicy jest już zapisany.

Wśród panów z dorobkiem 103 wejść wygrał Paweł Zakowicz przed Piotrem Łuszczem (102 wejścia) i Aronem Huciem (100 wejść).

Pełne wyniki: TUTAJ

IB


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce