10. Półmaraton Komandosa: Rekordowy jubileusz w Warszawie [ZDJĘCIA]


Opublikowane w sob., 16/02/2019 - 20:43

Podczas biegu często krzeszemy z siebie dodatkowe siły. Podczas biegów w mundurach objawiają się siły... specjalne. Efekt? Jubileuszowa edycja Półmaratonu Komandosa przyniosła rekord trasy!

To nie jest typowy wyścig po „życiówki”. Zresztą już sam strój uczestników sugeruje, że coś jest nie tak. Zamiast kolorowych koszulek obowiązują mundury, zamiast amortyzowanych butów - wszyscy przywdziewają wojskowe buty za kostkę. Do tego plecaki o wadze 10 kilogramów. Ciężar musi się zgadzać co do grama, co jest dokładnie sprawdzane tuż za metą.

Zdarza się, że niektórzy dokładają coś od siebie. W tym roku najcięższy plecak ważył 17 kilogramów! Uczestnik zapakował do środka większość rzeczy, które otrzymał przez kilka lat służby w armii, m.in. kilka par moro. Jak usłyszeliśmy, nie był to jego rekord, bo kiedyś biegł półmaraton z ciężarem... 25 kg!

Impreza tradycyjnie gościła na terenie Wojskowej Akademii Technicznej. Przed startem uczestnicy minutą ciszy upamiętnili zmarłego Jana Olszewskiego, byłego premiera i członka Szarych Szeregów. Następnie usłyszeli błogosławieństwo kapelana, zakończone znanym „Alleluja i do przodu”. Po głośnym odliczaniu, ruszyli przed siebie.

Uczestnicy mieli do pokonania trasę składająca się z pięciu pętli. To nowość, bo jeszcze rok temu biegano na czterech rundach. Zrezygnowano też z dwóch podbiegów. Za to aż pięć razy trzeba było pokonać słynne i strome „Monte Casino”. Na szczęście dopisała pogoda. W przeszłości nie raz były problemy z wbieganiem i zbieganiem z oblodzonej górki, często dochodziło do upadków. Teraz, wraz z kolejnym podbiegiem, upadały tylko morale.

Od początku mocne tempo narzucił sierż. Artur Pelo z 7. Brygady Obrony Wybrzeża Słupsk, ubiegłoroczny zwycięzca. Biegacz prowadził z dużą przewagą i szybko okazało się, że ma szanse na poprawienie swojego rekordu imprezy z ubiegłego roku (1:24.23). Ostatecznie 41-letni zawodnik miał podwójne powody do radości. Wygrał i wyśrubował z swój wynik na 1:23:18.

– Nie spodziewałem się, że pójdzie mi tak dobrze i że pobiję rekord. Nie planowałem takiego wyniku, a o takim rezultacie nawet nie myślałem. W tym roku mało biegam. Tak naprawdę, w tym tygodniu oprócz tego startu nic nie pobiegałem. Miałem natłok obowiązków. Ale może i na dobre mi to wyszło, bo nieco odpocząłem od biegania – opowiadał na mecie szczęśliwy Artur Pelo.

– Myślałem, że powalczy ze mną nieco z kapralem Sewerynem Dudą, ale po pierwszym kilometrze oderwałem się od niego. Jak mówił mi, źle się czuł i miał jakieś problemy żołądkowe. Musiałem walczyć sam ze sobą i radzić sobie z dublowaniem. W tym roku duble zaczęły się już pod koniec mojego drugiego okrążenia, ale rywale bardzo fajnie się zachowywali na trasie i nie miałem problemów z wyprzedzaniem – relacjonował zwycięzca, który już zaczyna przygotowania do Setki Komandosa.

Wśród pań od początku prowadziła Patrycja Bereznowska - mistrzyni świata w biegu 24-godzinnym i rekordzistka świata w tej konkurencji, triumfatorka krynickiego Iron Run z 2017 r.. Patrycja również toczyła walka sama ze sobą. Zwłaszcza, że w zeszły weekend startowała na schodach hotelu Marriott, gdzie aż sto razy zdobyła 42 piętro.

Ilona Gradus i Paweł Zakowicz wygrywają 5. Marriott Everest Run [ZDJĘCIA, WYNIKI]

Ostatecznie reprezentantka grupy Wieliszew Heron Team pokonała trasę w 1:57:31.

– Zarówno ten jak i ubiegłoroczny start były dla mnie trudne. Czułam zmęczenie po zawodach rozgrywanych w miniony weekend. Poprzednio był to bieg 48-godzinny, a teraz 24-godzinny, ale na schodach. Bardziej walczyłam więc ze sobą, niż o jakiś super wynik. Cieszę się, że mimo wszystko udało się wygrać… – wyjaśniała Patrycja Bereznowska.

– Co do trasy, to ze względu na zmęczenie każda górka była dla mnie trudna. Na pewno bardziej sprzyjające było podłoże. Pamiętam, że rok temu momentami było ślisko, błotniście i wodniście. Jak ktoś się dobrze czuł, to mógł powalczyć o dobry czas – oceniła Patrycja, która w tym roku planuje jeszcze start w Setce Komandosa.

Pełne wyniki: TUTAJ

10. Półmaraton Komandosa był dobrym momentem na podsumowania. Wszystkie edycje ukończyło tylko czterech biegaczy – wszyscy otrzymali pamiątkowe statuetki. Są to: Wojtek Szota z portalu maratończyk.pl, Marek Podbielski, kpt. Karol Czuba i por. Paweł Żałoba.

– Pierwszy bieg odbył się w maju 2010 roku, podczas Dnia Sportu. Było wtedy dużo błota, a ludzie byli utaplani prawie jak na Katorżniku w Lublińcu. Później wszystkie edycje rozgrywane były w lutym. Zmieniała się trasa i miejsce startu, biegaliśmy przy różnej pogodzie, od wiosennej po bardzo zimową i śnieg po kolana. Atmosfera zawsze jednak była wspaniała – wspominał mjr Andrzej Liśniewski z WKB Meta Lubliniec, który był jednym z koordynatorów pierwszych edycji.

– Przez te wszystkie lata na pewno startuje tu więcej różnych służb mundurowych, ale też więcej cywilów, co bardzo cieszy. Przebiegnięcie półmaratonu w mundurze i z plecakiem to duże wyzwanie. Uważam, że impreza idzie do przodu – ocenił nasz rozmówca.

To nie koniec „militarnego biegania” w Polsce. Już 15 marca w Lublińcu odbędzie się wspomniana 3. Setka Komandosa (formuła rywalizacji to 20 km w mundurze i z plecakiem 10 kg, następnie 20 km w mundurze, a na koniec 60 km w dowolnym stroju). Natomiast pod koniec listopada rozegrany zostanie Maraton Komandosa. Dla chętnych jest też Wielkie Szlem Komandosa, obejmujący: 

  • 10. Półmaraton Komandosa w Warszawie - 16.02
  • 3. Setkę Komandosa w Lublińcu - 15.03
  • 23. Bieg o Nóż Komandosa w Lublińcu - 5.10
  • 5. Ćwierćmaraton Komandosa w Czarnem - 9.11
  • 16. Maraton Komandosa w Lublińcu -  30.11

RZ


Polecamy również:


Podziel się: