Katarzyna Golba zadebiutowała w maratonie. „Przed biegiem...”


Opublikowane w wt., 17/09/2019 - 08:59

Debiut na królewskim dystansie planowała już kilka lat temu. Zawsze jednak organizm bronił się przed wysiłkiem, a przygotowania kończyły się problemami. W końcu udało się. Podczas 37. PKO Maratonu Wrocławskiego była chodziarka, reprezentantka kraju Katarzyna Golba pokonała 42,195 km w oficjalnych zawodach. Zajęła czwarte miejsce open z czasem 2:48:41, zostając najlepszą z Polek!

– Czuje się teraz jak siedem nieszczęść – śmieje się wicemistrzyni Polski w chodzie na 20 km z 2017 roku. To jej odpowiedź na pytanie czy już czuję się maratonką czy może potrzeba jeszcze kilku startów.

Do maratonu podchodziła trzykrotnie. Dwa razy chciała pobiec w Dębnie, raz w Rzeszowie. Za każdym razem coś stawało na drodze - a to uraz, za chwilę choroba, np. angina. Tym razem udało się, choć na kilka dni przed startem dostała zapalenia gardła. Nie ukrywa, że obawiała się o swój występ w stolicy Dolnego Śląska.

– Ostatni tydzień był ciężki. Miałam kłopoty z gardłem, a do tego po ostatnim półmaratonie w duży palec wdało się zakażenie. Miałam problem, żeby założyć but. Zastanawiałam się czy jestem zestresowana tym maratonem czy rzeczywiście coś mi dolega. W nocy przed biegiem budziłam się i sprawdzałam czy mogę przełykać ślinę. A że mogłam to robić, byłam niemal pewna, że przebiegnę ten dystans – wspomina Katarzyna Golba, która - jak sama przyznaje - tym startem zapuściła się w nieznane sobie rejony biegowej rzeczywistości.

– Idąc na start nie wiedziałam co mnie czeka. Wstyd się przyznać, ale pierwszy raz wypełniłam na numerze startowym informację o osobie, którą trzeba poinformować w razie wypadku. Takie było moje nastawienie… 

Czytając te słowa można mieć wrażenie, że już od pierwszych metrów nasza bohaterka mierzyła się z mityczną „ścianą” i tylko ją przesuwała przez ponad 42 km. Jak się jednak okazuje, wraz ze startem część problemów zniknęła.

– Jak już zaczęłam biec, to kilometry fajnie mijały. Udało się podczepić pod chłopaka, który biegł w idealnym dla mnie rytmie. Nie wiem jak się nazywał, ale chce mu podziękować. W grupie biegliśmy do 21. kilometra i było super. Po kolejnych czterech kilometrach zostałam sama i zmęczenie narastało. Później, ale tylko na chwilę, faktycznie uderzyłam w „ścianę”. Przestraszyłam się tą niemocą, trudno było coś z sobą zrobić… ale jakoś doprowadziłam się do ładu. Końcówka to było już odliczanie minut i kilometrów. Starałam się pracować głową – relacjonuje Katarzyna Golba.

Zawodniczka mieszkająca w Katowicach jest zadowolona ze swojego występu. Przed startem celowała właśnie w 2h48’.

– Trener mówił, że mam biec po 4 min./km i zobaczyć co będzie później. Może pod koniec zabrakło mocy, żeby coś urwać. Chyba bałam się zaryzykować na 2 km przed metą. Mogło mnie odciąć…. To były dla mnie nieznane tereny i kilometry. Za metą mówiłam sobie, że już nigdy więcej – mówi z uśmiechem.

Takie historie zna chyba każdy maratoński debiutant. Biegaczka nie wyklucza jednak ponownego startu. Jak mówi, ma jeszcze spore zapasy w treningu, więc może powalczyć o lepsze wyniki.

– Póki co boje się myśleć o kolejnym maratonie, bo znów mnie coś trafi (śmiech).Wiosną jednak powinno biegać się lepiej, temperatury są wtedy bardziej wyrównane. Teraz nie wiedziałam nawet jak się ubrać. Rano było chłodno, a po 30. kilometrze już gorąco...

– Moje treningi wyglądały spokojnie. Biegałam w okolicach tempa maratońskiego. Nie chcieliśmy ryzykować, bo nie robiłam roztrenowania po pierwszej części sezonu, tylko od razu przeszłam w drugą. Były to bezpieczne przygotowania i jest tu spory zapas – ocenia nasza rozmówczyni.

RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce