"Forma w Tokio ma być jeszcze lepsza niż medalowa w Dosze!" Marcin Lewandowski czeka na trenera i myśli tylko o igrzyskach


Opublikowane w pt., 14/02/2020 - 19:54

1:47,22 w Dusseldorfie, a kilka dni później bardzo dobre 1:46,05 podczas mityngu ORLEN Copernicus Cup w Toruniu. Początek sezonu halowego Marcina Lewandowskiego przebiega pod znakiem startów na 800 metrów, choć już w kolejnym występie się to zmieni i rekordzista Polski na 1 milę i 1500 metrów pierwszy raz w tym roku spróbuje swoich sił w "półtoraku", który stał się jego dystansem koronnym. 

Rozmawialiśmy z Marcinem Lewandowskim przed wyjazdem do Glasgow na kolejny mityng w cyklu World Athletics Indoor Tour. Zaczęliśmy, oczywiście, od pytania o dotychczasowe starty i ocenę formy u progu sezonu olimpijskiego. 

Jestem bardzo zadowolony, bo to jest wynik słabszy od mojej bardzo starej „życiówki” tylko o nieco ponad pół sekundy (1:45,41, Birmingham 2012 – red.), a trening, który teraz wykonuję, nie jest nakierowany na bieganie 800 metrów. Mogę bowiem w końcu nazwać siebie w pełni „biegaczem na 1500 m”!

Ledwie tylko liznąłem treningów szybkościowych, wykonuję teraz olbrzymią robotę wytrzymałościową, gigantyczny, niemal maratoński kilometraż i bieg na 800 metrów jest dla mnie formą treningu pomagającą w pracy nad szybkością. Jeśli więc w takiej sytuacji biegam ten dystans niespełna pół sekundy wolniej niż najszybciej w historii, to jeszcze jeden-dwa starty i być może zakręcę się koło rekordu życiowego! A nie zapominajmy, że w tym roku skończę już 33 lata. Piękna sytuacja! (uśmiech).

Przez kilkanaście lat kariery trenowałeś w spokoju ducha, pod stałym okiem i nadzorem trenera, którym był Twój starszy brat. Teraz wszystko w Twoich przygotowaniach się wręcz zawaliło, bo Tomasz Lewandowski nie doszedł do porozumienia z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki i zakończył z nim (a przez to z prowadzonymi zawodnikami, także Tobą) współpracę. Na początku roku olimpijskiego zostałeś bez trenera i taka sytuacja trwa, choć minęły już 2 tygodnie sezonu halowego, a Ty masz za sobą dwa starty.

Takie scenariusze pisze czasami życie... Na razie jeszcze jakoś sobie radzę i niecierpliwie czekam na rozwiązanie tej sytuacji. Jestem w stałym kontakcie z PZLA, mój brat również i mam nadzieję, że już „na dniach” ten problem wreszcie się rozwiąże i wszystko wróci do normy. Bardzo na to liczę! Pojawiło się światełko w tunelu, jest jakaś nadzieja, co oczywiście jeszcze nic nie znaczy, bo idzie ciężko, ale... może akurat?

Jak długo jeszcze jesteś w stanie wytrzymać bez trenera?

Nie mam pojęcia! Co mogłem do tej pory zrobić, to zrobiłem, a dalej chciałbym znowu pracować pod skrzydłami Tomka. Ale, niestety, nie jest to zależne ode mnie. Muszę czekać.

Trzymając kciuki za to, by problem jak najszybciej został rozwiązany po Twojej myśli, porozmawiajmy chwilę o planie B: co, jeśli jednak obie strony się nie dogadają? Z kim wtedy rozpoczniesz współpracę? A może... będziesz do igrzysk trenował sam?

Na razie wolę o tym nie myśleć, bo cały czas mam nadzieję na pozytywne rozwiązanie. Jeśli jednak się nie uda, pewne jest, że nie będę trenował sam! Takiej opcji nie ma. Na krótką metę to mogło zdać egzamin, bo lecę „z rozbiegu” dotychczasowego treningu. Ale na dłużej to się nie uda.

Naprawdę, mając tyle lat doświadczenia i sukcesów, znając doskonale swoją konkurencję i trening, nie mógłbyś przygotowywać się sam? Aż trudno w to uwierzyć!

Jestem zawodowym żołnierzem w Wojsku Polskim i tak samo jestem żołnierzem na bieżni. Potrzebuję jasnych rozkazów od swojego trenera i wtedy wykonuję je najlepiej jak potrafię i mogę. Jestem tytanem ciężkiej pracy. To jest dla mnie najlepszy i jedyny możliwy układ. Może to dziwnie brzmi, ale mimo doświadczenia i bycia przez tyle lat na topie, na treningu się nie znam. Trening nigdy mnie nie interesował, nie wiążę z nim swojej przyszłości, wykonuję swoją robotę i to wychodzi najlepiej.

A jak jest teraz między wami: Tobą i bratem-trenerem? Gdy konflikt wybuchł, powiedziałeś gdzieś, że masz żal do PZLA, ale także do Tomasza.

Jesteśmy braćmi i cały czas normalnie ze sobą gadamy, wiele się nie zmieniło. Ale dla mnie nie jest możliwe, żeby nie dogadując się z PZLA Tomek pozostał moim trenerem. Przecież prywatnie na igrzyska nie pojedzie i nie będzie miał wstępu do wioski olimpijskiej. Warunkiem naszej dalszej współpracy jest więc dogadanie się Tomka z PZLA! O resztę się nie martwię, bo ja się z Tomkiem zawsze dogadam. A jeśli chodzi o żal czy pretensje... Pół roku przed igrzyskami takiej sytuacji po prostu nie powinno być, z żadnej strony. (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce