„Nie popieramy marnowania minut i kończenia biegu po godzinie”. 21,097 km od ogona

 

„Nie popieramy marnowania minut i kończenia biegu po godzinie”. 21,097 km od ogona


Opublikowane w ndz., 31/03/2019 - 18:25

Bez treningu, planu, poprawiania życiówek i patrzenia na zegarek. Tak też można biegać półmaraton!

14. PZU Półmaraton Warszawski pod afrykańskie dyktando. Najlepszymi Polakami... [WYNIKI, DUŻO ZDJĘĆ]

Gdy na trasie 14. PZU Półmaratonu Warszawskiego minęły już 3 godziny, do mety dobiegali właśnie zawodnicy, którzy sprawdzali swoją formę po chorobach, pokonywali własne słabości, debiutowali i udowadniali sobie, że półmaraton jest do zrobienia. Słoneczna, prawdziwie wiosenna pogoda nie była ich sprzymierzeńcem, dlatego nie wszyscy zmieścili się w limicie, ale liczyła się podjęta próba.

- To był mój pierwszy półmaraton, wcześniej biegałam dystanse do 10 km. Było różnie, ale biegłam dla samej siebie i to nie będzie mój ostatni półmaraton. Teraz zjem ciasto i będę odpoczywać - zapewniała nas Magdalena z Warszawy.

- Biegam bez treningu. Chciałem zobaczyć na co mnie stać, ale dzisiaj bardziej od pogody przeszkadzał mi mój brzuch - mówił na mecie Janusz Miłkowski z Sochaczewa, który uzyskał wynik netto 3:10:24 i zajął 3 962 miejsce wśród mężczyzn.

Ostatnimi zawodnikami, którzy biorąc pod uwagę czas brutto przekroczyli linię mety w limicie 3:30, byli Wojciech Herra i Adam Kowalczyk. Warszawscy biegacze mogli uzyskać nieco lepszy czas, ale zatrzymali się przed metą, krążyli w jej strefie, dopóki nie upłynął czas biegu.

- Zapłaciliśmy za całe 3 godziny i 30 minut biegu i nie zamierzaliśmy zmarnować ani jednej sekundy! Nie popieramy marnowania biegowych minut i kończenia biegu po godzinie. To jest niedopuszczalne - wyjaśnił nie do końca poważnie Wojciech Herra z Leszcze Team.

Jednak mimo swojego pragnienia pozostania na trasie do ostatniej chwili, kilka sekund „zmarnowali” Wojtek zdecydował się przebiec przez matę z wynikiem 3:29:25. Adam - 3:29:35. Na przyszłość będą musieli biec wolniej.

Półmaraton zamknęła Magdalena Michalak, która na mecie była już po czasie, z wynikiem brutto 3:42:34. Za to jej linię przekraczała w towarzystwie Pokojowego Patrolu i przy mocnym dopingu kibiców.

- Dla mnie było zbyt ciepło, a do tego część trasy musiałam iść, bo zrobiły mi się odciski. Jednak dla tego biegu i atmosfery warto było się sprawdzić i ukończyć - wyjaśniła nam pani Magdalena, która w półmaratonach ma już pewne osiągnięcia. W zeszłym roku zrobiła ich Koronę. Niedzielny bieg był jej siódmym półmaratonem.

- Niestety, nie jestem zadowolona z wyniku. Przez jakiś czas nie uprawiałam żadnej aktywności. Ważę więcej niż rok temu, więc i czas miałam gorszy niż przed rokiem. Dzisiejszym biegiem chcę wrócić do aktywności - zadeklarowała zamykająca stawkę zawodniczka.

IB


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce