Szymon Kulka wraca do biegania. "Maraton dopiero jesienią" - mówi polski rekordzista obecnej trasy Życiowej Dziesiątki


Opublikowane w śr., 13/02/2019 - 22:52

Jesień 2018 r. miała być dla Szymona Kulki bardzo ważna w sportowej karierze. Biegacz z Ropy, polski rekordzista Życiowej Dziesiątki na Festiwalu Biegowym w Krynicy (28:31, na nowej trasie ze startem honorowym w Krynicy do CKRiS Zapopradzie w Muszynie*), zamienił mundur policjanta na wojskowy i planował pierwszy start w maratonie, o czym marzył od pewnego czasu.

Debiut zaplanował na listopad i maraton na Bliskim Wschodzie, w Bejrucie, co wzbudziło lekkie zdziwienie. – W stolicy Libanu odbywały się Wojskowe Mistrzostwa Świata. Warunki klimatyczne i atmosferyczne są tam rzeczywiście trudniejsze, ale jako świeżo upieczony żołnierz chciałem zdobyć medal dla Wojska Polskiego. Zresztą, pierwszy maraton jest zwykle „zapoznawczy”, rzadko kiedy można nabiegać w nim wielki wynik. Ja chciałem po prostu przeżyć maraton, zobaczyć na przyszłość, z czym to „się je” – wyjaśnia sierżant Szymon Kulka.

Tak czy owak, z maratońskiego debiutu nic nie wyszło. – Dwa tygodnie przed maratonem, podczas Mistrzostw NATO w biegach przełajowych w Belgii, uszkodziłem kostkę, pękła mi kość łódkowata w stopie. Wygrałem te zawody, ale ledwie dobiegłem do mety, był taki moment, że musiałem się zatrzymać – wspomina Kulka. – Musiałem odłożyć maratońskie plany, bo nie byłem w stanie nawet trenować, nie mówiąc już o biegu na 42 km.

Polscy żołnierze bezkonkurencyjni w NATO. W przełajach całe podium nasze!

Żal był duży, bo Szymon Kulka był jesienią w dobrej formie. – Przygotowania w Szklarskiej Porębie i start kontrolny w Poznaniu wskazywały, że jestem bardzo mocny. Niestety, sport bywa czasem okrutny, wystarczy odrobina pecha i „cały misterny plan poszedł…” – mówi dzisiaj ze śmiechem.

Zamiast maratonu - były więc żmudne leczenie i rehabilitacja. – Miałem 3 i pół miesiąca przerwy w bieganiu. Dopiero teraz w lutym rozpocząłem na nowo treningi. Na razie robię rozbiegania i delikatne biegi w drugim zakresie – mówi polski rekordzista Życiowej Dziesiątki.

Po takiej przerwie powrót do formy zabiera trochę czasu. W przypadku biegacza z Ropy wygląda jednak na to, że szybko „stanie na nogi”. – Mój organizm jest tak skonstruowany, że powrót do dyspozycji sprzed przerwy trwa krótko. Fajnie się zregenerował w czasie przymusowej przerwy i na wiosnę powinienem być w pełnej dyspozycji. A już pod koniec lutego będę w pełni przygotowany do podjęcia pełnego, mocnego treningu – zapewnia.

A jednak… nie ma nic za darmo. Długa przerwa nieco pokrzyżowała plany Szymona Kulki. Debiut w maratonie musi odłożyć dopiero do tegorocznej jesieni. – Maraton na wiosnę nie wchodzi w rachubę, w ciągu 2 miesięcy nie jestem w stanie przygotować się do tak trudnego, i to jeszcze pierwszego w życiu, startu – mówi z przekonaniem. Nie ma więc także tematu jesiennych Mistrzostw Świata w Katarze, nawet na bieżni. – Nawet nie sprawdzałem – przyznaje – ale jak znam życie to minimum na 10 tysięcy metrów jest kosmiczne, trzeba by pobiec w granicach rekordu Polski (a nawet znacznie lepiej, bo RP Jerzego Kowola z 1978 r. wynosi 27:53.61, a minimum na tegoroczne MŚ to 27:40.00 – red.). Mnie stać na jakieś 28:30, a to daleko to wymaganego poziomu – mówi Szymon Kulka.

Wiosna będzie zatem czasem „połówki”. Startem docelowym – 12. PKO Poznań Półmaraton, w którym Szymon Kulka będzie bronił tytułu (wygrał w ubiegłym roku jako dopiero trzeci Polak w historii z czasem 1:04:33, zdobywając jednocześnie mistrzostwo Polski policjantów).

*rekordzistą starej trasy Życiowej Dziesiątki z deptaku w Krynicy na rynek w Muszynie jest Artur Kozłowski - 27:49


Polecamy również:


Podziel się: