"Realizuję swój plan: być wśród najlepszych. Góry to pierwsza, bezwarunkowa miłość". Marcin Kubica to przyszłość polskich biegów górskich


Opublikowane w pt., 10/01/2020 - 22:23

Marcin Kubica to jeden z najzdolniejszych biegaczy górskich młodego pokolenia. Ma dopiero 20 lat, a na koncie już m.in. medale Mistrzostw Polski seniorów oraz udane starty w mistrzostwach świata i Europy.

Piotr Falkowski: Nazywają Cię „przyszłością polskich biegów”...

Marcin Kubica: Tak rzeczywiście mówią, a skoro mówią – to pewnie tak jest – śmieje się biegacz z Bielska-Białej. – Ja robię swoje, realizuję plan, który nakreśliłem sobie prawie 4 lata temu, patrząc w 2016 roku na Bartłomieja Przedwojewskiego wygrywającego w Ustrzykach mistrzostwa Polski w biegu anglosaskim. Już wtedy było widać, że on zajdzie daleko. Pomyślałem wtedy, że też chcę dokonywać takich rzeczy. Od tamtej pory obserwuję Bartka i innych czołowych biegaczy świata, żeby też znaleźć się kiedyś wśród tych najlepszych.

Czuję się także mocno związany z Anią Celińską, którą podziwiam i uważam za jedną z naszych najlepszych biegaczek. Jeśli po ciąży (Anna w Nowy Rok urodziła córeczkę – red.) wróci do biegania może znowu wygrywać. Odkąd ją poznałem jestem jej wielkim fanem, zawsze potrafiła mi doradzić i pomóc. Za to też bardzo ją cenię. Ania także mieszka w Bielsku-Białej, czasem wspólnie trenujemy, wychodzimy w góry, robimy dłuższe rozbiegania.

A skąd Ty wziąłeś się w biegach górskich?

Jestem z Bielska-Białej. Biegową przygodę zacząłem na stadionie. Biegałem 2000 m płaskie, potem przeniosłem się na przeszkody. Zawsze jednak brakowało szybkości, była za to wytrzymałość. Dobiegałem do mety i mówiłem: „Trenerko, nie zmęczyłem się w ogóle”.

To był problem, ale na obozach w Zakopanem trenerka widziała, że więcej niż inni pokazuję w górach. Reszta grupy szybko ode mnie odpadała. Pierwszy raz wystartowałem w górach w wieku 16 lat, były to mistrzostwa województwa śląskiego. Wygrałem bieg alpejski młodzików na Kozia Górę w Bielsku. Do bieżni i stadionu przekonany bardzo nie byłem, za to bieganie w górach od początku sprawiało mi wielką frajdę. Bo góry kocham.

Z racji miejsca zamieszkania masz do górskiego treningu znakomite warunki.

Gdzie nie wyjdę z domu mogę trenować „pod góry”, nawet jak wychodzę na asfaltowe rozbieganie to tak czy siak robię przewyższenia. Mieszkam 200 metrów od lasu i od razu mam szlak na Hrobaczą Łąkę. „Męczę” ja tak często, że musi mnie już bardzo nie lubić (śmiech). Często zaglądam też na położoną obok Magurkę. To moje miejsca codziennego treningu.

Jak po pierwszym sukcesie rozwijała się Twoja górska kariera?

Po zwycięstwie w województwie zająłem piąte miejsce w mistrzostwach Polski w kategorii młodzików. Mocno wtedy odstawałem od równieśników warunkami fizycznymi, bo byłem chucherkiem i to bardzo niskim, co teraz może trudno sobie wyobrazić (Marcin Kubica ma 179 cm wzrostu – red.).

Rok później, w juniorach młodszych też byłem piąty w Polsce, ale po 12 miesiącach już mistrzostwa kraju wygrałem i to ze sporą przewagą. Od tej pory „kierunek: góry” był już przesądzony, choć ostatecznie ze stadionu zrezygnowaliśmy w 2018 roku. W samotnym biegu na przeszkodach uzyskałem wtedy czas 6:10 min. i powiedziałem „pas! Żegnaj bieżnio!”.

Górska kariera rozwija się zgodnie z oczekiwaniami? Pod czyim kierunkiem trenujesz od czasu, gdy zdecydowałeś się poświęcić górom?

Cały czas tworzymy team z panią Małgorzatą Caputą. Nie ma potrzeby niczego zmieniać, bo z roku na rok jestem lepszy. Będąc jeszcze juniorem startowałem z seniorami. W MP w biegu alpejskim w Międzygórzu w 2017 roku zająłem ósme miejsce open, a wygrywając rywalizację juniorów zakwalifikowałem się do kadry.

Małgorzata Caputa jest tak uniwersalną trenerką, zna się na bieganiu górskim tak samo dobrze jak na bieżni?

Pani Małgorzata jest fachowcem przede wszystkim od stadionu, a robiąc ze mną treningi górskie sama się jednocześnie uczy, cały czas się szkoli. Widzi we mnie duży potencjał i w minionym roku był moment, że zostałem jej jedynym zawodnikiem. Chciała poświęcić się pracy tylko ze mną, ale udało się namówić ją do zmiany decyzji i do naszej grupy doszedł chłopak, który trenuje „pod stadion”. I też robi to z dobrymi efektami. Pracujemy od początku pod szyldem klubu KS Sprint Bielsko-Biała.

Zawodnikiem Sprintu jesteś cały czas, ale w pewnym momencie wpadłeś w oko ludziom z górskiej grupy biegowej.

Niecałe 3 lata temu zauważył mnie Krzysiek Dołęgowski z Inov-8. Już po pierwszym spotkaniu zaproponował dołączenie do ich teamu. To bardzo fajna grupa zaprzyjaźnionych ludzi, zgranych ze sobą i świetnie się z nimi czuję. Od nich też mnóstwo się nauczyłem, bo miałem problemy ze zbiegami i podglądałem w tym elemencie Krzyśka oraz innych starszych zawodników, którzy są w tym świetni. Pokazali mi, jak przełamać strach, który naturalnie się pojawia na zbiegach. A to szybko odbiło się pozytywnie na wynikach.

Kilka miesięcy temu zanosiło się na to, że zmienisz team. Transfer zaproponowali Ci przedstawiciele Salomon Suunto Teamu, jednej z najlepszych polskich grup biegowych. Po długich rozmowach postanowiłeś jednak pozostać w Inov-8 Teamie.

Tak, bo grupa Krzyśka Dołęgowskiego jest dla mnie jak rodzina, a najważniejsze, bym się dobrze czuł w zespole. Widzę także swój rozwój i ogromny postęp, jaki zrobilem przez prawie 3 lata przynależności do Inov-8 Teamu. Na to zresztą wskazywał także Krzysiek, gdy rozmawialiśmy o propozycji, którą złożył mi Salomon.

A przejście do grupy Salomona nie byłoby dla Ciebie krokiem do przodu?

Może i by było, ale dużo mogę też zrobić z moją dotychczasową grupą i postanowiłem pozostać w tej załodze.

Bardzo jesteś lojalny.

Ja wszystkich darzę dużym szacunkiem, tak samo ludzi w życiu, rywali na zawodach i współpracowników. Jestem z teamem Inov-8 bardzo związany emocjonalnie, więc gdy otrzymałem propozycję zmiany grupy od razu porozmawialem o tym z Krzyśkiem. A on po przemyśleniu...

...zaproponował Ci „podwyżkę”? (uśmiech)

Może nie podwyżkę, ale coś, co mi się bardzo spodobało, bo chcę to robić. Będzie kilka fajnych projektów, ale nie mogę jeszcze o nich mówić, zdradzimy je w odpowiednim czasie. Mogę tylko powiedzieć, że będą sprzyjały mojemu rozwojowi, a w Polsce jest o to ciężko. Potrzebuję treningów i startów za granicą, żeby nauczyć się porządnego biegania.

W jakim kierunku będzie szedł Twój biegowy rozwój?

Na razie pozostaję na dystansach do 30-35 km, jestem jeszcze mlody i nie ma sensu się „przedłużać”. W 2020 roku czeka mnie dużo ciekawych startów i projektów, które są w tej chwili dopracowywane. Kończymy kompletowanie kalendarza.

Porywa Cię zagranica, ale i w Polsce na pewno będziesz się ścigał?

Oczywiście. Na pewno będzie można spotkać mnie w Ustrzykach, gdzie będę bronił brązowego medalu MP w biegu anglosaskim, mojego pierwszego w rywalizacji seniorów, myślę także o Biegu Marduły i mistrzostwach Polski w skyrunningu.

Czy uważasz, że miniony rok był dla Twojego biegania przełomowy?

Rok 2019 był bardzo dużym krokiem naprzód. Wszedłem do czołowej ligi biegających chłopaków seniorów i pokazałem, że potrafię z nimi walczyć. To dla mnie najważniejsze: spokojny rozwój, z roku na rok.

Jaki rodzaj, jaka formuła biegów górskich najbardziej Ci odpowiada?

Trzy lata temu powiedziałbym, że styl alpejski. Ale teraz lubię wszystkie! Nie mam ulubionego, naprawdę! Liczą się po prostu góry! Kiedy jestem w górach, czuję się jak w domu.

Wrócę do tego, co mówiłeś o swojej posturze. Jako dziecko i nastolatek byłeś „chucherkiem”, drobnym i niskim chłopcem ledwie przekraczającym 150 cm wzrostu. Teraz bardzo wyrosłeś, ale wciąż jesteś szczuplutki, wręcz delikatny. Drobna sylwetka nie spowalnia Twojego biegania?

Gdy mnie zobaczył pierwszy raz fizjoterapeuta, zapytał: „Chłopaku, gdzie Ty masz jakiekolwiek mięśnie? Wyglądasz jak sarenka!” Widocznie mam w sobie coś z Kenijczyka (śmiech). Oni, choć są bardzo drobni, biegają przecież bardzo szybko i wygrywają co się da.

Ale od 2 lat włączam do mojego treningu także siłownię. Wcześniej trenerka, ze względu na moją delikatną budowę ciała, bała się narzucać mocniejsze treningi. Ale i teraz trening w siłowni nie jest bardzo intensywny i eksploatujący. Wszystko z umiarem, żeby to był trening mądry.

No to skoro wiemy już niemal wszystko o Kubicy-sportowcu, poznajmy jeszcze Kubicę prywatnie. Jakim jesteś chłopakiem, co robisz poza bieganiem, treningiem i startami w zawodach?

Mieszkam, jak mówiłem, w Bielsku-Białej, w tym roku skończę 21 lat, jestem jeszcze uczniem, kształcę się w szkole policealnej na technika masażystę, a jednocześnie robię kursy trenera personalnego, bo w tym kierunku chcę się rozwijać. Mieszkam z rodzicami, a dziewczyny nie mam.

Brak czasu?

Nawet nie, po prostu... najważniejsze są góry! To jest moja pierwsza miłość! Ewentualna dziewczyna musiałaby zaakceptować takie podejście, a łatwe chyba to nie będzie (śmiech).

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. facebook Inov-8 Teamu


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce