Zawsze Koral Maraton i zawsze... losowanie samochodu! Kazimierz "Szczęściarz" Romański, uczestnik wszystkich Festiwali Biegowych w Krynicy


Opublikowane w pt., 31/05/2019 - 14:14

Kazimierz Romański z podwarszawskiego Legionowa to jeden z najwierniejszych fanów Festiwalu Biegowego. W imprezie w Krynicy-Zdroju bierze udział od jej początku w 2010 roku, do tej pory nie opuścił ani jednej, a na początku wrześniu wybiera się w Beskid Sądecki po raz dziesiąty. W tym roku chce na dodatek spełnić cel, z którym nosi się od kilku lat: wystartować w Biegu 7 Dolin  na 100 km. Namówił go do tego Jan Skakluk, starszy o  13 lat kolega, z którym od początku jeżdżą razem do Krynicy.

"Zawsze jestem w Krynicy. Festiwal się rozkręca bez dwóch zdań. Będę po raz 10. Jan Skakluk z Legionowa od początku z nami

Kazimierz Romański opowiedział nam o swojej przygodzie z Krynicą i "romansie" z Festiwalem Biegowym.

- W 2010 roku pojechaliśmy do Krynicy w trójkę, my dwaj i jeszcze Adam Doliński, kolega z Warszawy, ale też startujący w barwach Klubu Biegacza Legionowo. Festiwal jako nową imprezę wynalazł gdzieś Janek Skakluk, który chciał przebiec 100 kilometrów, ale w terminie imprezy, która była wtedy przewidziana na maj, ja nie mogłem jechać. Miałem jakąś rodzinną uroczystość.

Dopiero gdy z powodu powodzi, która zalała Krynicę, Festiwal Biegowy został przełożony na wrzesień, termin mi odpowiadał. Można więc powiedzieć pół żartem, pół serio, że dzięki powodzi byłem na wszystkich krynickich Festiwalach.  

Janek wystartował wtedy w sobotę na tę swoją wymarzoną „setkę”, a my z Adamem Dolińskim – dzień później w Koral Maratonie. Jan odgrażał się, że pobiegnie maraton z nami, ale jak go wieczorem zobaczyłem na mecie Biegu 7 Dolin, byłem przekonany, że zrezygnuje z szalonego pomysłu.

Mieszkaliśmy wtedy w różnych miejscach, w pensjonatach przydzielonych przez organizatora. W niedzielę rano wsiadam do autobusu, który dowoził nas na start i… widzę Janka! „Bożesz ty mój, naprawdę chcesz biec?” zapytałem. Potwierdził, a kilkanaście minut później… ruszył na trasę! Pomyślałem, że w 5 godzin może ukończy ten maraton.

Adaś Doliński prowadził grupę na 4 godziny, zabrałem się z nimi. Biegniemy… 5 kilometrów – Janka nie ma, 10 kilometrów – Janka nie ma. Pytam Adama: „Został gdzieś za nami?” A Adam: „Nie, biegnie z przodu!” Proszę sobie wyobrazić, że doszliśmy go dopiero około 20 kilometra! Przyspieszyłem wtedy, bo jakbym przegrał z Jankiem mającym w nogach 100 km, byłaby  niezła sensacja!

Na Krzyżówce była wtedy przeogromna mgła, przez chwilę nie wiedziałem, którędy biec. Ale ogólnie pogoda była fajna i bardzo przyjemnie wspominam ten bieg i pierwszy pobyt na Festiwalu w Krynicy! Bardzo podziwiałem Janka, zresztą on rok później jeszcze raz powtórzył swój wyczyn. A ja… zostałem wierny maratonowi, nie przebiegłem tylko jednego, przed dwoma laty. Już opowiadam, dlaczego…

Wie pan, ja też trochę udaję triathlonistę, kilka razy ukończyłem pełnego i połówkę ironmana. I zamarzyłem sobie wystartować w Krynicy w Iron Runie. Żeby się do tego przygotować i zobaczyć, z czym to „się je” i jak to jest startować przez 3 dni z rzędu, postanowiłem najpierw przebiec w piątek 15 km, w sobotę ultramaraton 64 km, a w niedzielę Koral Maraton. „Piętnastkę” zaliczyłem, ale w drugiej połowie górskiego ultra - padłem. Zszedłem na punkcie przy hotelu Pod Wierchomlą. Miałem wprawdzie sporo zapasu, chyba półtorej godziny do limitu, ale powiedziałem sobie: „Kazik, trzeba szanować swoje zdrowie!” (czytaj dalej)


Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce