Pechowa 13 i bezkonkurencyjna Wróżka. Górski Bieg Zająca dla chorych na SM [ZDJĘCIA]


Opublikowane w ndz., 16/06/2019 - 17:06

Osoby niepełnosprawne na starcie, żar z nieba, zalana i w ostatniej chwili zmieniona trasa, „dycha” na 13 kilometrów dla pechowej trzynastki i bezkonkurencyjnie szybka „Wróżka” – taki był 1. Górski Bieg Zająca zorganizowany w Górze Kalwarii, 35 km na południe od centrum Warszawy.

Imprezę zorganizowano w ramach dni miasta, a jej celem i przesłaniem były - obok sportowej rywalizacji - wsparcie osób niepełnosprawnych, szczególnie chorych na stwardnienie rozsiane. Mogły one (także na wózkach inwalidzkich) wystartować bezpłatnie na dystansie do 2 kilometrów pod opieką i z pomocą wolontariusza-asystenta, czyli tytułowego „Zająca”.

– Nasz bieg odbywa się pod patronatem PTSM - Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego – powiedziała nam Anna Smolińska, dyrektorka imprezy. – Staramy się jak najwięcej mówić o tej chorobie, prowadzić akcję edukacyjną i nagłaśniać problemy osób na nią cierpiących. Ruch i aktywność fizyczna mają zdolności terapeutyczne. Nie są w stanie zatrzymać tej choroby, bo to niemożliwe, ale spowalniają jej postępy.

– Przyjechało do nas sporo zawodników chorych na SM, w biegu z „Zającem” wystartowało ich ponad 30. Pobiegli pod opieką wolontariuszy-zająców na umownym dystansie do 2 km. Mówię: „do 2 km”, bo każdy pokonuje taki odcinek, jaki jest w stanie. Jeśli ktoś po 500 metrach stwierdzi, że ma dość i chce wrócić, my to, oczywiście, honorujemy i nagradzamy medalem oraz dyplomem ukończenia biegu – opowiada Anna Smolińska.

Gdy ostatni chorzy dotarli do mety, na linii startu stanęli biegacze, zgłoszeni do rywalizacji na 5 i 10 km. Sporo czasu szefowej imprezy zajęło tłumaczenie, jakie zmiany zaszły w ostatniej chwili w przebiegu trasy. – Wczoraj nad ranem nad Górą Kalwarią przeszła gwałtowna ulewa i zalała brzeg Wisły, którym wytyczyliśmy sporą część trasy. Stała tam woda, były koleiny i zrobiło się bardzo ślisko. Aby nie narażać bezpieczeństwa biegaczy, zmieniliśmy przebieg trasy, przez co charakter biegu zmienił się, niestety, z krosowego w przeważająco asfaltowy. Proporcje teren/ulica zmieniły się z 70/30 na odwrotne – tłumaczyła dyrektorka biegu.

Tłumaczenia pomogły nie do końca, bo zawiodło to, co zawsze jest najbardziej zawodne, czyli tzw. czynnik ludzki. Strażak, który stał na nawrotce i miał kierować zawodników, nie wywiązał się z zadania, co dość boleśnie odczuło 13 zawodników. Dla tej pechowej trzynastki, (dziewczyny i 12 panów) dystans biegu na 10 km liczył około… 13 kilometrów. Organizatorzy wzięli wpadkę „na klatę”, przeprosili poszkodowanych zawodników i ad hoc stworzyli dla nich osobną klasyfikację honorując wszystkich upominkami podczas dekoracji na scenie.

Z trasą nie miał problemów Kamil Leśniak, którego z zaskoczeniem spotkaliśmy na linii startu. Brązowy medalista MP w długodystansowym biegu górskim i reprezentant Polski na MŚ w trailu, które tydzień temu odbyły się w Portugalii (zajął najlepsze z biało-czerwonych 42 miejsce), sprawił dużą atrakcję pozostałym uczestnikom.

Brytyjczyk Albon i Francuzka L'hirondel mistrzami świata w trailu [WYNIKI POLAKÓW]

Leśniak robił furorę sławnym już strojem wróżki, którym po raz pierwszy zachwycił biegowe środowisko w końcu marca bijąc świetny rekord życiowy (1:10:57) podczas Półmaratonu Warszawskiego. Biegacze zagadywali naszego czołowego ultrasa i robili z nim pamiątkowe zdjęcia, ale było to możliwe dopiero na mecie, bo po wystrzale startera mogli (i to przez zaledwie kilkaset metrów) oglądać tylko jego plecy.

"Jestem biegową wróżką. Wróżę dobre wyniki". Przebierańcy w stolicy i w... Krynicy

Wróżka szybsza od Marcina Świerca. "Ulica jest dla mnie bardzo ważna". Kamil Leśniak ściga się nie tylko w górach

– Przyjąłem zaproszenie organizatorów i przyjechałem z Poznania, bo biegi górskie są moimi ulubionymi, a impreza ma w nazwie „górski” i odbywa się w GÓRZE Kalwarii – tłumaczył żartobliwie obecność na starcie lokalnej imprezy. – Przy okazji wieczorem pójdę w stolicy na koncert Korteza. To nie jest mój ulubiony wykonawca, ale z przyjemnością wysłucham jego występu.

Z przestawieniem się z długiego biegania w górach na krótką, szybka ulicę Leśniak nie miał problemu. Po starcie na dystansie maratońskim w górskich MŚ nie został żaden ślad. – Nogi są świeżutkie, bardzo mocno startu w Portugalii nie odczułem i biegło mi się tutaj bardzo luźno. Mocno zacząłem i po 500 metrach zostałem sam. Złapałem swoje tempo i tak leciałem do końca – w telegraficznym skrócie zrelacjonował nam przebieg rywalizacji zwycięzca 10 km w Górze Kalwarii.

Kamil Leśniak wygrał „dychę” w czasie 35 minut i 43 sekund, drugiego na mecie Łukasza Więckowskiego z niedalekiej Warki wyprzedził o blisko 2 minuty. Najszybsza wśród kobiet była warszawianka Agnieszka Żuraniewska (48:22), zaś w biegu na 5 km triumfowali Piotr Tokarski z Krępy (19:15) i Paulina Rękawek z Lipowa (22:58).

PEŁNE WYNIKI

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce