Moja droga do Badwater - cz. 5. Patrycja Bereznowska adaptuje się do warunków Doliny Śmierci. "Wysoka temperatura i bardzo niska wilgotność"


Opublikowane w śr., 03/07/2019 - 20:11

15 lipca Patrycja Bereznowska stanie na starcie Badwater 135, biegu uznanego przez National Geographic za najtrudniejszy ultramaraton świata. Od kilku miesięcy towarzyszymy naszej mistrzyni w przygotowaniach do wyzwania życia.

Tym razem jesteśmy z Patrycją już w Stanach Zjednoczonych, dokąd zawodniczka udała się przed 10 dniami, by jak najlepiej zaadaptować się do warunków panujących w Dolinie Śmierci.

Patrycja Bezreznowska zatrzymała się u Petera Podbielskiego, Polaka mieszkającego w Arizonie, który kilka lat temu pomagał Piotrowi Kuryle przygotować się do Badwater, a potem serwisował go na trasie.

– Jestem w Phoenix, a dokładniej w satelickim miasteczku Goodyear, znanym z produkcji opon. To jakieś 3 godziny jazdy od Doliny Śmierci. Jest to ta sama strefa czasowa i ten sam klimat, który panuje w Badwater – mówi biegaczka, bardzo zadowolona z tak wczesnego wyjazdu do USA.

– Po półtora tygodnia przebywania tu i trenowania czuję dużą różnicę w postrzeganiu temperatur i wilgotności, które czekają mnie na trasie biegu. Przestawiłam się już na czas minus 9 godzin w stosunku do Polski. Przez 4-5 dni budziłam się w środku nocy i nie mogłam spać, teraz funkcjonuję już „po miejscowemu”. Codziennie mam okazję testować coś nowego, codziennie biorę na trening inne ciuchy, inny sprzęt, sprawdzam patenty na chłodzenie i picie w takich warunkach. Mam tu doskonałą bazę!

– W jakich warunkach atmosferycznych żyjesz i trenujesz, na ile odzwierciedlają one to, co czeka Cię za kilkanaście dni na trasie ultramaratonu Badwater 135?

– Klimat jest niemal identyczny. Czasami w Dolinie Śmierci jest z powodu pustyni ciut bardziej gorąco i sucho, ale cały czas to monitorujemy i na razie pogoda w Goodyear i Badwater panuje identyczna. Rano jak wychodzę na trening mamy około 35-36 stopni Celsjusza, a kończę go przy 40-42. Z kolei w porze najbardziej gorącej, o godzinie 15-16, trenuję w 40 kilku stopniach.

Gorąco, ale prawdziwym problemem jest wilgotność, a właściwie... prawie jej brak. Poziom wilgotności tutaj to 8-15 procent, co powoduje zupełnie inne reakcje organizmu niż w podobnych nawet upałach w Europie. Nie pocisz się, natomiast jest tak sucho, że nie jesteś w stanie przebiec kilometra bez napicia się choćby łyka płynu. Błony śluzowe są wysuszone tak bardzo, że aż boli gardło. Treningi muszę więc planować tak, by mieć wystarczającą ilość wody albo możliwość uzupełnienia jej po drodze.

– To w góry musisz chyba targać ze sobą cysternę?

– Tu jest właśnie problem. W górach nie mam gdzie uzupełnić picia, więc jak biegnę lub jadę rowerem, mogę sobie planować maksymalnie 15 kilometrów. Mniej więcej na tyle wystarczają mi dwa półlitrowe softflaski. Nie wzięłam ze sobą plecaka z większym bukłakiem, bo na biegu nie będzie mi potrzebny i teraz mnie to limituje. Raz pobiegłam w góry na 26 km i pod koniec już mi brakowało wody, choć ja na co dzień nie piję zbyt wiele. Tutaj muszę choćby po to, by co chwila choć przepłukać gardło. Inaczej nie będziesz w stanie biec. To jest dla mnie coś zupełnie nowego.

– Czego jeszcze dowiedziałaś się podczas ostatnich treningów w warunkach a la Badwater?

– Zawsze myślałam, że w słońcu i upale lepiej jest biegać z krótkim rękawem albo wręcz odkrytymi ramionami. Tutaj znacznie większy komfort odczuwam mając ręce osłonięte specjalnymi rękawkami, które są polane wodą. Wieją dosyć mocne wiatry, które są nieprzyjemne, bo bardzo gorące. Ale gdy masz polane wodą rękawy, przynoszą trochę ulgi.

Trzeba więc ubierać się inaczej niż w Europie, by przystosować się do tutejszych warunków. Ciuchy koniecznie białe, bo tu i tak wszystko nagrzewa się błyskawicznie, a to co jest ciemne parzy w ciągu sekundy. (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce