Potworny początek biegowego sezonu w Rybniku [ZDJĘCIA]


17. Potworny Bieg Zimowy rozpoczął w Rybniku sezon startowy. Inauguracja 18 Grand Prix Energetyków bardzo się udała. Uczestnicy mówili: było potwornie ślisko, ale zabawa potwornie fajna!

Na starcie imprezy stanęła rekordowa liczba zawodników. Byli wśród nich biegacze, miłośnicy nordic walking oraz kilkanaście czworonogów, dla których przewidziano odrębną klasyfikację. Wszyscy mieli do pokonania mierzącą 5 km trasę poprowadzoną w większości wzdłuż rzeki Rudy. Ci, którzy zdecydowali się na dłuższy dystans w biegu głównym lub z psem, musieli przebiec ją dwa razy.

Nie było to łatwe zadanie, bo całą nawierzchnię pokrywał śnieg lub lód. Krytycznym punktem był oblodzony most na rzece. Na szczęście organizatorzy wcześniej informowali o wszystkich trudniejszych momentach trasy i zamieścili w sieci zdjęcia newralgicznych punktów.

Nie był to pierwszy raz, kiedy zadbali o bezpieczeństwo uczestników imprezy. – W ubiegłym roku było lodowisko, ale organizatorzy bardzo się starali. Trasa była posypana, posolona i potraktowana czymś tam jeszcze – wspomina Janina Sieniawska z Kędzierzyna-Koźla.

– Rok temu tutaj byłam i mi się podobało, więc wróciłam. Ten bieg nie jest potworny, w żadnym wypadku! Było ślisko, blisko rzeki, do której można wpaść, gdyby się nóżka omsknęła, ale bardzo ładnie. Pogoda też dopisała, choć niestety był smog. Bardzo podoba mi się tutaj trasa i swoboda wyboru dystansu. Można pobiec 5 albo 10 km. Organizacja też jest bardzo dobra: sporo miejsca, jest cieplutko, miło. Jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie, to może uda się przyjechać na kolejne etapy cyklu.

Całość planuje też zaliczyć Dariusz Krause z Radlina. – W tym roku pasują mi wszystkie terminy i mam zamiar zaliczyć całe Grand Prix, czyli trzy starty – deklaruje. Jak ocenia decyzję o zmniejszeniu liczby imprez wchodzących w skład cyklu? – Myślę, że czasami mniej biegów wychodzi na dobre. Organizacyjne ogarnięcie sześciu biegów w ciągu roku to naprawdę dużo. A uczestnikom też trudniej zmieścić w kalendarzu tyle imprez.

– Do tej pory sam podczas rybnickich imprez raczej kibicował i fotografował. Dzisiaj pierwszy raz wystartował. Co go przekonało? – Bliskość biegu i całus Prezessy na mecie – śmieje się. – Było potwornie zimno, potwornie ślisko… Ale bawiłem się tutaj naprawdę świetnie. Do tego wszystko było dobrze przygotowane. To taki bieg z charyzmą. Prezessa razem ze swoją ekipą potrafi stworzyć niesamowitą atmosferę. Ci, którzy tutaj przyjeżdżają biegać nie liczą na jakieś wygórowane nagrody, ale dla ludzi i atmosfery.

Kolejna szansa na zakosztowanie tej atmosfery oraz legendarnego bufetu pełnego arbuzów w sierpniu podczas Maratonu Energetyków.

Pełne wyniki: TUTAJ

KM

Polecamy również:


Podziel się: