Poczet Ambasadorów Festiwalu Biegów – Kamil Sobieraj. "Kiedyś śmiałbym się gdybym usłyszał..."


Opublikowane w wt., 04/02/2020 - 09:25

– Początki we wszystkich aspektach życia bywają ciężkie. W większości lubimy znajdować się w „strefie komfortu”, mieć nad wszystkim kontrolę, nic nie zmieniać. Też tak miałem. 5 lat wcześniej śmiałbym się gdybym usłyszał, że będę promował bieganie i aktywność fizyczną. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez sportu – pisze Kamil Sobieraj, nowy Ambasador Festiwalu Biegów

Krok po kroku

Kamil Sobieraj: - Sport w większym bądź mniejszym stopniu towarzyszył mi w życiu. W młodości często grałem w piłkę, później już raczej sporadycznie, podczas spotkania ze znajomymi na hali bądź orliku. Czasami zdarzyło mi się „pobiegać” 5 bądź 10 km bez przywiązywania uwagi do czasu. Wszystko luźno zapisywane prze Endomondo w telefonie. Z czasem natłok pracy, wyjazdy, wyjścia, spotkania oraz zwykłe lenistwo sprawiły, że trochę się „zapuściłem”. Właśnie tak. To jest przyczyna mojej przygody z bieganiem.

„Zadyszka” przy wiązaniu butów oraz ciągłe zmęczenie po pracy, nakłoniły do wejścia na wagę, która pokazała 105 kg. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że aż tak jest źle. To był punkt kulminacyjny. Tego samego wieczoru włożyłem zwykłe sportowe buty i poszedłem do parku. To był 31 marca 2016. Przebiegłem 3,4 km w 22 minuty i wróciłem do mieszkanie ledwie łapiąc oddech. Niesamowita zadyszka. Ale samozaparcie powodowało, że biegałem co 2-3 dni odcinki 4-5 km. Ograniczyłem też słodycze. Co było trudne ponieważ jestem łasuchem.

Po kilku dniach kupiłem buty do biegania w „chińczyku”. Do liczenia kilometrów wystarczył mi telefon, a z ubrań miałem zwykłe koszulki i spodenki. Planowałem zejść z wagi do około 80 kg i dać sobie spokój ze sportem. Z biegania na bieganie (bo treningiem tego nie można było nazwać) coraz łatwiej pokonywałem kilometry. Waga powoli leciała w dół, więc motywacja rosła. Po 3 tygodniach przebiegłam pierwsze 10 km w 59 minut. To było coś. Po 6 tygodniach przebiegłem półmaraton w czasie 2 godziny i 2 minuty. Wtedy złapałem „wiatr w żagle”, poczułem, że mogę lepiej, ale jednocześnie zaczęły mnie boleć kolana. Zacząłem mniej i rzadziej biegać. Miałem mieszane myśli, co dalej z tym wszystkim robić. Po takiej 3 tygodniowej przeplatanej lekkimi przebieżkami przerwie powróciłem do biegania po 10 km i więcej.

Po 6 miesiącach moja waga zeszła do 84 kg. Czyli straciłem 21 kg. Da się? Da się! Jesienią i zimą przerzuciłem się na bieżnie. Mimo wszystko miałem obawy do zapisania się na zawody. Myślałem że jestem za wolny, że za słaby. Po roku biegania oraz chodzenia na siłownię waga spadła do 74 kg, a to już 31 kg w rok. Byłem mega dumny. Tylko troszkę się przetrenowałem, musiałem ograniczyć treningi i więcej odpoczywać. Ale podbudowany osiągnięciami zapisałem się na pierwsze zawody. A była to Mania Biegania na dystansie 8 km. Na tych zawodach również ustanowiłem swój prywatny rekord na 5 km którego nadal nie pobiłem. Tak zaczęło się startowanie w zawodach.

Padł pomysł półmaratonu. Przygotowałem się w 105%. Termin 8 kwietnia 2018 w Rzeszowie. Niestety dzień przed zawodami skręciłem kostkę oraz naderwałem torebkę stawową. Lekarz stwierdził, że trzeba dać sobie spokój z bieganiem na blisko 3 miesiące. Była to troszkę druzgocąca wiadomość. Jednak fizjoterapeuta podpowiedział, że po miesiącu mogę powoli zacząć truchtać.

Zacząłem znów budować kondycję, i już po 2 miesiącach mogłem startować w biegach na 5 i 10 km. W październiku 2018 w końcu pobiegłem swój pierwszy półmaraton, a w kwietniu 2019 pierwszy maraton (i jedyny). Od tej pory zacząłem biegać po lasach i górach. Można podziwiać piękno przyrody, przejść się i cieszyć godzinami spędzonymi z naturą.

Rok 2019 był dla mnie pełen prywatnych sukcesów. Na samym początku roku dołączyłem do Klubu MKS „Wierna” Małogoszcz Sekcja Biegowa. W czerwcu zostałem biegaczem Fundacji VIVE Serce Dzieciom, a pod koniec roku dołączyłem do Ambasadorów Festiwalu Biegów. Jeden rok a tyle wyróżnień.

Rywalizacja z samym sobą

Bieganie to nie tylko rywalizacja z innymi o jak najlepsze miejsce. Bardziej jest rywalizacją z samą sobą, z własnymi słabościami. Sam niejednokrotnie muszę uznać wyższość i trudność trasy, oraz brak odpowiedniego przygotowania. To jest lekcja pokory. Może jestem sadystą ale lubię „przegrać” z trasą. Całkowite „wypompowanie” i zmęczenie uświadamia mi jaki dużo muszę jeszcze pracować nad sobą.

Kiedy z treningu na trening pokonuje coraz większą ilość kilometrów, rodzi się pomysł coraz dłuższych startów. W międzyczasie próbuje się pobijać własne rekordy na krótszych dystansach. Żeby tego dokonać trzeba zacząć trenować. Między innymi odwiedzić siłownię, poćwiczyć stabilizację i mięśnie głębokie. Włączyć rolowanie, rozciąganie. Ćwiczyć podbiegi, robić siłę biegową, przebieżki, skipy, tempówki itp. jest tego trochę ale nie dajmy się zwariować. Najważniejsze, żeby czerpać przyjemność z biegania. Staram się wplatać wszystkie aktywności i ćwiczenia, tylko bez ścisłego planu.

Raczej jestem treningowym samotnikiem. Mam wtedy swobodę w wybraniu godziny oraz rodzaju treningu. Chociaż zdarzają się wspólne wybiegania oraz wycieczki biegowe. Raz w tygodniu ćwiczę również z klubem na sali gimnastycznej.

Gadżeciarzem nie jestem

Co do sprzętu, to zaczynałem bez niego. I nadal raczej nie szaleję z zakupami. Najważniejsze są buty. Muszą być wygodne i dobrze trzymać się na zbiegach. Dopiero później myślałem o plecaku biegowym i zegarku, który kupiłem dopiero po 3 latach biegowej przygody. Ale nie jest to aż tak konieczne. Wiele zależy również od wybieranych dystansów i przeznaczonego budżetu.

Przyjemne z pożytecznym

Niestety treningi i zawody pochłaniają mnóstwo czasu. Na początku były dystanse 4-6 km więc trwały około 30-40 minut. Teraz jak planuję na zawodach pokonać 50 km, to przygotowania wymagają dłuższych jednostek treningowych. Co za tym idzie jednorazowy wypad do lasu trwa około 3 lub 4 godzin. Czasami rodzi to konflikt interesów, ale i tak wszyscy podziwiają to co robię.

Wyjazdy do rodziny, wyjścia ze znajomymi, praca. Na wszystko trzeba znaleźć czas. Podczas wyjazdów na zawody wraz z dziewczyną staram się połączyć przyjemne z pożytecznym. Na przykład jadąc na DFBG w Lądku, dzień po bieganiu pojechaliśmy do Czech zwiedzać skalne miasto w Adršpach, będąc na Festiwalu Biegów w Krynicy zawitaliśmy w tatry, a podczas jesiennych biegów w Bieszczadach zdobyliśmy Tarnicę oraz Chatkę Puchatka. Takie tam aktywne wyjazdy.

Najbardziej chciałbym pokonać Pacific Crest Trail, Continental Divide Trail lub Szlak Apallachów. To byłoby coś pięknego i szalonego. A z takich realnych projektów które chcę zrobić można zaliczyć: przebiegnięcie rodzimego szlaku Edmunda Massalskiego, pokonanie szlaku orlich gniazd (to na ten rok) oraz zdobycie korony gór polskich w przyszłym roku. A w dalszej przyszłości myślę o Głównym Szlaku Beskidzkim.

Dużo lasu

Jako imprezy biegowe wybieram te terenowe. Wszelkie crossy oraz górskie imprezy. Dużo lasu, czystego powietrza, nierównego terenu. Takie biegi są bardzo wymagające fizycznie, ale dają dużo frajdy. Dodatkowo piękne widoki rekompensują wszystkie trudy.

Bieganie bieganiem ale trzeba też dać odpocząć nogom. Dlatego lubię co 2 dni pójść na siłownie oraz chociaż raz w tygodniu na squasha. Każda aktywność jest dobra. Ciekawym zajęciem jest również udział w imprezach na orientację. Las, mapa, kompas i przygoda. Doskonałe podczas roztrenowania.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Na Festiwalu Biegowym w Krynicy byłem tylko raz, ale bardzo polubiłem tą imprezę. Pełen wachlarz biegów na różnych dystansach i po różnych nawierzchniach. Każdy kto biega znajdzie dystans dla siebie. Pomimo, że jest to dość duża impreza, to jest perfekcyjnie zorganizowana. Atmosfera domowa a wolontariusze i obsługa bardzo pomocni i wyrozumiali dla kogoś kto jest tam pierwszy raz.

Chciałem zostać ambasadorem, żeby promować aktywność fizyczną oraz imprezę która bardzo mi się spodobała. Zarówno ze względów terenu biegów jak i atmosfery w miasteczku. Co ciekawe, każdy ma szanse zostać ambasadorem festiwalu.

Ty też możesz!

Początki we wszystkich aspektach życia bywają ciężkie. W większości lubimy znajdować się w „strefie komfortu”, mieć nad wszystkim kontrolę, nic nie zmieniać. Też tak miałem. 5 lat wcześniej śmiałbym się gdybym usłyszał, że będę promował bieganie i aktywność fizyczną. A teraz nie wyobrażam sobie życia bez sportu. Sam byłem kanapowcem i wiem jakie jest to wygodne. Ale dla własnego dobra i zdrowia warto się ruszyć z łóżka nawet na spacer.

Dla pokazania innym jakim fajnym sportem jest bieganie zacząłem prowadzić profil na Facebook oraz Instagram - @biegajaca_pyra (kiedyś byłem okrągły jak ziemniak – pyra). A przez kilka zdjęć i tekstów można pokazać jak wiele można w sobie zmienić, zobaczyć ciekawych miejsc. Oraz łatwiej zdobyć mobilizację to wyjścia z domu!

Kamil Sobieraj, Ambasador Festiwalu Biegów


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce