Rozchwytywany ultramaraton 24h. Skąd takie zainteresowanie niszową konkurencją?


Opublikowane w sob., 18/05/2019 - 05:12

Biegi trwające dobę czy dwie to poważny test nie tylko dla nóg, ale przede wszystkim głowy biegacza. Bieganie po pętli, wciąż te same widoki, żadnej mety do osiągnięcia, bo przecież ta kusi po każdym kolejnym okrążeniu. Nic dziwnego, że nie ma w Polsce zbyt wielu miłośników tych konkurencji. Tym bardziej dziwi rekordowe zainteresowanie jedną z imprez. Pakiety startowe na trzecią edycję Ultramaratonu Leśna Doba wyprzedały się w niecałe trzy godziny. Jak to możliwe?

Sekret tkwi w haśle „ultra dla każdego", które promuje bieg. Jego autorem i jednocześnie „ojcem dyrektorem” Leśnej Doby jest ultramaratończyk Piotr Pazdej: - W ULD naprawdę może wziąć udział ktoś, kto nigdy jeszcze nie przebiegł czy nie przeszedł więcej niż kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów naraz. I nie wiąże się to z zagrożeniem, jakie może się pojawić, gdyby z takim przygotowaniem postanowił zmierzyć się nagle np. z jakimś ultra w górach. Biegi uliczne stały się już czymś normalnym, "piątki", "dziesiątki" i "połówki" też, maraton wciąż trochę jeszcze się broni, ale coraz więcej osób zaczyna szukać czegoś nowego, kolejnych wyzwań, z którymi można się zmierzyć.

Leśna Dobra to impreza przełomowa nie tylko ze względu na formułę „ultra dla każdego”. Organizatorzy, czyli Stowarzyszenie Wszystko Gra Pabianice, jako pierwsi docenili miłośników nordic walking, pozwalając im nie tylko rywalizować na tej samej trasie, z takimi samymi zasadami, ale nawet nagradzając na równi z biegaczami: - Miłośnicy chodzenia z kijkami to naprawdę potężna grupa. Do tego stopnia, że w tym roku postanowiliśmy wprowadzić podział już przy zapisach – mówi Pazdej. Przypomnijmy, że w ubiegłorocznej edycji ULD padł rekord świata kobiet w marszu 24 h. To właściwie jedyna impreza w Polsce pozwalająca powalczyć o takie osiągnięcia oficjalnie i w komfortowych warunkach – biegi 24 h odbywają się najczęściej na asfaltowych pętlach, czyli nawierzchni, która wybitnie nie sprzyja uprawianiu nordic walking.

Formuła „ultra dla każdego” nie oznacza, że organizatorzy stawiają na ilość. W minionych dwóch edycjach dopracowali wszystko tak, by każdemu uczestnikowi zmagań zapewnić maksimum uwagi i wszystko, czego może potrzebować: - Przygotowując pierwszą edycję w 2017 roku ustaliliśmy limit zawodników na 300 osób. Wystartowały 102 osoby a my przekonaliśmy się, że przygotowane przez nas zaplecze okazało się ledwie wystarczające. Zmniejszyliśmy więc limit do 220 osób, powiększyliśmy część "wypoczynkową", wynajęliśmy kontener z prysznicami i przenieśliśmy część "jadalną" do namiotów ustawionych na zewnątrz. I znów było na styk! – relacjonuje Pazdej. - Obawiam się więc, że żadnych dodatkowych miejsc w tym roku nie będzie. Bo nawet jeśli ktoś pisze do mnie dziś, że będzie cały czas biegł czy chodził, że miejsce na sali nie jest mu potrzebne, to przecież nie będę później chodził po sali i sprawdzał, czy aby na pewno nie postanowił jednak położyć się czy posiedzieć ze znajomymi, bo np. coś zaczęło go boleć. A komfort zawodników jest dla nas o wiele ważniejszy niż ich liczba.

- ULD to sprawdzenie własnych możliwości, reakcji na coraz większe zmęczenie, dotarcie jak najdalej poza strefę komfortu. Dużo osób wspomina też o niepowtarzalnym klimacie, jaki udało nam się stworzyć, o tym, że czują się przez nas dopieszczeni, że dajemy dobrze zjeść i że nigdy by nie pomyśleli, że chodzenie w kółko może sprawiać aż tak dużą przyjemność... Dla mnie jednak to przede wszystkim zasługa całego tego okołoleśnodobowego klimatu stworzonego przez uczestników pierwszej i drugiej edycji. Oczywiście jest tak, że to ciężka praca i zaangażowanie całego Stowarzyszenia stworzyło odpowiednie ku temu podstawy, ale nawet najsmaczniejszy obiad, najbardziej funkcjonalna komino-czapka czy najwspanialszy Mirek zagrzewający do walki przy wyjściu na kolejną pętlę nie zdadzą się na nic, jeżeli nie będzie komu o tym opowiadać. A my pod tym względem trafiliśmy idealnie – podsumowuje organizator.

Jego słowa znajdują poparcie w reakcjach uczestników Doby, która dorobiła się już grona stałych bywalców. Mariusz Stachura wystartuje trzeci raz: - To jest ultra dla każdego. Nie ma tutaj mety, sami ją ustalamy. To super sprawa dla początkujących ultrasów – mówi. - Osobiście nienawidzę biegów masowych a asfaltu unikam jak ognia. Dlatego uwielbiam Leśną Dobę, ma taki intymny charakter. Każdy każdego zdąży poznać. Do tego piękna trasa, mimo pętli. To się może wydawać nudne, ale tak naprawdę każda kolejna jest inna, bo przychodzi zmęczenie, wykruszają się zawodnicy…

Magii Leśnej Doby uległa też Marta Patocka, która jej trasę pokonuje z kijami: - To ten magiczny zwrot „ultra dla każdego”, który zachęca jak najlepszy slogan reklamowy, niczym "jak sobota to tylko do Lidla". No każdy chce tam być. Las Karolewski zachęca na kilka pętli a potem nagle ma się ich kilkanaście w nogach. Ta atmosfera, ludzie wokół, świetna organizacja… to wszystko jest magiczne. Myślę, że Las Karolewski nas zaczarował, zupełnie jak Alicję w krainie czarów…

Kolejna edycja Leśnej Doby, czyli ULD 3.0 odbędzie się w dniach 12-13.10.2019. Lista startowa jest już zamknięta. Pozostaje liczyć na czyjąś rezygnację, przyjechać w roli kibica… lub już teraz zanotować w kalendarzu, by nie przegapić zapisów na ULD 4.0.

KM


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce