Zima jednak istnieje! W Gorcach. Śnieżny GUT Winter. Sypnęło też... karami! [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 23/02/2020 - 15:45

Uczestnicy drugiego Gorce Ultra-Trail Winter, czyli GUT w wydaniu zimowym, mieli prawdziwe szczęście do pogody. W piątek przez cały dzień sypał śnieg i wiał dość silny wiatr. W niedzielę dla odmiany przyszedł deszcz.

A na sobotnie zawody aura zafundowała okienko pogodowe w postaci pięknego słońca i kilku stopni powyżej zera, przez co warunki do biegania były wręcz bajkowe. Co nie znaczy, że biegało się łatwo, bo spora ilość kopnego śniegu na trasie dała nogom nieźle „w kość”. Tak, tak, są jeszcze w naszym pięknym kraju miejsca, gdzie w lutym można zobaczyć biały puch i to w ilościach hurtowych...

Fundacja Run Vegan zorganizowała GUT Winter po raz drugi, zachęcona pozytywnymi opiniami po premierowej, bardzo kameralnej imprezie, podczas której 104 osoby pokonały jedyną trasę długości 23 km.

Tym razem trasy były trzy. Podstawowa o nazwie LUBAŃ 24 KM wydłużyła się o kilometr, poprzez asfaltową „rozbiegówkę” przez wertikalem na Studzionki i nieco zmienioną końcówkę trasy, tak by meta wypadła w zaprzyjaźnionej Ochotnicy Górnej. Po raz pierwszy natomiast można było pobiec WYZWANIE 42 KM albo szybką ZADYSZKĘ10 KM.

– Dopiero pierwszy raz biegałem w Gorcach i... zakochałem się. Są przepięknie! – rozpływał się w zachwytach Rafał Kot, zwycięzca najdłuższego dystansu GUT Winter, czyli 42 km. „Góral z Mazur” zdecydował się na start tydzień przed imprezą, skuszony dużą liczbą zapisanych na imprezę „zwierząt”. 

Pośród niespełna 350 uczestników zawodów znalazło się blisko 20 noszących animalne miana. Były aż trzy Barany, dwa Wilki, Dzik, Zając, Kozioł, sporo ptaków, ale... – Nie było na tej liście żadnego Kota, więc choć nie planowałem startu w Gorcach, postanowiłem tam pojechać. I nie żałuję! – zdradził nam biegacz z mazurskiego Szczytna. 

Przez kilkanaście kilometrów mocną stawkę zimowych GUT-maratończyków prowadził (też zgłoszony „last minute”) Paweł Dybek. Potem dopingowany przez wciąż leczącą kontuzję Magdę Łączak zawodnik Salomon Suunto Teamu stracił pozycję lidera i już do końca oglądał plecy Rafała Kota. „Oglądał” dosłownie, bo - jak nam opowiedział - do końca ostatniego podbiegu na trasie miał Górala z Mazur w zasięgu wzroku. Na dogonienie rywala szans jednak nie było.

Kot wygrał maraton w czasie 4:45:37, wyprzedził Dybka o 3 i pół minuty (4:49:11),a trzeciego na mecie Zygmunta Górskiego o ponad 10 minut (4:55:57).

A zachwycony Gorcami triumfator niedzielnym świtem wyruszył w drogę pod Warszawę, by wystartować w obchodzącym 40-lecie Półmaratonie Wiązowskim. – Byłem już wcześniej zapisany, więc jadę. Ale zrobię sobie spokojne rozbieganie – zapewniał z uśmiechem. Skończyło się na... poprawionej o 3 minuty „życiówce” w ulicznym półmaratonie! – Musiałem coś z nią zrobić, bo dotychczasowa była słabiutka. A że jakoś nie czułem w nogach sobotniego biegu w śniegu, to było całkiem przyjemnie – powiedział nam zaraz po biegu w Wiązownie Rafał Kot, którego rekord życiowy w półmaratonie wynosi teraz 1:21:23.

Niespodziewaną triumfatorką maratonu została Olga Makowska. Warszawianka jako jedyna kobieta pokonała dystans w czasie poniżej 6 godzin (5:48:14). Annę Leśniak, która do tej pory odnosiła już sukcesy w Gorcach, ale latem, zdystansowała o blisko kwadrans (6:02:29), a Barbarę Przepiórkę o równe 23 minuty (6:11:14).

– Trochę jestem zaskoczona, bo pierwszy raz tu startowałam, a moim docelowym startem tej zimy jest karkonoski ZUK za 2 tygodnie – powiedziała nam Olga Makowska. – Ale że ze śniegiem w tym roku jest jak jest, koniecznie chciałam wcześniej przebiec coś zimowego. Znalazłam piękną zimę najpierw w Rudawach, a teraz w Gorcach i wyszło całkiem fajnie – tłumaczyła zadowolona.

Warunki na trasie były wymagające, szybkie bieganie utrudniała duża ilość kopnego śniegu, a dla maratończyków – także długi odcinek korytem potoku, gdzie nawet mocni zawodnicy notowali gigantyczny spadek tempa. – W pierwszej części trasy miałem ochotę gryźć wszystkich naokoło – opisywał swój nastrój Daniel Gajos. – Nie wziąłem kijów i co chwila się przewracałem, bo nie umiem biegać po tak głębokim śniegu – zdradził kolega Bartosza Gorczycy z grupy LukTrans.

A inny biegacz tej ekipy, Paweł Perykasza krzyknął mijając mnie na końcowym zbiegu: – Żałuj, że biegniesz tylko 24, 3 kilometry potokiem były niesamowite!

Wspomniany odcinek znajdował się tylko na trasie maratonu, uczestnicy biegu na dystansie 24 km biegli od Studzionek na Lubań (podbieg i zbieg w kierunku przeciwnym do roku ubiegłego) i potem z powrotem do Ochotnicy Górnej. Dla nich największą atrakcją był ostry, długi zbieg z Lubania, gdzie śnieg usuwał się spod nóg i wymarzonym akcesorium było „jabłuszko” do zjeżdżania. Z braku takiego w biegowym plecaku, wielu korzystało w tym celu z własnych „czterech liter”...

A najwspanialsza - i tego, na szczęście, doświadczyli wszyscy uczestnicy imprezy, była panorama Tatr. Najpierw ze Studzionek, a kilka kilometrów dalej ze szlaku w stronę Lubania.

Triumfatorem biegu na 24 km został drugi przed rokiem Dariusz Marek (2:09:02). Jeszcze kilka kilometrów przed metą miał sporą, wydawało się, przewagę, ale na końcówce napędził mu strachu Stanisław Tomasik, który wpadł na metę niewiele ponad pół minuty po zwycięzcy (2:09:41). – To pewnie dlatego, że Darek jest niesamowicie szybki, ale wszystko, co powyżej 2 godzin, to dla niego długo – skomentował czwarty w klasyfikacji Piotr Biernawski (2:20:00). A sam Darek Marek tak (tradycyjnie bardzo wnikliwie) zanalizował swój start: 

Piotr Biernawski przegrał jeszcze z Maciejem Dombrowskim (2:12:50), a po zawodach jak zwykle narzekał na swój brak rozsądku. – Nie powinienem tu biegać, bo mam niewyleczoną kontuzję i w tak głębokim śniegu mój mięsień dwugłowy uda szybko zaczął się odzywać. Początek był super, podbieg na Studzionki zrobiłem tylko 5 sekund wolniej niż przed rokiem, kiedy biegliśmy suchym asfaltem, ale potem zakopałem się w śniegu i „poległem”. Poddałem bieg już po 12 kilometrach. Tempo na płaskim miałem potem 7 minut na kilometr, tak wolno to chyba jeszcze nigdy nie biegałem – opowiadał biegacz z Nowego Targu przy pysznym krupniku serwowanym w stołówce przedszkola obok mety.

Zimową królową gorczańskiego półmaratonu pozostaje Katarzyna Wilk. To od ubiegłorocznej wygranej w Studzionkach (tam była meta premierowej imprezy) ruszyła z kopyta jej biegowa kariera. Wiecznie roześmianej byłej piłkarki ręcznej z podtarnowskiej Pleśnej nie mogło więc zabraknąć na w GUT Winter nie tylko z racji nazwiska.

Już na punkcie pomiarowym na Lubaniu (14 km) Katarzyna Wilk miała 14 minut przewagi nad Natalią Barosz. Na zbiegu, spokojnie kontrolując sytuację, dołożyła 3 kolejne i wygrała w czasie 2:41:53. Tylko ona i wspomniana wiceliderka (2:59:02) złamały 3 godziny, na najniższym stopniu podium stanęła Katarzyna Zych (3:00:47).   

Do niecodziennej sytuacji doszło w biegu na 10 km. Beata Winiarczyk-Jadach, która jako jedyna kobieta „złamała” godzinę (59:33), została sklasyfikowana na… ostatnim wśród pań 31 miejscu. To konsekwencja złamania regulaminu przez biegaczkę Sokoła Zakopane. Kontrola wyposażenia obowiązkowego wykazała, że najszybsza zawodniczka „dychy” nie miała ze sobą... wszystkich 4 wymaganych elementów: folii NRC, telefonu, bandaża i gwizdka. Za każdy „zarobiła” po 15 minut kary, w sumie godzinę i z hukiem spadła na sam dół klasyfikacji.

Takie same lub podobne sankcje spotkały jeszcze kilkoro uczestników zawodów , m. in. siódmą na mecie 10 km Joannę Barnaś (45 min. kary i przesunięcie na przedostatnią pozycję). Cóż, można tylko westchnąć: „Biegacze, czytajcie regulaminy!” I przestrzegajcie ich – dla własnego bezpieczeństwa, ale też uczciwej rywalizacji. Jak wszyscy, to wszyscy.

W tej sytuacji bieg na 10 km wygrała Izabela Zatorska w czasie 1:01:14. Czołowa przed laty zawodniczka świata w biegach górskich wyprzedziła Dominikę Bolechowską (1:02:47) i Karolinę Ciurkę-Baster (1:04:35). Wśród mężczyzn triumfował Grzegorz Opiał (46:03), a obok niego na podium stanęli Zbigniew Jaworski (46:21) i Błażej Knutelski (47:35).

WYNIKI

Piotr Falkowski

zdj. autor, Rafał Milkowski, Gorce Ultra-Trail


Galeria: 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce