Adam Kszczot: "Trenuję nadal z Tomaszem Lewandowskim. To był strzał w dziesiątkę! W Tokio stać nas na dwa medale"


Opublikowane w pon., 10/02/2020 - 17:37

Adam Kszczot, po roku przerwy, w sezonie olimpijskim postanowił wrócić do hali. Pierwszy start, 4 lutego w Düsseldorfie, był bardzo udany. W 10 występie w tamtejszym mityngu (siedem zwycięstw) Polak zajął drugie miejsce z czasem 1:46,42 min. 

Cztery dni później Kszczot poprawił ten rezultat na 1:46,01, zajmując drugą lokatę w ORLEN Copernicus Cup w Toruniu. Rozmawialiśmy kilkanaście minut po biegu. 

– Jeszcze przed startem nie wiedziałem jak to będzie. Od wczoraj czuję się gorzej, mam nadzieję, że to nie zwiastun choroby. Samopoczucie mam więc średnie. Ale jestem bardzo zadowolony z wyniku, tym bardziej, że to był dla mnie bieg na jakieś 807 metrów (z powodu wyprzedzania – red.). Dobry bieg, bardzo szybkie końcowe 200 metrów. Wygląda na to, że przerobiony do tej pory trening przynosi bardzo dobre rezultaty. 

A co mogłeś w tym biegu zrobić lepiej? 

Mogłem troszkę poprawić początek i zająć miejsce jedną-dwie pozycje wyżej, albo w połowie dystansu wcisnąć się przed Marcina Lewandowskiego. Byłoby to lepsze w perspektywie późniejszego ataku. Ale bardzo dużo ten bieg udowodnił mi ze względu na szalony wręcz finisz. Musiało być bardzo szybko, bo wszystkie metry, które dołożyłem, były na ostatnim półtora okrążeniu. 

Bardzo dużo zamieszania było ostatnio w Twoim treningowym i sportowym życiu. Ledwie podjąłeś decyzję o zmianie trenera i rozpoczęciu współpracy z Tomaszem Lewandowskim, tenże nie podpisał nowego kontraktu i zakończył współpracę z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Poszło prawdopodobnie o to, że Lewandowski na zgrupowaniach kadry zajmował się także swoimi zawodnikami z innych krajów, na co nie chce zgodzić się PZLA. Świetny projekt nagle się rozsypał. Jak sobie z tym radzisz? 

Pracuję z trenerem Tomaszem Lewandowskim. I tyle z mojej strony. 

Jak Twój trening wygląda? 

Jest zupełnie inny niż dotychczasowy. Bardzo dużo zmian. Do tej pory w pierwszych miesiącach robiłem niewiele treningu ogólnego. Tymczasem z ostatniego podsumowania wyszło, że zrobiłem tylko 30 procent treningu siły biegowej, na którym kiedyś bazowałem, za to ponad 100 procent więcej siły z gryfem. 

A jak ten trening jest zorganizowany? Byliście razem na obozie w RPA, a teraz? 

Na początku marca wybieramy się na ładowanie akumulatorów do Stanów Zjednoczonych. W planach mamy Flagstaff (w stanie Arizona na wysokości 2100 m n.p.m. – red.), ale zobaczymy jak będzie z pogodą. Jeśli wciąż będzie śnieg to może część obozu przeniesiemy do Albuquerque. Treningowo więc, podkreślam: merytorycznie, wszystko układa się bardzo dobrze, tak jak bym chciał. 

W jakim składzie wyjedziecie do USA? 

Nie wiem. Ja jadę. Trener jedzie. Będzie tam jeszcze więcej osób, ale kto konkretnie – tego nie wiem (śmiech).

To, że w grupie trenera Lewandowskiego masz sparingpartnerów jest dla Ciebie dobrą odmianą? Jak to oceniasz? 

Na przestrzeni -nastu lat trenowałem w większości sam, tylko przez 2-3 lata miałem sparingpartnera. To więc duża odmiana, jest to całkiem inne bieganie. Prawda jest taka, że jeśli chce się biegać na najwyższym światowym poziomie, to trzeba też z takimi ludźmi trenować. Trening na 800 metrów jest ciężki, nie wybacza błędów, a uczenie się biegania luźno najlepiej wychodzi ze sparingpartnerami. W tej grupie ich nie brakuje i naprawdę bardzo dobrze to funkcjonuje. 

Z kim w grupie trenera Lewandowskiego trenuje Ci się najlepiej? 

Najlepiej trenuje mi się zawsze z Marcinem Lewandowskim (śmiech), ale na tym ostatnim zgrupowaniu, bo RPA jest o tej porze miejscem przyciągającym biegaczy, miałem okazję potrenować na przykład z Amelem Tuką (reprezentant Bośni i Hercegowiny, wicemistrz świata Doha 2019 na 800 m – red.). Dołączali też do moich treningów Mark English (Irlandia, halowy wicemistrz Europy Glasgow 2019 na 800 m – red.) i Alvaro de Arriba (Hiszpania, halowy mistrz Europy Glasgow 2019). Tak więc fajna ekipa, było z kim biegać, podwójna motywacja... To naprawdę świetnie działa! 

Rywalizujecie z Marcinem na treningach? Sprawdzacie się nawzajem? 

Za stare misie na to jesteśmy (śmiech). Jesteśmy w tak różnym treningu i w tak różnych cyklach, że ciężko to porównać. Zacząłem przygotowania wcześniej niż Marcin, przez co w RPA on się dłużej wprowadzał do konkretnej pracy. Dopiero pod koniec obozu moglibyśmy wspólnie zrobić trening, ale i to się nie udało, bo nasze plany mocno się rozjechały przez te wcześniejsze różnice. Wchodziły w grę tylko luźne rozbiegania. 

Za to od marca możemy już wspólnie działać i rządzić na treningu. Nie planujemy jednak rywalizowania, bo każdy z nas wie dokładnie, co ma robić. Bardziej to się wzajemnie podciągamy: Marcin mnie w wytrzymałości, a ja jego w aspektach wytrzymałościowo-szybkościowych i siłowych. (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce