"Forma w Tokio ma być jeszcze lepsza niż medalowa w Dosze!" Marcin Lewandowski czeka na trenera i myśli tylko o igrzyskach


Opublikowane w pt., 14/02/2020 - 19:54

Główną przyczyną konfliktu obu stron jest ponoć to, że oprócz polskiej czwórki Tomasz ma pod opieką trenerską kilkunastu zawodników zagranicznych, którymi zajmuje się podczas zgrupowań opłaconych i organizowanych przez PZLA. Czy związek ma podstawy, by uważać, że dzieje się to ze szkodą dla reprezentantów Polski?

Po pierwsze - nie dotyczy to kilkunastu, a tylko kilku pojedynczych zawodników. A po drugie – dzieje się tak po to, żebym uzyskiwał lepsze rezultaty. Ja do trenowania potrzebuję grupy, a dzięki Tomkowi miałem taką grupę chyba najmocniejszą z możliwych. Treningu, jaki wykonuję, nie jestem w stanie dobrze zrobić sam. Do tego jest potrzebny mocny zespół. Zawodnicy rozwijają się najlepiej właśnie trenując w grupie, tak robią najlepsi biegacze na świecie.

My też mieliśmy od 3 lat stworzona taką grupę, a ja od 3 lat uzyskuję najlepsze wyniki, biję rekordy kraju, zdobywam medale. Grupa Tomka jest zrobiona pode mnie i ja dzięki niej się rozwijam.

Adam Kszczot, który od niedawna także jest w tej grupie, powiedział mi, że najlepiej trenuje mu się z Marcinem Lewandowskim. A kto dla Ciebie jest najwartościowszym sparingpartnerem?

Ja nie oceniam tego w jednostkach. Dla mnie liczy się grupa. Im większa, tym lepsza, choć oczywiście bez przesady. Jest nas pięciu chłopaków, wspieramy się wzajemnie, Adam pomaga mi w robocie nad szybkością, ja jemu w pracy nad wytrzymałością, czasem robi to ktoś z obcokrajowców. W ten sposób wszyscy się dopełniamy. Jesteśmy drużyną i to jest największą wartością.

Jakie są Twoje najbliższe plany startowe? Ile jeszcze razy będziesz biegał w hali?

Po Dusseldorfie i Toruniu, gdzie biegałem na 800 metrów, w sobotę 15 lutego pierwszy raz wystartuję na 1500 metrów. To będzie w Glasgow, na kolejnym mityngu cyklu World Athletics Indoor Tour. 19 lutego będzie Lievin we Francji i 1500 m do poprawki, a 21 lutego, na zamknięcie cyklu w Madrycie, raz jeszcze 800 m. Tym zakończę sezon halowy.

W marcu w Chinach miały być jeszcze Halowe Mistrzostwa Świata. Czy ich odwołanie popsuło jakoś Twoje plany?

Nie. Nigdy szczególnie mocno nie szykowałem się do hali, nawet jeśli robiłem pod dachem fajne wyniki, nie wynikały one ze specjalnych przygotowań. W tym roku podobnie, zwłaszcza, że przez znaczne wydłużenie poprzedniego sezonu na stadionie (późniejsze niż zwykle MŚ w Dosze, a po nich jeszcze igrzyska wojskowe – red.) tegoroczne przygotowania rozpocząłem dużo później.

To, że HMŚ zostały odwołane, nic dla mnie nie znaczy. Nawet nie wiem, czy bym w nich wystartował. Teraz, gdy widzę, że fajnie mi się biega – być może tak, medal MŚ to zawsze medal. Ale w tym roku liczą się jedynie igrzyska olimpijskie w Tokio!

A bierzesz pod uwagę, że koronawirus może storpedować także igrzyska?

Nieee... W ciągu roku więcej ludzi umiera tylko w Polsce z powodu zwykłej grypy niż straciło życie przez tę globalną epidemię spowodowaną koronawirusem. Moim zdaniem zagrożenie jest zdecydowanie wyolbrzymione. (czytaj dalej) 


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce