"Nie kryję rozczarowania". Powiedzieli w Berlinie


Powiedzieli w Berlinie

Oto co powiedzieli nam biegacze po wieczornej sesji drugiego dnia lekkoatletycznych zmagań na ME w Berlinie.

Nauczka na płotkach

Półfinał pań na dystansie 400m przez płotki nie był szczęśliwy dla polskich zawodniczek. Justyna Saganiak i Joanna Linkiewicz nie zakwalifikowały się do finałów.

Pierwsza do rywalizacji przystąpiła Saganiak. Swój bieg oceniła jako lepszy technicznie niż ten poprzedniego dnia, a sam występ w Berlinie zaliczyła do ważnego doświadczenia, ale już myśli o kolejnych celach. - Tym nadrzędnym jest wyjazd na mistrzostwa świata - mówiła płotkarka, którą bieg wiele kosztował. Bezpośrednio po nim, była tak zmęczona, że nie mogła sobie przypomnieć, w jakim biegu startuje po mistrzostwach.

Z niedosytem zmagania zakończyła również Joanna Linkiewicz. Z jednej strony pokazała wolę walki, z drugiej problemy zdrowotne nie pozwoliły jej się odpowiednio przygotować.

- Wiadomo, że sportowiec zawsze nieco wyżej zawiesza sobie poprzeczkę, ale ja miałam naprawdę ciężki sezon. Jestem zadowolona, że tu przyjechałam i nie poddałam się. Wcześniej walczyłam z bólem. To nauczka na przyszły sezon. Mam nadzieję, że kontuzje będą mnie już omijały i wrócę do biegania na swoim poziomie - mówiła nam Joanna Linkiewicz, która musi jeszcze doleczyć kontuzje mięśni dwugłowych i problemy z przyczepami zanim będzie mogła być w pełni zadowolona ze swoich startów.

- Nie jestem w stanie w pełni dociągnąć krok - potwierdziła płotkarka, która w przyszłym sezonie chciałaby wrócić do biegania z wynikami bliżej swojej życiówki.

- Chciałabym wrócić do formy z 2016. Muszę się wyleczyć i pomyśleć, co zmienić w treningu - podsumowała zawodniczka, która zajęła piąte miejsce w półfinale.

Angelika Cichocka rozczarowana, ale gotowa do walki na 1500m

- Nie kryję rozczarowania. Polały się łzy, bo długo walczyłam, żeby się tutaj znaleźć. Taki jest sport. Może ktoś pomyśli, że jestem słaba i przegrałam, ale ja wiem, ile przeszłam i cieszę się, że tutaj jestem. Oczywiście chciałam walczyć o medal, ale bieg był fatalny - mówiła Angelika Cichocka, która mimo, że nie zakwalifikowała się do finału 800m, osiągając czas 2:03:14, nie żegna się jeszcze z mistrzostwami. - Porozmawiam o tym z trenerem i niewykluczone, że podejmę jeszcze walkę na 1500m - poinformowała biegaczka.

Angelika przez długi czas, z powodu kontuzji kolana robiła trening zastępczy. Przed zawodami nie brała pod uwagę jeszcze jednego dystansu. - Przybiegłam bardzo rozczarowana i pomyślałam, że może warto spróbować. Nie wiem, na ile jestem gotowa. W tym roku jeszcze 1500m nie biegałam. To ryzyko i nie wiem, czy je podjąć czy odpuścić - wyrażała wątpliwości zawodniczka, dla której ważne było „żeby tutaj być i walczyć o medal, a nie tylko być”.

Anna Sabat zrobiła, jak chciał trener

W zupełnie innym nastroju kończyła bieg mistrzyni Polski na 800m i piąta zawodniczka niedawnego Athletic World Cup w Londynie, Anna Sabat, która do finału awansowała z trzeciego miejsca i z nową życiówką 2:00.32.

- Liczyłam na to, że pobiegnę te 2:00.00 podczas mistrzostw i udało się. Nie wiedziałam, że aż tak podejdę do tego biegu. Udało mi się odeprzeć wszystkie ataki, dotrzymałam kroku czołówce i pobiegłam tak, jak chciałam i tak, jak zakładał trener - mówiła Anna Sabat, która miała na ten start proste założenia: „nie odpuszczać i walczyć do końca”. Taktyka się sprawdziła i przyniosła radość z wyniku.

Anna Sabat nie obiecuje medalu w finale, obiecuje za to, że będzie walczyć i da z siebie wszystko.

Marzą kibice, marzy Karol 

Półfinały 400 metrów mężczyzn stały na wysokim poziomie. Wśród zakwalifikowanych do finału, czterech zawodników pobiegło najlepszy czas w tym sezonie. Jeden, poprawił rekord swojego kraju - Portugalii. Zaś Karol Zalewski, który wszedł do finału z szóstym z czasem, poprawił swój rekord życiowy - 45.11. Poprzednią - 45.15 - również zrobił w tym roku, na początku czerwca w Chorzowie.

- Moim zadaniem było udowodnić sobie, że mogę biegać 45 sekund z małym haczykiem i udało się. Wygrałem swój bieg - mówił po biegu Karol Zalewski. Halowy mistrz świata w sztafecie 4 x 400 m ambitnie podchodzi do finału. Mając nadzieję, że powtórzy się sytuacja z poprzednich mistrzostw i finał będzie wolniejszy niż półfinały, po cichu liczy na medal. - Nie tylko kibice marzą o medalach, zawodnicy również - podsumował swoje plany nasz biegacz.

Łukasz nie wstydzi się 

Półfinały były na tyle szybkie, że nawet najlepszy czas w sezonie nie dawał miejsca w finale. Tak się właśnie stało z Łukaszem Krawczukiem, któremu czas 45.78 nie przyniósł wymarzonej kwalifikacji. Pewny i sprawdzony element naszej sztafety, z którą zdobywał medale, swój półfinał zakończył na ostatnim miejscu.

- To był mój drugi wynik w karierze. Z takim wynikiem nie jest mi wstyd zajmować ostatnie miejsce w moim biegu półfinałowym. To była mocna seria - powiedział nam zadowolony z wyniku i jednocześnie sprawdzianu przed startem w sztafetach zawodnik. - To najmocniejsze półfinały, w jakich brałem udział - podsumował Łukasz Krawczuk, który do półfinałów awansował po raz trzeci w karierze. Ma więc skalę porównawczą.

Rozmawiała w Berlinie Ilona Berezowska


Polecamy również:


Podziel się: