Zakochani i zakopani w Falenicy. Wystartowały 17. Zimowe Biegi Górskie [MNÓSTWO ZDJĘĆ]


Opublikowane w sob., 04/01/2020 - 18:59

Poczuć namiastkę biegania po górach i to bez wyjeżdżania z Warszawy? To możliwe dzięki takim kultowym imprezom jak Zimowe Biegi Górskie. Od lat na piaszczystą wydmę wracają nie tylko stali bywalcy, ale przybywa też debiutantów. Bez względu na staż, każdy może liczyć tam na solidny wycisk.

Pierwszy etap Zimowych Biegów Górskich przywitał uczestników wiosenną pogodą. W sobotę termometry pokazywały 5 stopni na plusie, a do tego świeciło słońce. Nijak to się miało do nazwy cyklu.

W rozmowach między sobą wielu uczestników wspominało ubiegłe lata, gdy na inaugurację serii panował siarczysty mróz. Jeszcze w 2017 roku tak pisaliśmy o styczniowym etapie: „ To nie Jukon, Jakucja czy Alaska. To warszawska Falenica i minus 17 stopni Celsjusza.” 

Tradycyjnie uczestnicy imprezy mogli wybierać spośród trzech dystansów, liczących od 3,3 km do 10 km. Jednak to nie odległość, a suma przewyższeń sięgająca 255 m na najdłuższej trasie, sprawiały najwięcej trudności. Swoje robiły też liczne podbiegi i zbiegi, a także piaszczyste podłoże pełne korzeni. Zdaniem naszych rozmówców lepiej jest, gdy gleba nieco zmarznie, bo wtedy nie trzeba się zakopywać w wydmie.

Na najdłuższym i najbardziej wymagającym dystansie zawodnicy startowali w trzech seriach. W pierwszej grupie znaleźli się ci, którzy mieli pokonać 10 km poniżej 46 min. Niemal od początku na prowadzeniu był maratończyk Wojciech Kopeć, który ostatnio w Falenicy startował trzy lata temu. Nie dał sobie odebrać prowadzenia do końca i zwyciężył z nieoficjalnym czasem 34:20. Drugi był ubiegłoroczny triumfator cyklu Artur Jabłoński i wielokrotny zwycięzca Biegu 7 Dolin na 64 km w Krynicy Zdroju.

– To był dobry trening, bo zaczynam już przygotowania pod Maraton Bostoński. Chciałem utrzymać czas 11 min na okrążeniu, ale to się nie udało. Piasek i mijanie uczestników nie ułatwiały zadania. Trzeba było uważać na innych biegaczy. Nie miałem optymalnej drogi biegu. To są dobre zawody na koordynację, bo jest tu przyspieszenie, zwolnienie i zakręt. Warunki są wiosenne i pewnie dlatego jest tak ciężko na trasie. Gdyby ziemia była zmarznięta, to można biec szybciej i utrzymać równe tempo. Pewnie jeszcze będę tu startował, ale raczej tak sporadycznie - mówił Wojciech Kopeć.

Wśród pań najlepsza okazała się ubiegłoroczna zwyciężczyni Zimowych Biegów Górskich -  triathlonistka Ewelina Wołos, która pokonała dystans w nieco ponad 42 min.

– Bardzo lubię te biegi i odkąd pamiętam staram się tu startować. Jest to dobre przygotowanie do sezonu. Obecnie wracam po kontuzji i są to początki. Nie biegałam od maja do grudnia. Bardzo się więc cieszę, że mogłam w ogóle wystartować. Na drugiej pętli czułam jednak trochę braki w przygotowaniu. Nie ma co ukrywać, że przydałby się mróz. Ciężko było zwłaszcza na podbiegach, bo nogi się nieco rozjeżdżały - mówiła Ewelina Wołos, która w tym roku także zamierza powalczyć o podium w klasyfikacji generalnej.

Na średniej 6,6 km, czyli dwóch okrążeń zwyciężył Wojciech Skory z nieoficjalnym czasem 25:42. Biegacz przez długi czas był na drugim miejscu. Jak się okazało, będący przed nim Wojciech Sobierajski, specjalista od biegów OCR, zakończył zmagania jednak po jednej pętli i też zwyciężył, ale na dystansie 3,3 km (85 m przewyższenia).

– Byłem przekonany, że kolega przede mną biegnie też na 6 km. Na prostej oddalał się ode mnie, ale na podbiegach byłem blisko. Pozostaje jednak cieszyć się z wygranej. Jak tu startowałem parę lat temu, to po dwóch kółkach chciałem zejść. Mimo że już trochę wtedy biegałem. To jest naprawdę wymagająca trasa. Wiosną cały ten wysiłek oddaje, bo forma zwyżkuje. Lepiej też jak był lód i śnieg, bo w kolcach wykręciłem swój najlepszy wynik. Teraz kręcił się piach pod nogami i trzeba uważać na korzenie - powiedział Wojtek Skory.

W imprezie wzięło udział ponad 630 osób. Dla wielu znajomych z tras biegowych było to pierwsze spotkanie w Nowym Roku, więc nie brakowało życzeń i snucia planów startowych. Po biegu już niemal tradycyjnie, większość uczestników udała się do pobliskiej cukierni, która tego dnia przeżywała „mały tłusty czwartek”.

Drugi etap Zimowych Biegów Górskich zostanie rozegrany w sobotę 18 stycznia. Do klasyfikacji generalnej zaliczane są trzy najlepsze czasy z pięciu pierwszych startów. Impreza potrwa do 14 marca, a ostatni etap nie będzie zaliczany do klasyfikacji punktowej cyklu.

Finał falenickich biegów będzie natomiast okazją do zdobycia punktów w Lidze Festiwalu Biegów w klasyfikacji „Najlepszy Góral”. Pod uwagę będzie brany tylko dystans 10 km. Decydująca walka rozegrana zostanie podczas 11. TAURON Festiwalu Biegowego w Krynicy Zdroju w dniach 11- 13 września.     

Oficjalne wyniki pierwszego etapu Zimowych Biegów Górskich organizatorzy podadzą w niedzielę.

RZ


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce