OWM zablokował... sam siebie [WIDEO]


Opublikowane w pon., 15/04/2019 - 08:54

Czerwone światło pokazali wolniejszym biegaczom organizatorzy 7. ORLEN Warsaw Marathonu. Wszystko po to, by móc upłynnić ruch elity. 

7. ORLEN Warsaw Marathon dla Etiopczyka Regasy. Marcin Chabowski czwarty, ale ze złotem MP w maratonie! [WYNIKI, ZDJĘCIA]

Nagły postój musiała zaliczyć część maratończyków, żeby zmagania kontynuowało rozpędzone czoło wyścigu. Do (nie)spodziewanego zdarzenia doszło w okolicach ul. Kruczkowskiego i Tamki. Było to skrzyżowanie na 16. i 32. kilometrze trasy. Jedni dopiero co pożegnali się Pragą i ruszali dalej na Mokotów, drudzy wracali właśnie z Mokotowa i szykowali się na wymagający podbieg.

Sytuację można porównać do starej gry w węża, znanej z pierwszych telefonów komórkowych. Na nowej trasie rozpędzona czołówka maratonu musiała „zjeść” swój ogon. Problemową sytuację można było łatwo przewidzieć. W 2018 roku pierwszy zawodnik OWM na 30. kilometrze zameldował się w 1:33:30. Z takim samym czasem, ale na 15. kilometrze, biegła zawodniczka z 3 755. miejsca (na 4 544 uczestników - red).

Na nowej trasie stołecznego biegu, długi sznur biegaczy zapętlił się. Żeby pobiec dalej, trzeba było przeciąć trasę szybszym zawodnikom. Organizatorzy nie uprzedzali, że będzie trzeba się zatrzymać, rozejrzeć w lewo, w prawo, poczekać aż ktoś podniesie rogatki. Policja i ochrona po prostu zaczęła stopować uczestników. Co sprytniejsi próbowali jeszcze zdążyć przed autami lub pobiec gdy nikt nie patrzy - co wielu się udało - inni czekali cierpliwie.

Sytuację zarejestrował i upublicznił Łukasz, autor bloga Biegambotakwyszło.

- Powiem szczerze, że nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją podczas biegu. Wszyscy zgromadzeni byli zaskoczeni tym co się dzieje, a chyba najbardziej sami biegacze, którzy zostali zatrzymywani w trakcje biegu przez organizatora i policję, aby umożliwić spokojny bieg czołówce maratonu. Teraz, gdy to nagranie oglądają ludzie, każdy pyta kto jest za to odpowiedzialny? - pyta bloger.

Organizatorzy ORLEN Warsaw Marathonu być może spodziewali się, że do takiej sytuacji dojdzie. Świadczyć o tym może m.in. obecność służb kierujących „ruchem biegowym”. Chyba tylko niedoszacowano liczbę osób, jaka będzie musiała zjechać do pit-stopu.

RZ


Polecamy również:


Podziel się: