"Ludzie pomagają mi spełnić marzenie. Bardzo im dziękuję!" Krystian Ogły pobiegnie w ultramaratonie Badwater 135


Opublikowane w śr., 27/03/2019 - 08:13

Nie tylko Patrycja Bereznowska, której drogę do Badwater śledzimy na naszym portalu… 15 lipca w amerykańskiej Dolinie Śmierci, na trasę najtrudniejszego ultramaratonu świata Badwater 135 oprócz naszej mistrzyni wyruszą, w gronie setki wybrańców, jeszcze dwaj Polacy. To 39-letni Damian Kaczmarek z Poznania i dwa lata od niego starszy Krystian Ogły z Sobótki, amator, który nie boi się spełniać marzeń i ma już na swoim koncie pokonanie wielu trudnych biegów. – Żaden jednak nie może równać się z Badwater – orzekł Krystian i opowiedział nam swoją historię.

– Pomysł na Badwater nie zrodził się nagle. To zbyt poważne wyzwanie. Myśl w mojej głowie zakotwiczyła w przeszłości. Kiełkowała, kiełkowała… aż wyrosła. A było to tak…

Czytając „Urodzonych biegaczy” Chrisa McDougalla, natknąłem się na historię Scotta Jurka, który w 2005 roku, po siódmym z rzędu triumfie w Western States 100, postanowił podnieść poprzeczkę i wybrał się do Doliny Śmierci. Do dziś pamiętam i jestem pod wrażeniem tego, jak wyszedł z ogromnego kryzysu, który dopadł go jeszcze przed półmetkiem dystansu. Pozbierał się, nadrobił straty i w pięknym stylu zwyciężył.

Według mnie, esencją biegów ultra jest właśnie radzenie sobie z trudnościami, sztuka wychodzenia z kryzysów. Przełamywanie się i walka do końca jest czymś, co smakuje najlepiej. Czytając o tym biegu uważałem, że to wyzwanie dla prawdziwych szaleńców. Ale, jak widać, wszystko w życiu jest względne….

Zmienia się także moje podejście do tak trudnych biegów. W ostatnich latach udało mi się pokonać kilka bardzo wymagających tras. Poznawałem swoje możliwości, przesuwałem granice. Wreszcie w tym roku pierwszy raz odważyłem się aplikować na Badwater 135. Tak na serio, nie liczyłem, że dostanę się tam już za pierwszym razem, zwłaszcza że organizatorzy informację o rekrutacji zaczynają słowami: „Nie pisz do nas, że skończyłeś ten czy tamten bieg, nie spodziewaj się, że dostaniesz się na Badwater za pierwszym razem”.

15 lutego, w trakcie wyczytywania listy wybrańców do tegorocznej edycji ultramaratonu w Dolinie Śmierci, byłem pewny, że to jeszcze nie jest mój czas. Czytano główne osiągnięcia każdego zawodnika, a ja na tym polu uważam się za zwykłego amatora. A jednak… doczekałem się momentu, w którym wyczytano moje nazwisko. Przez długą chwilę nie mogłem w to uwierzyć! Samo znalezienie się na liście startowej jest niesamowicie ekscytujące!

Bardzo się cieszę, że wezmę udział w biegu obok tak wspaniałej i utytułowanej zawodniczki jak Patrycja Bereznowska. Będę miał okazję poznać ją osobiście, a przede wszystkim będę mocno trzymał kciuki, żeby ta waleczna zawodniczka pokazała się z jak najlepszej strony!

Dystansu bardzo się nie boję, ale Badwater będzie dla mnie debiutem na ultra asfalcie. Do tej pory najdłuższe biegi asfaltowe w moim portfolio to… uliczne półmaratony! A na Badwater z 217 km trasy, około 80 procent czyli jakieś 175 km biegnie po asfalcie. I ogromny upał. A tych dwóch rzeczy nie lubię najbardziej. Ale z drugiej strony… to jest też najbardziej ekscytujące, bo skoro już się dostałem na to wydarzenie, będę musiał się do tego przygotować i pokonać swoje kolejne ograniczenia! Przygotować organizm do obu czynników. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej będę starał się przetrwać to piekło i w limicie czasowym osiągnąć wymarzoną metę. Wymarzoną, ponieważ od dwóch lat Badwater jest dla mnie celem najtrudniejszym z możliwych do wyobrażenia, a tym samym najbardziej pożądanym.

Jak zamierzam to osiągnąć? Za kilkanaście dni jadę do Argentyny, gdzie na początek sezonu chcę treningowo pokonać stumilowy Patagonia Run. A potem, w porozumieniu z Marcinem Świercem, który jest moim trenerem, zamierzam poświęcić więcej czasu na trening biegania po asfalcie, poszukam jakichś ciepłych miejsc. Muszę zwiększyć kilometraż i liczbę jednostek na asfalcie, żeby przyzwyczaić nogi. To na pewno będzie kwestia adaptacji do warunków, doboru innego obuwia niż na góry, kluczowy będzie też strój, żeby nie ubierać się jak wielu ludzi zakładających na siebie tyle warstw ochronnych. Moim zdaniem nie będzie to potrzebne, taki przynajmniej mam obraz po pustyni i Maratonie Piasków.

Mam też znajomego, który jest profesorem na wrocławskiej AWF. Rozpisuje mi zajęcia na siłowni, a teraz, ponieważ ma możliwość wstawienia bieżni do sauny, obiecał stworzyć mi odpowiedni trening w tym aspekcie.

Myślałem, że ogromnym wyzwaniem będzie też zbudowanie budżetu. Udział w biegu będzie mnie kosztował 45, może 50 tysięcy złotych. Bilety lotnicze na lipiec kosztują teraz około 5 tysięcy, dla 5 osób (ja plus mój 4-osobowy suport) to 25 tysięcy. Wpisowe, które już zapłaciłem, to 1500 dolarów, czyli prawie 6 tysięcy pln. Do tego wynajęcie samochodu serwisowego na trasę i noclegi. Trochę to wszystko będzie zatem kosztowało. Okazało się jednak, że dość szybko jestem na dobrej drodze! Założyłem sobie, że połowę budżetu zgromadzę przez serwis zrzutka.pl, resztę dołożę z własnej kieszeni, bo sponsorów nie mam. I jestem w szoku, bo w ciągu tygodnia zgromadziłem 60 procent założonego celu! Mam też sporo deklaracji wpłat w najbliższych dniach.

Nie mam pojęcia, czym ująłem i przekonałem ludzi, że tak bardzo chcą mi pomóc. Ale bardzo się z tego cieszę i ogromnie wszystkim dziękuję!

Żeby jakoś się odpłacić za to wsparcie i także zrobić coś dobrego, udział w Badwater 135 chciałbym połączyć z celem charytatywnym. Mam kilka pomysłów, ale jest jeszcze troszkę za wcześnie, żeby to ujawniać.

wysłuchał Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce