Maratończyk Adam Nowicki: "To chyba była moja najdłuższa podróż w życiu"


Opublikowane w sob., 28/03/2020 - 08:33

W maratonie zadebiutował zaledwie dwa lata temu w Warszawie, a już śmiało spogląda w kierunku igrzysk olimpijskich w Tokio. Jednak jego marzenia, tak jak wielu sportowców, muszą poczekać do przyszłego roku. O sezonie, który zanim jeszcze nie ruszył, to już może być zakończony, przerwanym zgrupowaniu w USA i kwarantannie opowiedział Adam Nowicki, brązowy medalista mistrzostw Polski w maratonie z 2019 roku.

Igrzyska olimpijskie zostały przełożone. Czy podobna decyzja związana z Mistrzostwami Europy w Paryżu, będzie oznaczała właściwie koniec tego sezonu ?

Adam Nowicki: - Poczekajmy. Na tę chwilę mistrzostwa w Paryżu nie zostały odwołane. Ale jeśli i te zawody również zostaną przeniesione, to faktycznie dla zawodników „stadionowych” o sportowy cel na rok 2020 będzie bardzo trudno. Natomiast „uliczni” biegacze na pewno coś wybiorą z biegów, które zostały przeniesione na jesień.

A dla Ciebie?

Mam nadzieje, że we wrześniu wystartuję w Wojskowych Mistrzostwach Świata w biegach przełajowych. Plan uzyskania minimum na igrzyska odkładam na jesień 2020 roku lub wiosnę 2021. Wszystko w zależności jaka będzie sytuacja.

Do wiosennego maratonu szykowałeś się razem z grupą „wojskowych” biegaczek i biegaczy w amerykańskim Albuquerque. Jednak chyba nawet nie zdążyliście się dobrze zaaklimatyzować, a trzeba było wracać do Polski?

Na obozie wysokogórskim byłem zaledwie 14 dni, a to zdecydowanie za krótko. Zdążyłem się zaaklimatyzować, zrobiłem dwie mocniejsze jednostki treningowe wprowadzające do trzeciego tygodnia, a tu trzeba było wracać. Plus był taki, że stworzyła się nam bardzo zgrana grupa treningowa, a w takiej ekipie przygotowywanie się do maratonu zawsze szybciej mija. Dawno nie było sytuacji, że najlepsi polscy maratończycy trenowali razem i to w tak sprzyjającym miejscu jak w Albuquerque. 

Jaką więc pracę zdążyłeś tam wykonać?

Przebiegłem blisko 400 km. W tym były m. in. interwał 1km/1km czy 30 km poniżej 3:40/km oraz sporo siły biegowej.

Jak wielu reprezentantów Polski wracaliście ze zgrupowania już po zamknięciu granic. Nie było problemów z drogą do domu?

Wracaliśmy w dwóch grupach grupie. Jedna w tym ja przez Chicago i Waszyngton. Natomiast druga omijała stolicę USA i leciała prosto do Frankfurtu. Z Niemiec autami dotarliśmy do Polski. Każdy z nas jest właściwie z innego regionu kraju, więc logistycznie nie było to łatwe przedsięwzięcie. To była chyba moja najdłuższa podróż w życiu i trwała ponad 30 godzin. Ostatecznie wszyscy szczęśliwie wrócili do domów.

Z tego powodu przebywasz jeszcze na obowiązkowej kwarantannie. Jak wygląda takie życie?

Mija właśnie 7 dzień mojej kwarantanny [rozmawiamy w piątek 27 marca- red]. Dzięki sprawnej akcji załatwienia i wniesienia bieżni mechanicznej do mieszkania przez grupę zaprzyjaźnionych biegaczy ze Szczecina mam możliwość trenowania w domu. Tu szczególne podziękowania dla Andrzeja Łuca i Rafała Buryta. Oprócz treningu, mam też sporo rzeczy do zrobienia w mieszkaniu, bo jestem na etapie wprowadzania się do niego. Znalazłem też czas na przeczytanie zaległych książek.

Czy czujesz, że tracisz coś co udało się choć trochę wypracować w USA?

W tym momencie nie ma co „szlifować” mocno z treningiem ponieważ, bo i tak starty zapowiadają się dopiero na przełomie sierpnia i września. Szkoda trochę tej wykonanej roboty, bo bardzo dobrze to wyglądało, a mam dobre porównanie, bo w zeszłym roku również trenowałem w Albuquerque. W tym momencie staram się nadrobić zaległości i skupiam się nad elementami treningu, na które zawsze brakuje czasu jak siła czy stabilizacja.

Ten rok zacząłeś od drugiego miejsca podczas Półmaratonu Wiązowskiego z czasem 1:04:15. To chyba mogło prognozować dobry sezon?

Treningowo z dnia na dzień czułem się bardzo dobrze i do mojego kolejnego startu w maratonie podchodziłem z dużym optymizmem. Sytuacja w Polsce jak i na świecie się skomplikowała i trzeba było przeorganizować plany startowe.

Może w zaistniałej sytuacjach zmieni się skład reprezentacji Polski na przełożone Mistrzostwa Świata w półmaratonie w Gdyni?

W tym momencie trudno mi powiedzieć, czym PZLA będzie się sugerowało przy wyborze reprezentacji na MŚ w Gdyni. Na pewno biorę ten start pod uwagę i jeśli dostanę powołanie to zapewne w nich wystartuje. Jestem młodym maratończykiem i wierzę, że mocne wyniki na tym dystansie oraz w „połówce” dopiero przede mną.

Rozmawiał Robert Zakrzewski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce