Na maraton z tour operatorem? Nie daj się oszukać!


Jak uniknąć oszustów i sprawić, by wyjazd na wymarzony maraton w Nowym Jorku, Tokio, Londynie albo gdziekolwiek na świecie faktycznie był spełnieniem marzeń a nie rozczarowaniem? Co sprawdzić, czego unikać i jak zachować się, kiedy już padniemy ofiarą oszustwa? Wyjaśnia Robert Szych z firmy RAZevent, jedynego touroperatora Maratonu Nowojorskiego w Polsce.

Za kilka tysięcy złotych kupili wyjazd na wymarzony maraton. Zostali na lodzie. „Mój biegowy świat się zawalił”

Zamarzył nam się duży maraton zagraniczny, na przykład w Nowym Jorku. Jak zabrać się za realizację takiego marzenia?

Robert Szych: Możliwości jest kilka, wszystkie, wraz z terminami, można znaleźć na stronie biegu. Jest losowanie, obarczone dużym ryzykiem, bo liczba biegaczy starających się o pakiet startowy na maraton w takich w miastach jak Tokio, Londyn czy Nowy Jork to około 400 tysięcy a pula pakietów jest znacznie mniejsza. Zwłaszcza ta pula do rozlosowania, bo wiele numerów idzie bezpośrednio do tour operatorów, fundacji i sponsorów.

Druga droga to spełnienie minimum, czyli uzyskanie określonego czasu podczas jednego z biegów akceptowanych przez organizatora (listy są różne).

Co najmniej 67 Polaków w Maratonie Bostońskim 2019

Trzecia opcja to kontakt z firmą wskazaną na stronie internetowej biegu. Tutaj bardzo mocno podkreślamy, że musi to być firma wymieniona przez organizatora biegu, czyli taka, która ma kontrakt i pulę gwarantowanych numerów startowych, obostrzonych pewnymi przepisami. Jeśli chodzi o Nowy Jork, nie możemy na przykład dystrybuować samych pakietów. Chodzi o to, żeby nie powstał drugi obieg, nie dochodziło do sprzedaży pakietów z marżą.

Strona biegu uwiarygadnia tour operatora?

Tak. Należy na stronie biegu sprawdzić listę touroperatorów. Jeśli firmy tam nie ma, to można mieć poważne podejrzenie, że mamy do czynienia z nieautoryzowanym pośrednikiem, który próbuje robić biznes w taki sposób, że gdzieś na świecie załatwia numery startowe od jakiegoś touroperatora. Tutaj podkreślam, że takie działanie już od samego początku jest niezgodne z zasadami i często skutkuje tym, że takie numery startowe zostaną później unieważnione.

Jak to możliwe, że na rynku pojawiają się takie „wadliwe” numery startowe?

Podstawowa zasada jest taka, że numerami nie można handlować, one muszą trafić bezpośrednio do biegaczy. Czyli my, jako tour operator, nie możemy sprzedać numerów firmie X, która dołoży swoje 100 dolarów marży i zorganizuje wyjazd.

Druga zasada jest taka, że my możemy dystrybuować numery w swoim kraju lub tam, gdzie nie ma oficjalnego operatora. Nie możemy operować w kraju, gdzie jest inny przedstawiciel danego maratonu. Czyli my możemy numery sprzedać w Polsce, ale też na Ukrainie, bo tam nie ma oficjalnego operatora. Firm współpracujących z Maratonem Nowojorskim jest 170, w różnych krajach. Zawsze znajdzie się ktoś nieuczciwy, kto zamiast dystrybuować numery w swoim kraju, woli wejść w konszachty z kimś, kto powie na przykład: „Sprzedaj mi 20 numerów, ja ci dołożę do każdego 200 dolarów”. Później zgłasza zawodników z innego kraju i takie oszustwo zwykle jest odkrywane a numery zostają unieważnione.

Ile dopłacamy do pakietu startowego gdy korzystamy z oferty tour operatora?

Są to różne kwoty i zależą od poszczególnych maratonów. Jeśli chodzi o Nowy Jork, to pakiet zakupiony u touroperatora to koszt 550 dolarów i opłata ta powinna być taka sama wszędzie na świecie. Numer z losowania to 358 dolarów. Z jednej strony to duża różnica, ale mamy pewny start, a w pakiecie z losowania nie ma pewnych elementów, które mamy w tym zakupionym u touroperatora.

Skoro mamy już pakiet… jak sprawdzić samego touroperatora lub agencję, która oferuje nam wyjazd na maraton poza Polską? Co zrobić, żeby nasza wyprawa nie skończyła się rozczarowaniem i dodatkowymi kosztami?

Takie kryzysowe sytuacje, niestety, często wynikają ze zbyt dużego zaufania przy wydawaniu sporych pieniędzy i z braku dbałości. Firma, która jest organizatorem tego typu wyjazdów, powinna być biurem turystycznym, nawet jeśli jej charakter jest mocno związany ze sportem. Powinna być ujęta w Rejestrze Organizatorów Turystyki. Takie rejestry są prowadzone przez urzędy marszałkowskie. Licencje są wydawane przez marszałka.

Firma musi też mieć polisę ubezpieczeniową, która gwarantuje zabezpieczenie uczestników wyjazdów w sytuacjach wyjątkowych. Waga tej gwarancji będzie oczywiście większa, jeśli gwarantem jest biuro organizujące wyjazdy na przykład do Stanów, bo wtedy dochodzą koszty przelotów, itd.. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny to podstawowa sprawa, która powinna być sprawdzona przez klienta. To są dane ogólnodostępne (UFG można szybko sprawdzić na stronie: https://ewidencja.ufg.pl/webcenter/portal/ewidencja – przyp. red.).

Na co jeszcze trzeba zwrócić uwagę?

Jeśli wpłacamy zaliczkę, zwróćmy uwagę na to, na jakie konto. Jeśli firma nazywa się Władek i Zenek, to czy wpłacamy na konto firmowe, czy innej osoby, która wydaje się niezwiązana z Władkiem i Zenkiem.

Inna sprawa to kwestie zupełnie praktyczne, czyli… zapytajmy tych, którzy byli gdzieś z daną firmą. Obecnie nie trzeba się wiele natrudzić, żeby znaleźć opinie, sprawdzić, czy firma faktycznie istnieje na rynku. My na przykład jesteśmy na wszystkich dużych maratonach w kraju, można podejść, dotknąć i się przekonać, że naprawdę istniejemy. Do Nowego Jorku latał z nami Robert Korzeniowski a do Berlina ostatnio pojechał Robert Pustelnik, zdobywca Korony Ziemi. Pewnie gdybym jako biegacz miał wybrać jakąś firmę, to zwróciłbym też uwagę na tego typu sprawy potwierdzające jej wiarygodność.

A jeżeli już wyjedziemy i przydarzy się coś, co sprawi, że zostaniemy na lodzie… Gdzie szukać pomocy?

Po to właśnie są licencje turystyczne. Biuro po to ma gwarancję ubezpieczeniową niezbędną do uzyskania licencji, żeby mieć zabezpieczenie na wypadek nieprzewidzianej sytuacji. Jeśli taka się przydarzy, wtedy ubezpieczyciel ma obowiązek zapewnić bezpieczny powrót do kraju danej grupie.

Warto też upewnić się, kiedy wybieramy ofertę, czy mamy wykupione ubezpieczenie. My, jako organizator, wyposażamy naszych klientów dodatkowe polisy, nawet w przypadku wyjazdów do Berlina, gdzie jesteśmy objęci podstawowym ubezpieczeniem jako obywatele Unii Europejskiej. Taka dodatkowa polisa uwzględnia to, że uczestnicy startują w biegu maratońskim, uznawanym przez większość firm ubezpieczeniowych za sport wysokiego ryzyka.

Co zrobić, jeśli okaże się, że firma, z której usług korzystamy, nie ma gwarancji a my utknęliśmy gdzieś poza granicami kraju?

Zwracamy się do ambasady bądź konsulatu. Tutaj działają przepisy regulujące pobyt obywateli Polski poza granicami kraju. Niestety, jeśli wcześniej nie sprawdzimy firmy, to sami podejmujemy ryzyko i taka sytuacja może się przydarzyć. A wtedy jesteśmy zdani na siebie. I oby to była Unia Europejska a nie na przykład Stany Zjednoczone, gdzie koszty leczenia są niebotyczne. Później możemy jedynie dociekać sprawiedliwości. Jeśli zostaliśmy oszukani, możemy udać się na policję lub do prokuratury i złożyć doniesienie o popełnieniu przestępstwa.

Warto też rozróżnić dwie kwestie: ktoś może przez swoją nieudolność narazić nas na dodatkowe koszty podczas wyjazdu i wtedy mamy niewywiązanie się z umowy lub w sposób zamierzony doprowadzić do straty i wtedy jest to oszustwo. Na przykład kiedy ktoś w ofercie gwarantuje nam numery startowe, których nigdy nie posiadał.

Rozmawiała Katarzyna Marondel


Polecamy również:


Podziel się: