Marcin Świerc: "Gdyby nie bolesne otarcia...". Kamil Leśniak: "Znów duży postęp". Polacy o starcie w MŚ w trailu


8-osobowa reprezentacja Polski startowała na Penyagolosie w Hiszpanii w mistrzostwach świata w trailu, na dystansie 87 km. Historyczny wynik (6 miejsce) osiągnęła Magdalena Łączak, bardzo dobrze pobiegła też Edyta Lewandowska (była 15). Marcin Świerc, na którego walkę o medal liczyliśmy, zajął 17 lokatę, miła niespodziankę sprawił Kamil Leśniak (21). Tak relacjonowaliśmy start Polaków na Penyagolosie 

MŚ w trailu: historyczny wynik Magdy Łączak! Marcin Świerc walczył do końca

Po powrocie biało-czerwonych do kraju przepytaliśmy kilkoro z nich o wrażenia z mistrzostw i ocenę startu w MŚ.

Magda Łączak: "Adele chciała mnie wykończyć". Edyta Lewandowska: "Dycha na wyciągnięcie ręki". Polki o starcie w MŚ w trailu

Oto opinie naszych najlepszych zawodników.


MARCIN ŚWIERC, 17 miejsce, czas 9:32:09

- Mam mieszane uczucia. Jestem połowicznie zadowolony. Świetnie się czułem, profesjonalnie, bardzo dobrze przygotowałem się do startu i dużo dla niego poświęciłem, byłem m.in. na rekonesansie trasy. Ale pokonały mnie inne czynniki, z których kluczowym był chyba strój startowy. Otrzymałem go z PZLA dwa dni przed startem, nie miałem okazji go przetestować i poobcierałem się boleśnie do krwi. Ultra to jest układanka wielu czynników, a czynnik „strój”, niestety, nie zagrał. Jedyne co mnie nie obtarło to skarpetki i buty. Musi to być następnym razem bardziej profesjonalnie załatwione, dogadane ze związkiem. Dostałem strój przeznaczony dla sprintera czy może 800-metrowca, a ja przecież musiałem biec w nim 9 godzin… Tak nie może być.

Do 30-40 kilometra było jeszcze całkiem nieźle, leciałem w okolicach 8 miejsca z dużym apetytem na czołową szóstkę, bo ja mam zawsze mocniejszą końcówkę, jest energia i wtedy przyspieszam. A tym razem, z powyższych powodów, nic nie mogłem zrobić. Byłem szczęśliwy, że w ogóle ukończyłem zawody na przyzwoitym miejscu.

Jakiś czas biegłem z Luisem Alberto Hernandezem, który potem po raz trzeci z rzędu został mistrzem świata. Dogoniłem go przed punktem Bassa, na zbiegu około 23 kilometra, zaliczyłem tam spory awans, bo z 20 wskoczyłem na miejsce tuż za nim. Biegliśmy razem przez jakieś 8 km, mega fajnie się leciało, bo Luis Alberto miał na punkcie fantastyczny doping i ja się też pod ten aplauz „podłączyłem” (śmiech). Niestety, blisko kolejnego punktu, Useres na 31 km, wszystko zło się zaczęło, jeszcze ze 3 kilometry biegliśmy razem, ale każdy kolejny krok był już dla mnie udręką i Hiszpan odjechał.

Poziom mistrzostw był bardzo wysoki, oczywiście i my byliśmy do nich naprawdę dobrze przygotowani, podeszliśmy do zawodów bardzo profesjonalnie. Kamil Leśniak bardzo dobrze przetrenował i świetnie pobiegł, widać, że chłopak ma potencjał. Dziewczyny – super! Edyta Lewandowska tyle zainwestowała kasy w obóz na Penyagolosie, długo tam była, żeby poznać trasę i warunki. Magda Łączak z Pawłem Dybkiem też byli na prywatnym rekonesansie i ona znakomicie pobiegła, zajęła 6 miejsce! Wszyscy włożyliśmy mnóstwo serducha w przygotowania, nie wszystkim może start wyszedł tak jak by chcieli, ale niczego nie można im zarzucić. Nikt, mimo różnych przeciwności, nie zszedł z trasy, wszyscy ukończyli zawody. Pretensje mam tylko do działaczy, komunikacja z nami i inne działania były mało profesjonalne, mam nadzieję, że to się mocno poprawi. Rozmawiałem na ten temat z Kamilem Kalką z PZLA, który był z nami w Hiszpanii i obiecał, że to się zmieni, też widzi błędy i chce poprawić wszystkie niedoróbki.

Wracając jeszcze do rywali… Bardzo mocni Amerykanie (choć Zach Miller poleciał jak zwykle: zaczął bardzo mocno, długo prowadził, a potem „umarł” i skończył dopiero ósmy, powtórzyła się historia z UTMB), silni oczywiście gospodarze Hiszpanie, to samo Brytyjczycy (brązowy medal ThomasaEvansa), choć zawiódł ich faworyt Tom Owen (25 miejsce, kilka minut za Świercem i Leśniakiem-red.). Rozczarowań było więcej, mocny Grek Dimitrios Theodorakakos zszedł z trasy, dalekie miejsce zajął mistrz świata z Annecy 2015 Francuz Sylvain Court (33 lokata, kilkanaście minut za obydwoma Polakami –red.). Brylowały „stare wygi”: doświadczeni Hiszpanie Hernandez i Clemente (złoty i srebrny medal-red.), Francuz Pommeret (5 miejsce-red.). Oceniając realnie – miałem duże szanse być przynajmniej w czołowej dziesiątce. Jest szansa walczyć ze światem, musimy tylko profesjonalniej do tego podchodzić od strony organizacyjnej i często rywalizować z czołówką, jeździć dużo na mocno obsadzone zawody, zbierać doświadczenie. To się potem szybko zwraca!


KAMIL LEŚNIAK, 21 miejsce, czas 9:37:00

- Sprawdziłem właśnie ranking ITRA i punkty, które organizacja (International Trail-Running Association) przyznała nam za start w Mistrzostwach Świata. Wychodzi na to, że sobotni bieg na Penyagolosie był... najlepszym w mojej karierze biegowej. Nawet mnie to nie dziwi, bo czuję się w wysokiej formie, choć nie był to mój „dzień konia”. Taki miałem 3 tygodnie temu na Mistrzostwach Polski w Długodystansowym Biegu Górskim w Szczawnicy (Leśniak nie ukończył Wielkiej Prehyby, bo biegnąc na 2 miejscu za Marcinem Świercem pomylił trasę-red.).

Na Penyagolosie starałem się bardzo chłodno i ostrożnie podchodzić do biegu, bo nie czułem się komfortowo. Dlatego nie podpalałem się i spokojnie przemieszczałem w kierunku mety. Męczyły mnie problemy z żołądkiem (kilka razy zaliczyłem krzaki) i problem ze stopami. Poprosiłem więc nasz support o jakiekolwiek buty z większą amortyzacją. Zanim udało się coś znaleźć minęło kilka godzin i zmieniłem obuwie dopiero na 60 km. Ale nie ma tego złego... Dzięki temu, że skupiałem się na problemach i próbie ich rozwiązania, nie myślałem o rywalizacji i nie podpaliłem się, nie poleciałem za szybko, do czego mogłaby mnie skłonić dobra dyspozycja. A wtedy mógłbym się „zarżnąć” i na końcówce biegu nie mieć sił. Mogłem biec spokojnie i z rozsądkiem także dlatego, że nie miałem szans na medal. W dalszej części trasy zebrałem tego żniwo, bo wyprzedziłem wielu myślących o medalu zawodników, którzy zwyczajnie się „zajechali”. Polecieli po prostu za mocno. A ja, dzięki moim problemom, nie mogłem szarżować w pierwszej, szybszej części trasy, a przez to zachowałem więcej sił na drugi, trudniejszy, bardziej górzysty odcinek, rozgrywany też w wyższej temperaturze. Taki paradoks. Kłopoty ze stopami i żołądkiem sprawiły, że pobiegłem mądrze taktycznie (śmiech).

Przejrzałem ranking ITRA jeszcze pod jednym kątem. Sprawdziłem ilu zawodników było przed biegiem wyżej notowanych ode mnie. Lepszy ranking miało 70. A ja skończyłem na miejscu 21. A zatem wygrałem z pięćdziesiątką lepszych ode mnie! Dobiegli za mną lub nie ukończyli biegu. Z kolei mnie wyprzedził tylko jeden zawodnik mający niższy ranking, Japończyk, który finiszował dwunasty (Kota Araki-red.). To też dowodzi, jak dobrze pobiegłem. Zrobiłem ogromny postęp w mistrzostwach świata. Trzy lata temu w Annecy byłem 160, w 2016 r. na Trans Peneda-Geres w Portugalii – 77, a przed rokiem we włoskim Badia Prataglia zająłem 27 miejsce. Teraz finiszowałem 21, znów się zatem mocno poprawiłem. I to w naprawdę mocnej stawce. Bardzo się cieszę!

Byłem po raz czwarty na Mistrzostwach Świata w Trailu, jestem swego rodzaju polskim weteranem tych zawodów (uśmiech). Pierwszy wyjazd naszej ekipy, w 2015 r. do Annecy we Francji, nawet sam organizowałem, PZLA ograniczyło się wtedy tylko do zgłoszenia zebranego przeze mnie składu. Tegoroczny start był zdecydowanie najlepszy, tak sportowo, jak i organizacyjnie. Na mistrzostwa jeżdżą coraz lepsi zawodnicy, uzyskują coraz lepsze wyniki. Magda Łączak szósta, mężczyźni jako drużyna dostali się do dziesiątki… Nie wiem czy to jest sukces, ale na pewno postęp. I to znaczący.

Marcin zaryzykował walcząc o medal i ja się bardzo cieszę, że tak zrobił, bo to jest na razie chyba jedyna osoba w Polsce, która o medal na świecie może walczyć. Szkoda, że coś nie zagrało i dobiegł na dalszym miejscu niż chciał i niż go na to stać.

Na pewno nie był to jeszcze najsilniejszy skład, który Polska mogła wystawić na mistrzostwa świata. Kilkorga mocnych zawodników zabrakło. Z jednej strony wynika to z braku jeszcze poczucia ważności dla nich tych zawodów, świadomości, że mistrzostwa to dla biegaczy ultra swego rodzaju igrzyska olimpijskie, zawody najważniejsze z ważnych, o starcie w których marzy się i walczy całe życie. Z drugiej strony sprawy osobiste, inne plany startowe, zobowiązania – rozumiem to i szanuje. Ponadto marzy mi się, żeby tak jak w kilku krajach było szkolenie centralne, obozy i starty finansowane przez związek lekkoatletyczny, żeby PZLA zauważył, iż biegi górskie czy biegi ultra są częścią lekkiej atletyki bardzo ciekawą, perspektywiczną. Na mistrzostwach w Castellon była przedstawicielka IAAF (Światowa Federacja Lekkoatletyczna-red.), bardzo interesowała się nie tylko organizacją i przebiegiem zawodów, ale też rozpytywała o to, jak biegi ultra i górskie wyglądają w poszczególnych krajach. Może więc działanie IAAF też wpłynie na podniesienie rangi i prestiżu naszych konkurencji? Oby tak było, bardzo bym chciał.

rozmawiał Piotr Falkowski

fot. Jan Nyka - fotografia

Polecamy również:


Podziel się: