Pierwsze ultra z mukowiscydozą - tylko w Krynicy! J. Wasilkowski "Za rok to dokończę!"


Opublikowane w pt., 04/10/2019 - 23:43

54-letni Jerzy Wasilkowski z Kalisza cierpi na bardzo poważną chorobę. Mukowiscydoza to wrodzona choroba genetyczna powodująca m. in. uszkodzenie płuc i niewydolność oddechową. Mimo to Jerzy biega i mówi, że bieganie uratowało mu życie. Jego spirometria wynosząca 39% (jedynie taką powierzchnię płuc miał aktywną) wzrosła dzięki systematycznym treningom biegowym do blisko 94%, czyli poziomu zdrowego człowieka!

"Bieganie uratowało mi życie!" Jerzy Wasilkowski, maratończyk chory na mukowiscydozę

Ale Jerzy nie tylko biega. On biega maratony, ma ich na koncie już czternaście (a za 2 tygodnie stanie na starcie Maratonu Poznańskiego). Na 10 TAURON Festiwalu Biegowym w Krynicy postanowił jako pierwszy w świecie przebiec z mukowiscydozą ultramaraton! I to w biegu górskim!

Przez Krynicę do historii. Maratończyk z mukowiscydozą pobiegnie ultra B7D 64 km!

Jerzy Wasilkowski stanął w Krynicy na starcie Biegu 7 Dolin 64 km. „Szalony” zamysł powiódł się połowicznie.

– Przygotowania, które przeszedłem pod trenerskim okiem Krzysztofa Kisiela, byłego szkoleniowca naszego mistrza chodu Roberta Korzeniowskiego, dały efekt nawet lepszy niż się spodziewałem. Przebiegłem 51 kilometrów, a ukończenie całego dystansu uniemożliwił mi limit czasowy. Ale to i tak wynik rewelacyjny! To mój najdłuższy dystans w życiu, a nie ma nikogo chorego na mukowiscydozę, kto by tyle przebiegł! – mówi z satysfakcją.

– Za rok wrócę do Krynicy, żeby dokończyć zadanie. Wtedy już nic mi nie przeszkodzi w przebiegnięciu całego ultramaratonu 64 km! – zapowiada biegacz z Kalisza.

– To było moje marzenie, choć wiele osób, włącznie z lekarzami, twierdziło, że zadanie niewykonalne dla chorego na muko – opowiada nam na ławce na krynickim deptaku. – Ja już teraz wiem, że to możliwe!

Dlaczego zatem Jerzy Wasilkowski nie zdołał osiągnąć mety na deptaku?

– Około 43 kilometra doszło do skurczu oskrzeli, który zablokował mnie tak, że musiałem przerwać bieg i na pewien czas zatrzymać się. Po 20 minutach wrócił pełny oddech i podjąłem wysiłek na nowo, biegłem dalej, ale, niestety, zabrakło czasu. Mogłem biec, miałem siły, ale nie zmieściłem się w limicie i zostałem zdjęty z trasy – relacjonował.

– Taka przypadłość zdarzyła mi się po raz drugi w życiu. Pierwszy był na maratonie w Krakowie 3 lata temu. Do tej pory nie wiemy na pewno, z jakich względów to się stało. Specjaliści twierdzą, że powody są możliwe dwa. Pierwszy to zbyt szybki zbieg pod wyciągiem, po którym rozpocząłem podejście i na nim mnie zablokowało. A drugi, chyba nawet bardziej prawdopodobny, to różnica temperatur. Było bardzo gorąco, płuca miałem nagrzane, a na dole gwałtownie zrobiło się chłodno i zaczęło leciutko padać. Zacząłem oddychać zimnym powietrzem, co spowodowało skurcz oskrzeli. Ale i tak jestem bardzo zadowolony i dumny! Wszyscy są w szoku, że dałem radę tyle przebiec, a organizm wytrzymał tyle godzin wysiłku.

Jerzy Wasilkowski jest szczęśliwy jeszcze z jednego powodu. – Wiem, że znowu dałem nadzieję wielu ludziom chorym na mukowiscydozę, że sport ma takie walory zdrowotne. Zaraz po biegu, jeszcze w Krynicy, otrzymałem od nich mnóstwo smsów nie tylko z gratulacjami i wyrazami podziwu, ale przede wszystkim z wiadomościami, że czy oni, czy ich dzieci też chcą uprawiać sport, też chcą zacząć biegać czy jeździć na rowerze. Pokazałem im zresztą nie tylko korzyści prozdrowotne, ale również piękną pasję, która pozwala wytyczać piękne cele! Bardzo jestem z tego powodu szczęśliwy! – mówi z radością.

I deklaruje: – Za rok wracam do Krynicy, żeby przebiec cały ultramaraton, czyli 64 km. Chodzi mi nawet po głowie pełny dystans Biegu 7 Dolin - 100 kilometrów, ale chyba poczekam. Na 64 km już się zapisałem i w 2020 roku na pewno pobiegnę w Krynicy ponownie! – zapowiada Jerzy Wasilkowski.

Piotr Falkowski

zdj. archiwum Jerzego Wasilkowskiego


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce