„Rysiek spokojnie!” Manewry Artura Pelo w Półmaratonie Komandosa [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 08/02/2020 - 19:22

O wojskowych butach powstało kilka dowcipów, ale tym tym razem nikomu nie było do śmiechu. 11. Półmaraton Komandosa wymagał od uczestników więcej trudu, niż tradycyjny bieg uliczny na tym dystansie. Nikt nie myślał o sprzęcie z karbonową wkładką, bo dozwolone były tylko wojskowe trzewiki.

Mimo regulaminowych przeciwności, impreza o militarnym charakterze znów spotkała się z dużym, wręcz rekordowym zainteresowaniem. Na starcie oprócz przedstawicieli różnych służb, pojawili się też cywile. Dla tych ostatnich start wymagał nieco więcej pracy, bo musieli skompletować cały potrzebny zestaw wyposażenia obowiązkowego.

Półmaraton Komandosa już na pierwszy rzut oka odróżnia się od innych biegów. Uczestnicy zamiast kolorowych sportowych koszulek mają na sobie mundury. Na nogach w zamian amortyzowanych butów zawiązują ciężkie buty wojskowe, sięgające aż za kostkę. Podobno masywne obuwie teraz jest modne, ale to z Warszawy - czy też w kolejnych rundach Szlemu Komandosa w Lublińcu - jest niezbyt wygodne do biegania.

Obowiązkowo wszyscy musieli obciążyć swoje plecaki, do m.in. 10 kg. Ekwipunek sprawdzano i ważono przed startem i tuż po przekroczeniu mety. Uczestnicy mieli różne sposoby na osiągnięcie potrzebnej wagi, do środka wkładali przeróżne fanty, od ciężarków po…. zestawy zeszytów. Pomysłem były też koce, wspierające amortyzację ciała w chwili upadku.

Pogoda dopisała. Było słonecznie, a po chłodnym poranku z każdą chwilą robiło się coraz cieplej. „Komandosi” mieli do pokonania pięć okrążeń prowadzących po poligonie Wojskowej Akademii Technicznej. Najbardziej we znaki mógł się dać podbieg, zwany potocznie „Monte Casino”, który trzeba było pokonać na każdej rundzie. W przeszłości z powodu zalegającego śniegu lub błota ledwo można było zdobyć górkę.

And the winners are...

Po raz trzeci z rzędu, a czwarty raz w historii, zwycięzcą półmaratonu został sierżant Artur Pelo (1:27:01), który przez większość dystansu prowadził swojego kolegę z jednostki szeregowego Ryszarda Sokołowskiego (1:27:32). Bywało, że w krótkich żołnierskich słowach doradzał on młodszemu koledze, biegnącemu tuż obok. Można powiedzieć, że i tym razem była to wygrana pacemakera.

– Od startu nieco hamowałem kolegę, bo był to jego debiut w tej imprezie. Pierwszy raz biegł z obciążeniem. Chciał mnie wyprzedzać, ale mówię mu: „ Rysiek spokojnie”. Wiedziałem, że doprowadzę go co co najmniej do drugiego miejsca. Mówię co najmniej, bo w sporcie różnie bywa i mógł się jeszcze pod koniec odbudować i mnie wyprzedzić. Nie zakładałem, że wygram. Zależało mi, żebyśmy byli w czołówce i żebyśmy też wygrali drużynówkę – opowiadał na mecie sierżant Artur Pelo.

– Warunki były na poprawienie rekordu imprezy, ale nie to było moim celem. Chciałem dobrze rozprowadzić kolegę – podkreślił Pelo, który teraz koncentruje się już na poprawieniu rekordu trasy Setki Komandosa.

Wśród pań poziom tegorocznego półmaratonu był bardzo wysoki. Faworytką była ubiegłoroczna zwyciężczyni Patrycja Bereznowska (1:57:37), wielokrotna medalistka mistrzostw świata w biegu 24-godzinnym, a od tego tygodnia członkini elitarnej Grupy Sportowej PKN Orlen, skupiającego najlepszych polskich lekkoatletów.

Patrycja Bereznowska w Orlen Teamie. Pierwsza ze świata ultra

Zaskakująco, niemal na początku trasy, na prowadzenie wysunęła się sierżant Aleksandra Jakubczak - medalistka mistrzostw Polski w biegu na 10 000 m oraz w biegach przełajowych. Jej rekord życiowy w ulicznym półmaratonie to 1:17:46. W stolicy zwycięstwo - jak się wkrótce okazało! - dał wynik 1:49:32. Dodajmy, że był to jej debiut w tej imprezie.

– To jest zupełnie inne bieganie! To był mój pierwszy taki start i brakowało mi nieco praktyki. Nie wiedziałam jak ułożyć plecak, żeby było dobrze i w jakim obuwiu będzie mi najwygodniej. Nie sądziłam, że wygram, bo biegła też Patrycja, która jest bardzo dobrą zawodniczką. Ona ma też już kilka takich startów za sobą. Potraktowałam to jednak jako dobrą zabawę, bo przede mną najważniejsze imprezy w marcu – podkreśliła na mecie Aleksandra Jakubczak. Dopytywana o logistykę debiutantki dodała:

– Zrobiłam tylko dwa treningi z plecakiem. Za pierwszym razem wzięłam ciężarki z siłowni i owinęłam w bluzę. To była dobra lekcja, wręcz nauczka, bo trzeba je było owinąć jakimiś gąbkami. Faktycznie zadziałało – zaznaczyła.

Co ciekawe, aż trzy zawodniczki złamały barierę 2 godzin. Druga była wspomniana Patrycja Bereznowska (1:53:40), a trzecia porucznik Agata Pietroszek (1:59:16).

– Jestem zadowolona, bo to jest mój najlepszy wynik tu osiągnięty. Oczywiście stojąc na starcie nigdy nie wiemy jak przygotowane są rywalki i z kim mamy okazję się mierzyć. Nie ma oszukujmy się dystans półmaratonu to nie jest moja domena, dlatego cieszę się z tego wyniku. Takie biegi to jest dobry trening. To nie tylko tylko przygotowanie wydolnościowe, ale też dużo siły – powiedziała nam Patrycja Bereznowska.

Zmagania ukończyła rekordowa liczba 338 osób, czyli o 30 więcej niż przed rokiem. Dodajmy, że w 2010 roku, podczas pierwszej edycji wojskowej połówki, w zmaganiach wzięło udział ledwie 62 uczestników.

Wyniki:

Mężczyźni:

1. sierż. Artur Pelo - 1:27:01
2. szer. Ryszard Sokołowski - 1:27:32
3. kpr. Piotr Wijata - 1:31:46

Kobiety:

1. sierż. Aleksandra Jakubczak - 1:49:32
2. Patrycja Bereznowska - 1:53:40
3. kpr. Agata Pietroszek - 1:59:16

Pełne wyniki: TUTAJ

RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce