Wojtek Kopeć - Superdebiutant roku w ultra! "Chciałem atakować rekord trasy"


Wojciech Kopeć. To chyba najczęściej wymieniane nazwisko uczestnika 9. TAURON Festiwalu Biegowego. Wprawdzie rok się jeszcze nie skończył, ale śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że jego trzecie miejsce w Biegu 7 Dolin 100 km to ultramaratoński debiut roku.

Super para! Bartosz Gorczyca i Ewa Majer wygrywają Bieg 7 Dolin 100 km! Rekordy trasy z coraz dłuższą brodą [ZDJĘCIA, WIDEO]

Wojtek Kopeć na start biegu przyjechał samochodem, w którym przespał noc przed biegiem.

- Przed startem spałem w samochodzie. Nie chciałem nic wynajmować, bo plan był taki, że idę po biegu po rzeczy i wracam do domu. Do Krynicy przyjechałem o 19:30, odebrałem pakiet i poszedłem spać. To znaczy chciałem, ale nie mogłem zasnąć. Emocje przed debiutem w ultra były zbyt duże. Wprawdzie wcześniej biegłem w Wings for Life World Run, ale to było inne ultra. Tutaj jest inaczej. To był mój pierwszy ultramaraton i to od razu górski - mówił nam Wojtek, który w tym roku zaskakuje swoich kibiców. Maratończyk, prowadzący własną grupę zawodników, kupił motocykl i połączył swoją pasję do biegania z podróżowaniem.

- Do końca roku się bawię. Co tydzień startuję i wybieram różnorodne biegi, podróżując do nich motocyklem - zdradza Wojtek.

Jednak B7D nie był zabawą, a Wojtek przekraczając linię mety nie mógł utrzymać się na nogach, ból mięśni mocno mu dokuczał. Musiał też zmienić swoje plany.

- Teraz wsiadam w samochód i wracam do domu rodzinnego na Mazury - mówił tuż po biegu, ale wtedy jeszcze sądził, że zaraz wstanie z ławki. Tak się nie stało. Problemy z chodzeniem miał jeszcze kolejnego dnia po biegu. Noc spędził w Krynicy i dopiero ruszył do domu.

- O tym, że będę miał problem mięśniowy, wiedziałem już po 40 kilometrach. Czułem ból w udach, mimo to nie miałem żadnego skurczu i to mnie cieszy - mówi Wojtek, który w swoim debiucie ultra, chciał nie tylko wygrać, ale też... złamać rekord trasy.

- Chciałem atakować rekord trasy, chociaż wiem, że nie da się tego zrobić bez przygotowania. Teraz sądzę, że z przygotowaniem też nie dałbym rady. To nie są moje biegi. Może gdybym potrenował w wysokich górach, byłbym do tego lepiej przygotowany… Ale ja trenuję albo w Lesie Kabackim w Warszawie albo na Mazurach. Tam są jakieś podbiegi, ale to nie do końca to samo.

- Nie mam też doświadczenia na zbiegach, miałem na nich ogromne problemy - mówi zdobywca trzeciego miejsca w B7D i opisuje przebieg rywalizacji, do której przystąpił w „asfaltowych startówkach”.

- Pod górkę biegłem spokojnie, trzymałem się Bartka Gorczycy, ale on miał chyba inny pomysł na bieg. Tempo było szybkie, odstawałem od grupy, więc postanowiłem pobiec mocno. Wiedziałem, że albo się uda, albo mnie dojdą i będzie po zawodach. Oceniłem, że z Bartkiem nie wygram. Widziałem jak on wbiega i wiedziałem, że na jakimś etapie mnie dojdzie. I zrobił to. Doszedł mnie na 51 kilometrze, na zbiegu. Przybiliśmy piątkę, skorzystałem z jego dobrej rady, żeby trochę zwolnić.

- Potem czekałem na czeskiego zawodnika. Wiedziałem, że i on mnie dogoni. Stało się tak na 61 kilometrze. Potem już kontrolowałem tempo, ale najwięcej traciłem na zbiegach. Po prostu nie umiem tego robić - opowiedział Wojtek Kopeć, który linię mety przekroczył z czasem 9:22:12, stając na najniższym stopniu podium.

Mimo udanego debiutu, nasz bohater nie jest zadowolony z wyniku i nie przekonał się do ultra. Zapowiedział, że w przyszłym sezonie wraca do tego lubi najbardziej, a więc na maratońskie trasy.

IB

fot. Tomasz Szwajkowski, Wojciech Jargiło, Jacek Deneka, Kamil Weinberg

Polecamy również:


Podziel się: