Do czterech razy sztuka. „Tym razem bieg w Krynicy poszedł po mojej myśli”


Opublikowane w śr., 27/11/2019 - 10:33

Sebastian Kaproń z Festiwalem Biegowym jest niemal od początku. W latach 2012-2014 brał udział w Biegach 7 Dolin w latach 2012-2014. Po pięciu latach znów wrócił do Krynicy. – Startowałem dwukrotnie na 100 km, raz na 66 km i chciałem doświadczyć czegoś nowego, dlatego wybrałem dystans 117 km – tłumaczy biegacz z Wielkopolski.

Sebastiana Kapronia na trasach biegowych zarówno tych asfaltowych, jak i ścieżkach górskich można spotkać od lat. Pierwszy wyniki pojawiają się już w 2006 roku. Startował w biegach ulicznych na 5 km, 10 km, 15 km, półmaratonach i maratonach. Ma za sobą też ponad 30 biegów ultra, w tym około 20 w górach. 15 razy ukończył dystanse 100 km i dłuższe. Pierwszą setkę przebiegł właśnie w Krynicy – w 2013 roku. Z czasem 14:55.18 zajął wtedy 208. miejsce. Rok później pobiegł 40 minut wolniej i był 287.

Do Krynicy wrócił po pięciu latach, jak mówi trochę przypadkowo. - Zostałem namówiony przez znajomych. A niestety ciężko mi odmówić, jeżeli chodzi o udział w zawodach i dodatkowo w górach. To był już mój czwarty start w Festiwalu – mówi Kaproń. – Krynica zawsze wyróżnia się wyjątkową atmosferą. Nie da się ukryć, że magia wielkiego festiwalu biegowego jest wszechobecna. Czują to nawet osoby takie jak ja, które zwykle uciekają do bardziej kameralnych startów – przyznaje.

45-letni biegacz znał niemal całą trasę tegorocznego Biegu 7 Dolin, bo jak wspomnieliśmy dwa razy przebiegł 100 km, a raz 66 km. W jubileuszowym 10. Tauron Festiwalu Biegowym organizator zaproponował jeszcze dłuższy dystans - 117 km i właśnie ten start skusił Sebastiana Kapronia. Był wśród 19. finiszerów tego dystansu. Z czasem 16:02.59 zajął piąte miejsce, a do zwycięzcy stracił niespełna półtorej godziny.

– Z jednej strony byłem przygotowany na niezbyt pasjonujący bieg, ale ostatecznie było całkiem fajnie. Od początku założyłem, że przyjechałem do Krynicy bawić się i nie nastawiać na jakieś wyniki. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że nie miałem szczęścia do startów na Festiwalu Biegowym. Coś zawsze poszło nie po mojej myśli – opowiada Kaproń. – Tym razem było inaczej. Czy było coś trudnego? Może właśnie ta znajomość trasy i wiedza, czego można się spodziewać. Przyjemna była za to dodatkowa pętla, którą musieli pokonać zawodnicy z najdłuższego dystansu. Pokonywałem ją praktycznie samotnie, a jak wspomniałem lubię raczej kameralne starty.

Sebastian Kaproń przyznaje, że widać jak bardzo Festiwal Biegowy z roku na rok się rozwija. – Moim zdaniem punkty żywieniowe zdecydowanie się poprawiły. Wolontariusze w Krynicy zawsze są pomocni. Mimo bardzo dużej liczby zawodników, organizacja jest tu zawsze na wysokim poziomie – potwierdza. – Czy będę wracał do Krynicy? Pewnie tak, ale szukam dla siebie bardziej ekstremalnych startów – przyznaje.

AK


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce