"Forma w Tokio ma być jeszcze lepsza niż medalowa w Dosze!" Marcin Lewandowski czeka na trenera i myśli tylko o igrzyskach


Opublikowane w pt., 14/02/2020 - 19:54

Podczas mityngu Copernicus Cup, w hali w Toruniu odbyła się nieformalna premiera Twojej książki „Mój bieg”. Dlaczego wydałeś ją akurat teraz, kilka miesięcy przed swoim startem życia?

Nie planowałem żadnej konkretnej daty. Kto to wie, kiedy jest najlepszy moment? Tworzyłem tę książkę bez żadnego ciśnienia przez okres około 2 lat, właśnie ją skończyłem i dlatego została wydana akurat teraz. Gdybym ją skończył za pół roku, wyszłaby za pół roku. Chociaż widząc, że zbliżam się do końca, starałem się, żeby premiera mogła być właśnie w Toruniu, na moim ulubionym mityngu i przy mojej ulubionej publiczności.

Copernicus Cup to, żartobliwie mówiąc, „mój” mityng, słyszałeś, co się działo na trybunach, gdy spiker czytał moje nazwisko, wychodziłem na prezentację, a potem finiszowałem! Uwielbiam te zawody, są dla mnie bardzo ważne, zawsze oddaję całe honorarium z nich na cel charytatywny. Był to więc idealny czas i miejsce na premierę mojej książki.

Niesamowite było to, co działo się w holu Areny Toruń po biegu na 800 metrów, gdy praktycznie prostu z bieżni przybiegłeś, by podpisywać książkę. Bardzo długo stała w kolejce do Ciebie kilkusetosobowa grupa kibiców i czytelników! Ile książek podpisałeś tamtego wieczoru?

Nie mam pojęcia. Byłem tam po zawodach przez dobre dwie godziny, ale gdyby było trzeba, stałbym i do piątej rano! Bardzo się cieszę, że były takie tłumy, że mogę liczyć na takie wsparcie kibiców, że chcą poznać moją historię. Mam nadzieję, że książka im się spodoba, bo jest zupełnie wyjątkowa.

Jest napisana inaczej niż wszystkie, innym językiem, nie książkowym, a moim własnym stylem. To widać już od pierwszych zdań „Mojego biegu”! To wszystko moje słowa i moje zdania, wypowiedziane przeze mnie, a nie zredagowane przez fachowca z wydawnictwa.

A co jeszcze wyjątkowego jest w tej książce, dlaczego warto ją przeczytać?

Opisuję w niej piękno uprawiania sportu. Nie tylko lekkiej atletyki, sportu w ogóle. Pokazuję, jak wielką przygodą jest dla mnie sport, co dzięki niemu zobaczyłem, kogo poznałem, co przeżyłem i jakim człowiekiem teraz jestem. Bo to właśnie sport mnie ukształtował. A dodatkowo czytelnik może zobaczyć, jak wygląda świata wyczynowego sportu od środka, okiem profesjonalisty.

To, co wszyscy widzicie w telewizji, jest tylko wisienką na torcie. Oglądacie przez kilka minut jak robię fajne wyniki, osiągam sukcesy i zdobywam medale, ale nie wiecie, jak było przedtem, jak wyglądała droga, ile ciężkiej pracy i trudnych chwil mnie kosztowała. Nie ma tu zabawy i fajnych imprez, jest świat sportu od kuchni.

Czy w napiętym planie przygotowań będziesz miał czas na promocję książki i kolejne spotkania z czytelnikami?

Planuję szybkie tournée po Polsce po zakończeniu sezonu halowego. 25 lutego spotkam się z kibicami w Szczecinie, potem są w planie Warszawa, Częstochowa, Łódź, Wrocław i Poznań.

A zaraz potem wyjeżdżam na obóz wysokogórski do Flagstaff w Stanach Zjednoczonych. Wciąż, niestety, nie wiem w jakim składzie tam będziemy, czekam na rozwój sytuacji (jak nas zapewnił Adam Kszczot, we Flagstaff będą też on i trener Tomasz Lewandowski – red.).

Czy po igrzyskach w Tokio planujesz drugi tom swojej książki?

Miejmy nadzieję, że sukcesy osiągnięte na igrzyskach olimpijskich umożliwią jego powstanie (śmiech). A poważnie, to na razie o tym nie myślę. Zawsze chciałem napisać książkę taką jak „Mój bieg”, opowiedzieć moje sportowe przygody. Zobaczymy, może za jakiś czas pojawią się nowe okoliczności, moje ambicje czy projekty, które popchną mnie do napisania kolejnej książki. Teraz nie planuję niczego, ja zwykle działam bardzo impulsywnie, spontanicznie. Jeśli coś czuję, to po prostu działam.

A „spontanicznym” celem na igrzyska w Tokio są niezmiennie podium i olimpijski medal w biegu na 1500 metrów?

Skoro udało się to na mistrzostwach świata w Dosze, może udać się i w Tokio. Nie wierzę w to, żeby na igrzyskach olimpijskich był wyższy poziom. Finał 1500 metrów w Katarze był najszybszy w historii. Skoro zdołałem wziąć medal tam, mogę to powtórzyć w Tokio. Forma, którą miałem w Dosze, wystarczy na medal olimpijski.

Jesteś w stanie wypracować ją raz jeszcze? Rok po roku to nie jest łatwa sztuka.

Cel jest taki, żeby była jeszcze lepsza!

Pojedziecie na igrzyska we dwóch Lewandowskich, Marcin-zawodnik i Tomasz-trener?

Mam taką ogromną nadzieję! Bardzo na to liczę! To tego oraz, oczywiście, spełnienia medalowego celu w Tokio Ci życzymy! Dziękuję bardzo!

Rozmawiał Piotr Falkowski

zdj. autor, Marek Biczyk (PZLA), Paweł Skraba (Copernicus Cup)



 

 

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce