Z Londynu na TAURON Festiwal Biegowy. „Zaskoczyły mnie trudne podbiegi”


Opublikowane w czw., 07/11/2019 - 14:41

Szymon Chojnacki mieszka w Wielkiej Brytanii, ale często przylatuje do Polski i zwykle bierze udział w biegach. W Krynicy wystartował w Biegu 7 Dolin na 35 km i był to jego najdłuższy dystans pokonany w górach. – Dla osób, które zastanawiają się nad startem w Festiwalu Biegowym z czystym sumieniem polecam tę imprezę – zapewnia.

– Do Krynicy przyjechałem po rozmowach i opiniach od innych biegaczy. W szczególności przyczynił się do tego kolega Andrzej Wojtasik, który w tym roku został ambasadorem festiwalu. W przeszłości słyszałem wiele pozytywnych opinii na temat całej otoczki imprezy i wypowiadający się nie mylili – przyznaje 37–letni biegacz.

Zwykle startuje w biegach płaskich od pięciokilometrowych po maratonu. W górach można powiedzieć, że dopiero przeciera szlaki.

– Po dobrym występie w czerwcu w Rzeźniczku na 28 km chciałem spróbować czegoś dłuższego, a że nie biegam po górach od dawna, to dystans dłuższy o siedem kilometrów był dla mnie optymalnym – uważa Szymon Chojnacki. – Na Festiwal Biegowy przyjechałem z małżonką, która jest moim wiernym kibicem i to ona, jak nikt inny pomaga, w transportowaniu mojego sprzętu.

Szymon biegł pod nazwą klubu biegowego, do którego należy od marca tego roku – Ranelagh Harriers mieszczącego się w Londynie w dzielnicy Richmond. W Anglii takich podbiegów jak w Krynicy nie ma, więc był trochę zaskoczony.

– Początkowo biegło się po asfalcie tak około cztery kilometry, a później zaczęły się podbiegi. To, przyznam szczerze, był dla mnie trudny i zarazem nowy teren, ponieważ głównie kamienisty – opowiada Chojnacki. – Moją obawą przed biegiem była różnica przewyższeń, co dla mnie również było nowością, a na zbiegu można było to odczuć w mięśniach czworogłowych. Tak naprawdę najtrudniejszym momentem było podejście pod stok, gdzie było tak duże nachylenie, że właściwie nie dało się biec – przyznaje.

– Na pierwszym punkcie żywieniowym przebiegłem przez wyznaczone miejsce dla naszej grupy i tyle mnie widziano. Dlatego nie za bardzo skorzystałem i nie ma wiedzy, co tam było. Na drugim punkcie uzupełniłem dwa softflaski wodą i pobiegłem dalej. Widziałem owoce, słodycze, cole, izotoniki oraz wodę – wylicza.

W porównaniu do Rzeźniczka Szymonowi bardziej do gustu przypadły krajobrazy w Bieszczadach. Organizacyjnie w Krynicy czuł się świetnie może poza jednym momentem.

– Dwa kilometry przed metą biegu niewiele zabrakło, a pomyliłbym trasę i zamiast pobiec wzdłuż stoku, zbiegłbym w dół. Pomoc turystów pozwoliła mi pobiec zgodnie z trasą. Poza tym wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Plusem był też sprawny transport biegaczy z Krynicy do Mniszka nad Popradem, gdzie znajdował się start – dodaje Szymon Chojnacki. – Atmosfera była na bardzo dobrym poziomie. Mnóstwo kibiców, bardzo duże wsparcie sponsorów. W miasteczku biegowym czuć było klimat zawodów na najwyższym poziomie.

AK


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce