Bieg dla amatorów, więc usunęli "zawodowców" z listy startowej. Dyskryminacja?


Ponad 380 osób ukończyło 5. Bieg Wyrski, dokładając swoją cegiełkę w zbiórce na rzecz niepełnosprawnego chłopca. Jednak nie o 8 tys. zł, które zebrano dla dziecka, a o rywalizacji i regulaminie sportowym śląskiej imprezy mówi się dziś najgłośniej. Wszystko za sprawą listy startowej, z której organizator usunął „zawodowców” z Ukrainy, Kenii czy Węgier.

Rzecz działa się kilkadziesiąt godzin przed imprezą. Gospodarze Biegu Wyrskiego przeanalizowali dokładnie zgłoszenia do imprezy i dokonali korekty na liście startowej.

– W związku z charakterem imprezy, czyli biegiem rekreacyjnym, stricte niekomercyjnym, wspierającym sport amatorski, do startu dopuściliśmy tylko amatorów, tj. osoby, które nie biegają zawodowo i nie zarabiają na bieganiu – wyjaśnia naszemu portalowi Arkadiusz Szmitka, jeden z organizatorów imprezy, która kusiła m.in. wysokimi nagrodami finansowymi dla najlepszych biegaczy (m.in. 1000 zł dla zwycięzców open kobiet i mężczyzn).

Z listy startowej skreślono m.in. Sergieja Rybaka. Ukrainiec miał się dowiedzieć o tym już podczas podróży do Polski. W emocjonalnym wpisie na facebooku biegacz poinformował, że „pan dyrektor samowolnie usunął z startu listkowego wszystkich cudzoziemców i nie dopuszcza do startu”.

„Treść sportu i zamyka się w uczciwej walce, gdzie i zwyciężyć powinien silniejszy, a dyrektor biegu nawet nie daje szans na konkurencję i otwarcie propaguje dyskryminacyjne poglądy” - pisał dalej biegacz z Winnicy, oskarżając organizatorów o nieprzestrzeganie regulaminu i dyskryminację obocokrajowców.

„Jeśli jest pragnienie przeprowadzić start wyjątkowo dla Polaków, to to trzeba było napisać w reglamencie, a tak prosi dotrzymujcie się tego reglamentu którego same i złożyły.” (pisownia oryginalna).

Sprawą szybko zainteresował się Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Z listy startowej Biegu Wyrskiego mieli zniknąć też zawodnicy Benedek Team, m.in. Węgierka Zita Kacser. U organizatora interweniować miał manager węgierskiego teamu Zsolt Benedek, ale nie uzyskał odpowiedzi na swoje pytania. Jak pisał, nie spotkał się jeszcze z taką sytuacją w żadnych europejskim kraju i że poinformuje o sprawie Europejskie Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych.

W toku burzliwej, internetowej dyskusji pojawiła się informacja, że usunięcia obcokrajowców z biegu miał zażądać sponsor imprezy, o czym organizator miał poinformować Sergieja Rybaka.

– To wierutna bzdura i kłamstwo, wymyślone przez ukraińskiego zawodnika, który sam przedstawił się nam jako zwycięzca wielu biegów w Polsce i za granicą. U nas takie osoby nie startują, stąd decyzja o usunięciu tego zawodnika z listy startowej – mówi organizator. Podkreśla, że z listy startowej usunięto nie obcokrajowców, a zawodników, którzy startują i zajmują czołowe pozycje, zdobywają nagrody - ergo „zawodowych biegaczy” i „grupy zarobkowe”, którzy żyją z biegania i zarabiają na bieganiu. – Nie sprawdzaliśmy narodowości osób, które zgłosiły się na start. Sprawdzaliśmy za to ogólnodostępne bazy i statystyki biegowe i wyłowiliśmy tych biegaczy, którzy zarabiają na bieganiu oraz takich, którzy byli zdyskwalifikowani np. za doping. Bieg w Wirach to impreza dla amatorów, nie dla zawodowców i ludzi, którzy oszukiwali w sporcie – akcentuje Arkadiusz Szmitka.

Organizatorzy przyznają, że nie zamieścili stosownego zapisu w regulaminie (z wyłączeniem zapisu o niedopuszczeniu do startu zawodników „zdyskwalifikowanych w innych imprezach biegowych"). I biją się za to w pierś, bo nie spodziewali się, że będzie to miało takie reperkusje.

– Rzeczywiście przeoczyliśmy ten zapis, ale jesteśmy amatorami, którzy organizują bieg amatorski, lokalny, dla miejscowej społeczności, co równie ważne, bieg charytatywny, i ciągle się uczymy. Wyciągamy wnioski z kolejnych edycji, robimy wszystko, by nasi uczestnicy, amatorzy, czuli się tu jak najlepiej. Nagrody, które oferujemy to forma podziękowania im za obecność i zaangażowanie w naszą imprezę, a nie kolejna wypłata czy kieszonkowe – podkreśla organizator. Deklaruje, że jak tylko Sergiej Rybak udokumentuje poniesione koszty wyjazdu na bieg, w którym ostatecznie nie mógł wystartować, zwróci pieniądze (jak wyjaśnia nasz rozmówca, do dziś biegacz z Ukrainy nie przedstawił biletów za wyjazd z Winnicy pod polską granicę, z której miał zawrócić do domu). Do biegacza ze Wschodu wróci też wniesiona wcześniej opłata startowa.

– Jeszce raz chcę podkreślić. Bieg Wyrski to impreza stricte amatorska i dla amatorów. I nie tylko dla Polaków. Gorąco zapraszamy Ukraińców, Słowaków, Czechów, Niemców… ale amatorów. Staramy się jak możemy, by wydarzenie było jak najlepsze, jak najbardziej ciekawe, by coś po nim zostało. Poświęcamy prywatny czas i zdrowie, bo na co dzień robimy zupełnie inne, dalekie od biegania rzeczy. Te wszystkie oskarżenia o rasizm, o dyskryminację, bardzo nas bolą – dodaje Arkadiusz Szmitka.

5. Bieg Wyrski wygrali Łukasz Oślizło z Katowic (32:03, zawodnik posiada licencję zawodniczą PZLA) i Sylwia Ślęzak z Częstochowy (37:41). Co ciekawe, oboje mają na koncie szereg wygranych imprez i zdobytych nagród. Organizator nie chciał jednak rozmawiać z nami na ich temat.

Artur Czempas, manager 1 Second Team którego barwy reprezentuje Pani Sylwia powiedział nam, że organizator nie kontaktował się z nim w tej sprawie oraz że jego zespół ma charakter zupełnie amatorski. - Sylwia biega "po godzinach", bo studiuje i pracuje. Nie uważamy się za zawodowców. Bardzo byśmy chcieli skupić się na bieganiu, ale nie mamy takiej możliwości - podkreślił. Sam daleki jest od krytykowania organizatora - "Zapewne chciał dobrze, a wyszło jak wyszło" - czy oceniania rywali, z którymi mierzą się jego zawodnicy.  

Gdzie kończy się bieganie amatorskie a zaczyna zawodostwo? Czy biegacz - amator zdobywający nagrody pieniężne przestaje być amatorem? Czy zawodowiec na etacie (np. w wojsku) jest... amatorem? Jaki jest prawdziwy status regulaminu imprezy biegowej? Zapraszamy do dyskusji. 

red.


Polecamy również:


Podziel się: