"Lubię się ścigać i stawać na podium". Edmund Sowiński ma 78 lat i wciąż bije życiówki


Opublikowane w czw., 23/01/2020 - 17:38

Czy godzina i 19 minut to dobry wynik w biegu ulicznym na 15 kilometrów? Zależy dla kogo. Dla człowieka, który ma na karku ósmy krzyżyk – na pewno! W takim czasie pokonał 15 km podczas 37. Biegu Chomiczówki w Warszawie Edmund Sowiński. Zagadnięty na mecie przez spikera biegacz z Płocka pochwalił się, że... w porównaniu do ubiegłego roku poprawił się o 4 i pół minuty!

Z panem Edmundem rozmawialiśmy wieczorem w Dniu Dziadka. Właśnie wrócił od wnuków Kuby i Kacpra, obchodzących tego dnia 15. urodziny bliźniaków, którzy też uprawiają sport, chociaż wolą kopać piłkę.

– Kuba nawet dobrze biega, ale głównie grają w piłkę i to bardzo dobrze. Trzy lata temu zajęli z drużyną drugie miejsce w ogólnopolskim turnieju Tymbarku, grali na Stadionie Narodowym przed finałem Pucharu Polski. Dostali nawet orlenowskie stypendium dla młodych sportowców z Płocka, po 300 zł miesięcznie – mówi z dumą o wnukach.

Dziadek zajął się sportem na emeryturze. Biegał wprawdzie w szkole, nawet z powodzeniem, ale to zamierzchłe czasy. – Potem miałem bardzo długą przerwę, ponownie zacząłem trenować dopiero po siedemdziesiątce. Jeździłem na rowerze, startowałem w maratonach MTB na Mazowszu, a w 2014 roku, mając 72 lata, wróciłem do biegania.

– W pierwszych zawodach, w Łodzi, wygrałem kategorię wiekową. Rówieśnicy, którzy mnie w ogóle nie znali, dopytywali, jak długo trenuję. Odpowiedziałem, że przez 50 lat piłem wódkę, a dopiero teraz wziąłem się za siebie – opowiada ze śmiechem pan Edmund.

​– Początkowo cieszyłem się, że dałem radę przebiec 400 metrów, ale dość szybko organizm przypomniał sobie, że kiedyś dawno temu biegał. Mówią mi, że mam dobry, ładny krok, bo biegam długim, sprężystym krokiem, nie człapię drobniutko jak kaczka.

– Biegam codziennie od 6 do 10 km, przez ulicę mam stadion, więc tam trenuję najczęściej. Czasami, ale rzadko, wyskoczę do lasu. Na treningach nie biegam długo, staram się nie przemęczać, bo często startuję w zawodach, to je traktuję jako ostry trening. Bardzo to lubię, w ubiegłym roku wziąłem udział w 31 biegach!

– To są biegi na 10 km i krótsze. Namawiali mnie na półmaraton i pewnie spokojnie bym taki dystans pokonał, ale że względu na liczbę i częstość startów, nie chcę ryzykować i przesadzić. „Piętnastka” jak na Chomiczówce zdarza mi się sporadycznie, jeszcze raz wybieram się na taki dystans w lutym, na Zimowy Bieg Trzech Jezior w Trzemesznie koło Gniezna. Coraz rzadziej natomiast startuję w zawodach MTB, bo pogorszył mi się wzrok, rozjeżdżają mi się troszeczkę linie i terenowe wyścigi rowerowe po korzeniach w lesie zrobiły się niebezpieczne.

Godzina 19 minut i 26 sekund w XXXVII Biegu Chomiczówki to rekord życiowy Edmunda Sowińskiego na dystansie 15 km. Wynik lepszy o 4:40 min. od ubiegłorocznego świadczy o tym, że mimo słusznego wieku nasz bohater wciąż się sportowo rozwija! – Dwa lata temu pobiegłem na Chomiczówce w 1:21, ale to też był o prawie 2 minuty gorszy niż teraz – chwali się (słusznie!) 78-letni płocczanin. – Sam byłem bardzo zaskoczony tym wynikiem – przyznaje. – Już myślałem, że będę powoli zmierzał do zawieszenia butów na kołku, a tu życiówka w takim wieku... Jak napisałem o moim wyniku na facebooku, koledzy pochwalili i widzę, że jeszcze mogę biegać – śmieje się.

W kategorii wiekowej M70, w której rywalizuje Edmund Sowiński, biegaczy nie brakuje, w XXXVII Biegu Chomiczówki ścigało się 14 biegaczy, było też pięć pań po 70. Nasz rozmówca często wygrywa i regularnie staje na podium, w minionym roku tylko 6 razy (w 31 startach) zajął miejsce niższe niż trzecie. – Często startuję też w Mistrzostwach Polski weteranów, a raczej Masters, bo tak się nazywamy – śmieje się. – Ścigam się z rówieśnikami na bieżni i w przełajach. W 2019 roku miałem 7 srebrnych medali MP i dwa brązowe, za to rok wcześniej zdobyłem aż 8 złotych! – mówi z dumą.

Pan Edmund nie ukrywa, że stawanie na podium sprawia mu dużą frajdę. – Jestem jednym ze starszych w kategorii M70, bo mam 78 lat. Za 2 lata przejdę do kolejnej grupy 80-latków, chociaż najczęściej i tak będę rywalizował z tymi samymi kolegami. Kategoria M80 jest nieczęsto klasyfikowana, więc dalej będę w M70 – mówi z uśmiechem. – Ale i tak o podium będę walczył – zapowiada.

– Wie pan, to wkręca – mówi szczerze. – W dużym biegu startuje kilka tysięcy zawodników, a na podium podczas dekoracji w kategoriach staje nas w sumie raptem maksymalnie dwudziestu kilku. No to jest powód do dumy!

Dlatego też... jak może, to ściga się mocno z kolegami-rywalami. – Na dużych biegach często jest to rywalizacja „korespondencyjna”, bo w tłumie nie widzimy się nawzajem. Ale teraz na Biegu Chomiczówki ścigałem się o drugie miejsce z Józefem Zalewskim, z którym do tej pory zwykle przegrywałem. Znamy się, bo on mieszka w Słupnie koło Płockiem. Po raz pierwszy udało mi się być szybszym!

– Początkowo go nie widziałem, bo rozgrzewałem się i straciłem go z oczu. Okazało się, że wystartował jakieś 10 sekund po mnie, ale po 3 kilometrach mnie doszedł. Jakiś czas biegliśmy razem, aż wreszcie po 10 kilometrze zdołałem mu uciec. Cieszę się, bo rywalizowaliśmy bezpośrednio i pierwszy raz mi się udało pokonać Józefa – opowiada pan Edmund. – Każdy ma w zawodach jakiś cel: ja chcę stanąć na podium, albo wygrać z kolegą. Inni walczą o życiówki, jeszcze inni stają w pierwszej linii, żeby dobrze wyglądać na zdjęciach – śmieje się.

Edmund Sowiński czuje się biegaczem spełnionym. Nie ma specjalnych marzeń związanych z uprawianiem sportu. – Rekordów życiowych – mimo tej niespodziewanej ostatniej Chomiczówki – raczej bić już nie będę – mówi z uśmiechem. – Chcę po prostu biegać jak najdłużej, dopóki pozwoli zdrowie. A to na szczęście specjalnie nie szwankuje. Czy do setki? – śmieje się. – Nie wiem. Najważniejsze, żeby zdrowie pozwoliło!

To tego właśnie, panie Edmundzie, najbardziej panu życzymy: stu lat i dużo, dużo zdrowia!

Piotr Falkowski

zdj. archiwum Edmunda Sowińskiego


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce