Ulewa i "mega trudna trasa, za to jaka piękna!" Ruszył Biegowy Potop Szwedzki 2019 ze Stena Line i Festiwalem Biegów [WYNIKI, ZDJĘCIA]


Opublikowane w pon., 10/06/2019 - 19:38

Rekordowe ponad 300 osób uczestniczyło w pierwszej tegorocznej odsłonie Biegowego Potopu Szwedzkiego, sportowo-towarzyskiej imprezie organizowanej od 2015 roku przez polski oddział szwedzkich linii promowej Stena Line, przy współpracy Fundacji Festiwalu Biegów. Nasza ekipa jak zwykle wytyczyła, zabezpieczyła i oznakowała trasy oraz elektronicznie zmierzyła czas wszystkim uczestnikom rywalizacji.

W świetnej zabawie w leśnym ośrodku sportowym w Karlsnäsgården nie przeszkodził ani ulewny deszcz, który zupełnie niespodziewanie zjawił się niedługo po starcie, ani… wyjątkowo wymagająca trasa.

Terytorium Szwecji jest w 60 procentach pokryte lasami. Jeden z nich, właśnie w Karlsnäsgården, położonym ok. 70 km od portu w Karlskronie, do którego przybijają z Gdyni promy Stena Line, już po raz trzeci objęli we władanie biegacze.

Z trzech dystansów (5, 10, 15 km), które oferujemy uczestnikom biegowego rejsu do Szwecji, tradycyjnie największym zainteresowaniem cieszyło się 5 kilometrów. Biegowy Potop Szwedzki to, jako się rzekło, impreza sportowo-towarzyska, część jej uczestników zatem to biegacze albo okazjonalni, albo dopiero rozpoczynający przygodę z tym pięknym sportem. Wybór najkrótszego dystansu jest w takim wypadku całkowicie zrozumiały.

Uczestników „piątki” czekała tym razem jednak niespodzianka. Dwa dni przed imprezą, organizatorów zaskoczyła informacja o wycince drzewa w rejonie zaplanowanej wcześniej trasy 5 km. Trzeba było zatem ad hoc wytyczyć nową "piątkę, już nie kolidującą z pracą leśników. Wyszła jeszcze piękniejsza niż dotychczasowa, tyle że... odcinek stał się najtrudniejszym ze wszystkich!

Obfitował w wymagające podbiegi i zbiegi oraz zmienne podłoże. Nic zatem dziwnego, że większość zawodników wpadała na metę solidnie „sponiewierana”, klnąc na czym świat stoi. Zapytani jednak chwile potem o wrażenia z trasy zgodnie odpowiadali: „Mega trudna, ale… przepiękna!”

Pełne wyniki: TUTAJ

Rozgrzewkę przed startem poprowadził, w zastępstwie Izy Bieszke, która w ostatniej chwili musiała zrezygnować z wyjazdu, syn Fit Matki Wymiataczki – Kacper Bieszke. 16-letni chłopak z kaszubskiej miejscowości Mosty niedawno wyleczył kontuzję, świetnie jednak pobiegł na 5 km zajmując z czasem 20:38 drugie miejsce. Na mecie mówił, że nic nie pamięta z trasy, bo biegnąc szybko w tak wymagającym terenie musiał w 100 procentach skupić się na patrzeniu pod nogi!

Szkoda, bo trasy w lesie Karlsnäsgården są naprawdę wyjątkowej urody, o czym opowiadali nam na mecie uczestnicy najdłuższego dystansu. Oni spędzili w różnorodnym, pięknie zielonym terenie blisko półtorej godziny, mogli więc w pełni cieszyć się jego walorami. – Fantastycznie, trasa jest mega, chociaż ciągle było ostro pod górkę – mówił Robert Żurański, który wybrał się na Potop Szwedzki z podłódzkiego Strykowa. – Bardzo trudna trasa – wtórowała mu piąta wśród pań łodzianka Marta Zapieraczyńska-Rybus. – Ale było też niemało z górki – dorzucił dla równowagi Łukasz Siewiera. – Tyle że dla mnie zbieg jest znacznie bardziej wymagający, a przy takiej pogodzie, w deszczu, to wręcz samobójstwo! – kontrowała kolegę z Łodzi Marta. A Robert jeszcze dodał: - Bardzo sympatycznie, trasa świetnie oznaczona, nawet przez moment (choć teren leśny) nie było ryzyka pobłądzenia, co zdarza się nierzadko nawet na biegach ulicznych. Brawo!

Dla chłopaków bieganie w Szwecji było nagrodą, którą zafundowali sobie za przebiegnięcie pierwszego w życiu maratonu. Tak jak razem grają amatorsko w „siódemkach” w Gentlemen’s Łódź Rugby Clubie, tak wspólnie wkręcili się w bieganie i 2 miesiące temu razem ukończyli maraton w Łodzi.

W Karlsnäsgården całą trasę też pokonali razem, co i raz porównując jej trudność do wysiłku na królewskim dystansie. Potop był dla nich, jak to określił Robert, „dniem zabawy i biegiem bez najmniejszej napinki”. Było rzeczywiście widać, że się świetnie bawią, Robert co chwila wykonywał gwałtowne przyspieszenia, żartobliwie komentował sytuację na trasie i zagadywał innych biegaczy. „Super impreza, wybór nagrody był idealnie trafiony” – przyznali zgodnie przyjaciele.  

A o wspaniałej atmosferze wśród uczestników imprezy najlepiej świadczy gromkie "sto lat!", które biegacze (w większości przecież jej do tej pory nieznajomi!) odśpiewali wbiegającej na metę Ani Sobczak.

Biegaczka z podwarszawskiej Nowej Iwicznej obchodzi dziś urodziny, zaskoczona i wzruszona podziękowała wszystkim głębokim ukłonem.

Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: