Nie samym bieganiem człowiek żyje! 6. Ogólnopolski Nocny Maraton Pływacki Otyliada 2019


Opublikowane w wt., 19/03/2019 - 14:08

W sobotę 16 marca o godzinie 18:00 na 47 pływalniach w całym kraju rozpoczął się dwunastogodzinny maraton pływacki. Wyzwanie podjęło ponad 2500 osób! Po raz drugi miałam przyjemność uczestniczyć w tej imprezie, wybierając pływalnię Nemo w Dąbrowie Górniczej.

W głowie było pewne założenie, cel większy i mniejszy. O godzinie 17:30 zameldowałam się na pływalni razem z moim wspaniałym towarzyszem Kamilem. Weryfikacja na liście startowej, odbiór poczęstunku i ruszamy. Otrzymałam naramienny numer startowy oraz numer toru, na którym będę pływać – trzeci. Bardzo mnie to ucieszyło! Szybkie przywitanie z wolontariuszką, która była sędzią torowym - jej zadaniem jest zliczanie długości basenu, jakie pokonują zawodnicy.

Okazuje się, że jestem jedyną kobietą na swoim torze. Intensywna rozgrzewka, ustalenie harmonogramu zawodów i nim się obejrzałam, wybiła 18:00.

Startujemy we czwórkę - to duży luksus patrząc na inne tory. Początek jest ciężki. Wszędzie hałas, nerwowe pokonywanie kolejnych długości, woda chlapiąca z każdej strony. Po chwili dołączają do nas jeszcze dwie osoby. Zaczyna robić się nerwowo.

Mija pierwsza godzina, a ja dopiero zaczynam łapać rytm. Byle do 20:00 - do pierwszej zaplanowanej przerwy. Basen 25-metrowy - kraul, nawrotka i znowu 25 metrów. Nagle wybija 20:00. Przerwa 5-minutowa. Sprawdzam wyniki po pierwszych dwóch godzinach - 4100m! Wow jestem pozytywnie zaskoczona.

Biegnę szybko do mojego towarzysza, Kamil podaje mi herbatę, żelki. Robimy szybką analizę tego, co dzieje się na pływalni. Pierwsze osoby rezygnują ze zmagań. 5 minut mija błyskawicznie - czas na pływanie!

Woda ma 28 stopni Celsjusza, jednak mięśnie zdążyły się schłodzić i powrót jest nieprzyjemny.

Kolejne 2 godziny przede mną. Czuję się świetnie fizycznie. Jeden z uczestników, pływający na moim torze, niestety wykazuje się dużą brawurą przy manewrach wyprzedzania. Nim zdążyłam się zorientować, dostałam potężnego kopniaka w czoło. To wydarzenie skutecznie mnie zahamowało. Zaczęłam pływać bardzo asekuracyjnie.

Kolejne dwie godziny minęły. Wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań. Kamil mnie pociesza - mówi, że jest dobrze. Mam wypływane ponad 7 km.

Czas wracać do basenu. Na moim torze nadal 6 osób. Byle do północy, wtedy będzie 15 minut przerwy. Zawodnicy powoli słabną i robi się spokojniej. Zostajemy w piątkę.

Czas mija, trochę brakuje mi pomysłu na strategię. Przychodzi mój nieoceniony support i wyznacza plan działania. Czuję się pewniej wiedząc co robić. Na widowni pojawiają się moi przyjaciele, a po chwili również mama. Dostaję pozytywnego kopa i do północy czas szybko leci.

Czas na dłuższą przerwę. Gorący rosół, wesołe rozmowy, kolejna motywacja i ruszam do wody.

W basenie coraz mniej zawodników. Mięśnie zaczynają nieprzyjemnie boleć. Przy każdym ruchu rękami odczuwam nieprzyjemne pieczenie. Byle wytrwać kolejne 2 godziny. Zaczynam myśleć o rezygnacji. Nie chce mi się, ale Kamil motywuje mnie. Ustala cel i strategie na kolejne godziny. Internetowo wspiera mnie mój mąż.

O godzinie 2 w nocy zostaję sama na torze. I tu okazuje się, że to najgorsze co mogło mnie spotkać. Wolontariuszka, która liczy dystans namawia mnie do dalszej walki. Kamil również nie odpuszcza. Licytujemy się ile jeszcze mam pokonać. W końcu znajduję zakres ruchu, który nie sprawia mi bólu. Powoli i spokojnie, o godzinie 3:54 wybija 15 000 m. Postanawiam zakończyć zmagania o 4:00 z wynikiem 15 150 m.

Ostatecznie zajmuje 9. miejsce open na mojej pływalni. Wynik ten pozwala mi się cieszyć także drugim miejscem wśród kobiet. Właściwie, pozwala nam się cieszyć.

Wynik poprawiony o ponad 4 km w stosunku do 2017 roku. Za rok na pewno wrócę po więcej. Mam nadzieję, że również będę miała taką wspaniałą pomoc jak w tym roku!

Teraz czas na regenerację, rachunek sumienia oraz przygotowania do kolejnych wyzwań.

Sandra Pawlik-Niedziela, Ambasadorka Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce